czwartek, 28 stycznia 2016

Sabrina Jeffries, Czar wigilijnej nocy.



Jako, że mamy jeszcze okres bożonarodzeniowy (do 2 lutego), to kolejną książkę, jaką przeczytałam był Czar wigilijnej nocy Sabriny Jeffries. To pierwsze moje spotkanie z twórczością tej autorki i zapewniam, że nie ostatnie. Po pierwsze dlatego, że pomysł na powieść i jej konstrukcja mi się podobała, a po drugie dlatego, że Czar wigilijnej nocy to szósty tom cyklu Diablęta z Hallstead Hall. Jakby nie liczyć zostało mi pięć do przeczytania, a zaspokojenie ciekawości zobowiązuje.

Pierce Waverley, ośmioletniego dziedzica hrabiego Devonmonta, poznajemy w kwietniu 1803 roku podczas pobytu w szkole w Harrow. Akurat dzieci opuszczają szkolę na przerwę wakacyjną. Pierce również czeka na rodziców, ale zamiast nich pojawia się krewny Tytus Waverley, syn stryjecznego dziadka Isaaca. Chłopiec nie za bardzo rozumie, dlaczego nie może pojechać do rodzinnej posiadłości Montcliff. Tytus stara mu się wyjaśnić decyzję rodziców w sposób delikatny, ale nie na wiele się to zdaje. Przez kolejne lata Pierce będzie spędzał wszystkie święta i wakacje nie w domu z rodzicami, ale w Waverley Farm u swoich krewnych. Po śmierci Tytusa i jego żony, nad wychowaniem ich dzieci i w dalszym ciągu Pierce’a, będzie czuwał general Isaac. W ciągu kolejnych lat chłopiec nie widział żadnego z rodziców. O ile mógł zrozumieć zimnego i samolubnego ojca, to nie potrafił wybaczyć matce, która nawet nie odpisywała przez lata na jego listy, a w dodatku upokorzyła po raz kolejny, gdy ten pojawi się w rodzinnej posiadłości po uzyskaniu pełnoletności. Z rodzicielką zobaczy się dopiero na pogrzebie ojca, gdy już prawomocnie będzie hrabią Devonmontem. Przez kolejne dwa lata nie będzie jednak utrzymywał z matką żadnych kontaktów i nie otworzy żadnego od niej listu. Owszem, Pierce zadbał o potrzeby matki, zapewnił jej dostatnie życie w starym dworze Monticliff. Nie życzył sobie jednak widoku matki, gdy przebywał w nowym pałacu na terenie posiadłości. Nawet damę do towarzystwa zatrudnił dla niej jedynie listownie biorąc pod uwagę jej referencje.

Tak, Pierce wyrósł na zimnego, pozbawionego serca i niezdolnego do głębszych uczuć mężczyznę. Co więcej przez lata szargał reputację nazwiska, aby okryć wstydem rodzinę, która go porzuciła. Gdy jednak w grudniu 1826 roku dostaje od pani Camilli Stuart ekspress z Monticliff informujący go o chorobie matki, decyduje się wyjechać tamże natychmiast. Gdy na miejscu okazuje się, że to jedynie podstęp damy do towarzystwa matki, Pierce planuje wyjechać do Londynu następnego ranka. Camilla postanawia jednak zrobić wszystko, aby wykorzystać, choć jeden dzień na to, by zbliżyć do siebie zatroskaną matkę i niegodziwego jej zdaniem syna. Zawiera, więc z hrabią szczególny układ, który wpłynie nie tylko na niego, ale również na nią i przyniesie za sobą reperkusje o różnych odcieniach emocji.

Czar wigilijnej nocy to powieść, której akcja właściwie zamknięta jest w obrębię posiadłości Monticliff. Liczba postaci również została ograniczona jedynie do kilku osób. Czytelnik skupia się więc jedynie na głównych bohaterkach, ich rozterkach i skrywanych tajemnicach. Sabrina Jefferies sprawnie wykorzystuje swoje pisarskie atuty. Camilla nie jest może najpiękniejsza, ale to kobieta dowcipna, inteligentna, zuchwała, bezczelna i bezpośrednia. Pierce, który w dzieciństwie został pozbawiony miłości rodzicielskiej, to tylko z pozoru zimny drań. Przede wszystkim w rzeczywistości pragnie poznać prawdziwy powód odrzucenia go przez rodziców.
W książce jest nawiązanie do poprzednich części cyklu Diabląt z Hallstead Hall, ale nie odnoszę się do nich, z prostej przyczyny nieznajomości tychże książek. Nie wiem więc na ile Czar wigilijnej nocy ma coś wspólnego z rodziną Sharp’ów oprócz tego, co zostało wspomniane w tej książce.

Moim zdaniem jest to dobra lektura akurat na okres zimowych świat, bowiem autorka w subtelny sposób włata w fabułę początki bożonarodzeniowych tradycji: ubierania choinki, wieszania skarpet, przynoszenia przez Mikołaja prezentów czy też organizowania świątecznych jarmarków. To opowieść o rodzinnych poplątanych więzach. Oczywiście jak na romans historyczny przystało Sabrina Jeffries nie stroni tu od namiętnych scenek, aczkolwiek nie jest to rażąca jakaś przypadłość. Nie wiem również jednak, na ile jej zamiłowanie w opisywaniu hot scenes uwidocznione jest w innych powieściach. Przeczytam parę, to zapewne wyrobię sobie odpowiednie zdanie w tej kwestii. Niemniej Czar wigilijnej nocy uważam za lekturę godną uwagi w obrębie romansów historycznych.


Sabrina Jeffries, Czar wigilijnej nocy, wydawnictwo BIS, wydanie 2015, tytuł oryginalny: It's Was a Night After Christams, tłumaczenie Dorota Jankowska - Lamacha, cykl: Diablęta z Hallstead Hall (kontynuacja lub jak kto woli TOM 6), okładka miękka, stron 364.

* opinia ukazała się na blogu Słowem malowane w dniu 28 stycznia 2016 r. 
 

wtorek, 29 grudnia 2015

Święta w męskim wydaniu

- Życie jest krótkie. Czy naprawdę chcesz przeżyć je tak, aby tego później żałować? Wkrótce może być za późno na to, żeby coś zmienić”. [1]

Okres świąteczny to dla większości kobiet nieustający wyścig z upływającym w zastraszającym tempie czasem. Aby święta miały swój magiczny klimat do zrobienia jest cała masa czasochłonnych rzeczy - ozdobienie domu, ubranie choinki, wypisanie i wysłanie kartek, kupienie prezentów, przygotowanie ciast, ciasteczek, innych potraw i wiele, wiele innych rzeczy. Wszystko jest zazwyczaj na głowie kobiet i bagatelizowane przez mężczyzn... Więc może by tak ogłosić strajk?

Joy jest jedną z kobiet należących do Klubu Robótek Ręcznych, która w przeciwieństwie do swojego męża - Boba - uwielbia święta. Kiedy poraz kolejny marudzi i nie docenia wspólnie spędzonego czasu z rodziną żony ta postanawia zrobić strajk. W ten sposób chce mu udowodnić, że rodzinne świętowanie nie jest takie złe, a przygotowywanie to nie kwestia pięciu minut a wielu godzin ciężkiej pracy, którą trzeba pogodzić z pracą zawodową i domowymi obowiązkami. Kiedy dowiadują się o tym inne kobiety z klubu, dołączają do strajku i mówią swoim znajomym. Jaki obrót przyjmie strajk? Czy mężczyźni zrozumieją co chcą udowodnić im kobiety? A może i one same wyniosą z tego jakąś lekcje?

Z Sheilą Roberts spotkałam się już przy okazji czytania jej Uliczki aniołów i bardzo mi się ta książka podobała dlatego też bez wahania sięgnęłam po Strajk na Boże Narodzenie, tym bardziej, że idealnie pasuje do świątecznego okresu.

Co prawda nie jest to nic nowego czy wyróżniającego się czymś nadzwyczajnym, ale Sheila Roberts posiada talent do pisania takich ciepłych, wzruszających oraz zabawnych opowieści tak by ciekawić i nie nużyć. Fabuła wymyślona przez autorkę wciąga niemal od samego początku i zapowiada niezłą zabawę. Strajk na Boże Narodzenie, to nie tylko zabawna historia o tym jak mężczyźni wbrew sobie przejęli świąteczne obowiązki swoich żon (oj czasem można było się uśmiać z ich poczynań), ale również ukazanie tego co w tym czasie powinno liczyć się najbardziej czy też uważanie próba przekonania iż nie wszystko musi być perfekcyjnie, czasem warto włączyć innych do przygotowań nawet gdyby miało coś wyglądać inaczej niż w wyobraźni. Ważnym przesłaniem jest także fakt, że nie można na siłę zmieniać drugiego człowieka i że w związku ważna jest sztuka kompromisu. Akcja toczy się niespiesznie, ale na brak wrażeń narzekać nie można, bo dzieje się naprawdę dużo.

Pomimo dużej ilości bohaterów nie miałam żadnych problemów z przypisaniem imion do poszczególnych osób, nie tylko dzięki różnym historiom, ale również poprzez odmienne osobowości. Sheila Roberts stworzyła różnorodne postacie, które różniły się od siebie czym tylko można. Ponadto wszyscy wzbudzali sympatie oraz chęć obcowania z nimi. Podobało mi się w nich, że nie byli oni idealni pod względem charakteru ani wyglądu, tylko zwyczajni, co sprawiało, że byli bardziej realni.

Nie wątpiłam w to, że czytając Strajk na Boże Narodzenie będę się dobrze bawić. Dzięki tej książce poczułam chociaż namiastkę prawdziwej magi świąt, pośmiałam się, powzruszałam i doszłam do pewnych wniosków. Podobał mi się klimat powieści, poruszone w niej tematy, bohaterowie oraz to, co Sheila Roberts próbuje przekazać. Bez wątpienia sięgnę po kolejne jej pozycje.

Oczywiście polecam, Sheila Roberts i Strajk na Boże Narodzenie jest idealnym pomysłem na spędzenie wolnego czasu w okresie świątecznym. Napisana lekko i zabawnie oraz z przesłaniem, ale bez moralizowania. Z pewnością się nie zawiedziecie.

[1]Sheila Roberts, Strajk na Boże Narodzenie, s. 250
Autor: Sheila Roberts
Tytuł: Strajk na Boże Narodzenie
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 2011-11-16
Kategoria: obyczajowa
ISBN: 978-83-7799-385-9
Liczba stron: 352
Ocena: 7/10

piątek, 25 grudnia 2015

7 Tajemnic Świętego Mikołaja

Święty Mikołaj - jedna z najbardziej tajemniczych postaci dzieciństwa. Któż z nas nie zastanawiał się jak to możliwe, że w jedną noc odwiedza dzieci w tylu krajach? Jak podrzuca prezenty? Jak wygląda jego codzienne życie?

Na te i inne pytania możemy szukać odpowiedzi w książce Adama Zabokrzyckiego. Nie oczekujcie jednak, że każda tajemnica zostanie wyjaśniona od A do Z.

Dowiecie się jaki jest stosunek Mikołaja do najnowszych zdobyczy techniki, co najchętniej je na śniadanie, że uwielbia spacery po lesie i grzybobranie.

Poznacie nieodłącznych współpracowników Świętego - krasnoludki, renifery, szefa Straży Leśnej Północ - kruka Artura, listonosza - niedźwiedzia Bruna oraz inne zwierzęta zamieszkujące Laponię.

Razem ze Świętym Mikołajem weźmiecie udział w akcji ratowania małego wielorybka, który z powodu odpływu utknął w ujściu rzeki Kemi oraz wyruszycie na niebezpieczną wyprawę mającą na celu uniemożliwienie przestępcom wyrzucenia do morza u wybrzeży Grenlandii toksycznych odpadów.

[1]
Nie może również zabraknąć wizyty w fabryce, gdzie trwa wytężona praca przy produkcji zabawek dla dzieci z całego świata. Pewne sprawy pozostaną jednak zagadką i nawet namowy Wielkiego Bruna nie pomogą, by Święty Mikołaj uchylił ciut więcej niż rąbek tajemnicy.

Mniej więcej w połowie książki poznajemy też dzieci z Polski. Sympatyczne przedszkolaki toczą zażarte dyskusje na temat Świętego Mikołaja, zaś rodzeństwo z Nowego Sącza, Adaś i Marta odwiedzają na Mazurach kuzynów Dominika i Zosię. Tam, w nocy z 5 na 6 grudnia, postanawiają (wzorem Kudłatego i Scoobie-Doo) zastawić na białobrodego pułapkę. Czy to jednak dobry pomysł podglądać Mikołaja?

Dopóki jest tajemnica, jest radość. Jak tajemnica zostanie odkryta, radość może zniknąć... [2]

Po pełnym wrażeń weekendzie w Olecku, Adaś i Marta wracają z rodzicami do Nowego Sącza i rozpoczynają przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia. Przy pomocy starszej siostry Adaś pisze list do Świętego Mikołaja z bardzo nietypową prośbą. Czy spełnienie marzenia chłopca będzie możliwe? Decyzję o tym musi podjąć Rada Starszych - przedstawiciele wszystkich mieszkańców Laponii...


[3]
Ogromną zaletą 7 Tajemnic Świętego Mikołaja jest umieszczenie w niej typowo polskich tradycji i zwyczajów, co pozwala dziecku odnaleźć w książce znane mu sytuacje. Są Mikołajki 6 grudnia, uroczysta wieczerza wigilijna z tradycyjnymi potrawami, prezenty pod choinką, kolędy, pasterka. Wzajemne odwiedziny rodzin na Mazurach na początku grudnia i w Nowym Sączu na Święta, są okazją do zaprezentowania podobnych, a jednak odmiennych tradycji. Na przykład czy wiecie jaka jest różnica miedzy gwiazduchami a herodami?

Drugą cechą książki Adama Zabokrzyckiego, która na plus wyróżnia ją spośród podobnych pozycji o Świętym Mikołaju, jest przybliżenie małemu czytelnikowi Laponii nie tylko jako zimowego królestwa latających reniferów i krasnoludków, ale ukazanie rzeczywistego piękna jej przyrody oraz umieszczenie akcji w konkretnych miejscach. Autor kładzie też duży nacisk na konieczność ochrony natury i nienachalnie, choć przekonująco, edukuje dzieci.

Książka jest ślicznie wydana, na kredowym papierze z uroczymi ilustracjami Marty Długołęckiej. Na Święta idealna!


[1] Adam Zabokrzycki, il. Marta Długołęcka 7 Tajemnic Świętego Mikołaja, Siedmioróg, Wrocław 2013, str. 8-9
[2] jw. str. 76
[3] jw. str.70-71

czwartek, 24 grudnia 2015

Święta już tuż, tuż!

Pięknych, cudownych, rodzinnych, pachnących, kolorowych świąt Bożego Narodzenia dla wszystkich uczestników i sympatyków naszego wyzwania!

Wesołych Świąt :)

W świecie bombek

 

Na początku Adwentu miałam możliwość towarzyszyć klasie Najmłodszego w wycieczce do Fabryki Bombek w Nowej Dębie.

Przekraczając drzwi, dzieci spontanicznie wydały z siebie głośne westchnienie zachwytu. W ich oczach było to wyjątkowe miejsce, gdzie Święta trwają cały rok. Światełka odbijające się w setkach, ba tysiącach! bajecznie kolorowych, ręcznie malowanych ozdób choinkowych sprawiały naprawdę magiczne wrażenie.


Jako pierwsze mogliśmy podziwiać choinki udekorowane w różnych stylach.

Choinka w stylu skandynawskim

Choinka w stylu staropolskim

Po amerykańsku

Francuskie wyrafinowanie i elegancja

I ciekawostka:


choinka halloweenowa :)

Szklana ogromna ważka robi wrażenie!


W gablotach prezentowały się prawdziwe cudeńka.










Pokaz dmuchania bombek wzbudził ogromne zainteresowanie dzieci...



... ale najwięcej radości i emocji było przy własnoręcznym dekorowaniu bombek!



Wykonane przez nas bombki nie są może tak piękne i staranne jak te małe dzieła sztuki,


ale dla małych rączek, które wieszały je później na choince w domu - dużo cenniejsze. :)


Nie obeszło się też bez zakupów i dlatego na naszej choince kryje się w tym roku Szeregowy ;-)



Radosnych Świąt !



niedziela, 6 grudnia 2015

Glenn Beck "Swiateczny sweter"

O jak sie wzruszylam czytajac te ksiazke!!!



Taka naprawde swiateczna pozycja, choc opisuje nielatwe doswiadczenia. Bo i ktoz jest w stanie przejsc obojetnie obok smutku i cierpienia dziecka? Nawet Bog daje mu druga szanse...

Ameryka, jakos w latach 70 tych? Eddie kilka lat temu stracil ojca, ktory umarl na raka. Matka musiala sprzedac rodzinna piekarnie i z trudem "walczy" o utrzymanie. Eddie, chcialby byc taki, jak inne dzieci miec pelna rodzine, a chociazby dostac pod choinke wymarzony rower... Edie jest u progu dorastania, ma 12 lat i czesto nie potrafii sobie poradzic z wlasnymi uczuciami. Jego jedynym przyjacielem jest dziadek, ktory, jak nikt inny potrafii go zrozumiec. Nadchodza Swieta Bozego Narodzenia, a Eddie zamiast wymarzonego roweru dostaje tylko zwykly wydziergany przez mame sweter... Rozczarowanie i niezadowolenie Ediego powoduja serie nieszesliwych wypadkow. Czy istnieje dla niego kolejna szansa?

Ksiazka jak dla mnie bardzo autentyczna, wiem, ze pisal ja ktos, kto przezyl to naprawde (Autor sam utracil matke w wieku 12 lat). Zawiera niesamowity ladunek emocjonalny. Ksiazka o wartosciach i o tym co wazne. Moze warto sie w tym swiatecznym czasie wlasnie nad tym zastanowic, choc przez chwile? I dac czasem i sobie samemu druga szanse?

czwartek, 3 grudnia 2015

Bożonarodzeniowe słoiki


Możemy przypomnieć ludziom, że w świecie (…) jest wiele dobrych uczynków”. [1]

W okresie świątecznym częściej jesteśmy świadomi tego jak okrutny może być los dotykając ludzi biedą, chorobą, utratą dachu nad głową. Pomimo wydatków chętniej niż w ciągu roku sięgamy do portfela i wspomagamy tych potrzebujących. Chyba każdy słyszał o Szlachetnej Paczce, świątecznych zbiórkach żywności i podobnych akcjach. A czy wiecie coś może o tradycji Christmas Jars zapoczątkowanej przez Amerykanów? Nie? Polega on na stworzeniu bożonarodzeniowego słoika, bierze się obojętnie jaki, pisze na nim BS i na jakiś czas przed świętami lub przez cały rok wrzuca do niego drobne pieniądze. Następnie w Boże Narodzenie takim słoikiem obdarowuje się kogoś według nas potrzebującego.

Wydawnictwo WAM postanowiło spróbować zorganizować taką akcję i u nas, połączyło ją z promocją książki Jasona F. Wrighta - Szczęście do wzięcia. Na czym polega nasza wersja? „Aż do Świąt Bożego Narodzenia odkładaj np. do słoika drobne kwoty, które zostaną Ci np. z zakupów, a następnie wpłać je na konto Stowarzyszenia Nadzieja (nr konta: 15 1240 4461 1111 0000 4661 0607). Oprócz środków zebranych przez Was Wydawnictwo WAM dodatkowo przekaże Ośrodkowi równowartość tej kwoty (nie mniej niż 1000 zł i nie więcej niż 5000 zł). Całość zgromadzonych w ten sposób środków zostanie wykorzystana na zakup książek brajlowskich do biblioteki Ośrodka. Szczegóły i regulamin akcji.”*

Wracając jednak do książki...

Hope miała dość niepewny start w życiu, chociaż była kochana przez matkę, a może właśnie dlatego, że była kochana, zaraz po narodzinach zostaje pozostawiona w jednym barze z kartką, na której jest prośba by się nią zająć. Na szczęście ktoś ją znajduje i otacza troską od pierwszych chwil. Teraz jest już młodą, ambitną dziennikarką, która marzy o artykule życia - ma on pozwolić jej się wybić na szczyt kariery. Cały czas szuka tego jednego, jedynego tematu, ale nic nie jest na tyle odpowiednie. Do czasu... W pewnym momencie Hope przechodzi bardzo ciężki okres w życiu i gdyby nie niespodziewane znalezisko w domu nie wiedziałaby co ma zrobić. Zainteresowana bożonarodzeniowym słoikiem, który do niej trafił postanawia dowiedzieć się komu zawdzięcza ten dobry gest, podziękować i... być może nareszcie napisać swój upragniony artykuł.Jaki okaże się finał jej poszukiwań?

Szczęście do wzięcia zaciekawiło mnie poruszanym tematem w książce, jest okres świąteczny i mój radar automatycznie wyszukuje publikacji, w którym o nich mowa. Lubię w tym czasie zagłębiać się w ciepłe, pachnące świętami historie. Czy Jason F. Wright przekonał mnie do siebie?

Historia sama w sobie jest rewelacyjna. Ciepła wzruszająca, czasami zabawna, trafia do serca i tam zostaje. Autor poprzez nią pokazuje, że dobro do nas wraca, że wstarczy nawet najdrobniejszy gest, by kogoś wspomóc, uszczęśliwić a nawet dać nadzieje. Stara się ukazać, że chociaż czasem taka pomoc pod względem finansowym to za mało na rozwiązanie wszystkich problemów, ale pozwala zacząć od nowa, z pozytywnym spojrzeniem na przyszłość. I to jest w niej piękne, to warto zapamiętać i sobie przypominać co jakiś czas.

Jeśli chodzi o formę przekazu Szczęście do wzięcia zostało napisane lekko, językiem bardzo prostym w odbiorze, gdzie co jakiś czas zostały wplecione mądrości godne zapamiętania. Ta powieść ma niecałe 170 stron więc nie znajdzie się w niej nazbyt szczegółowych opisów czy też głębszego wejrzenia w psychikę bohaterów niemniej jestem pod wrażeniem tego jak autorowi udało się opisać emocje, więzi między bohaterami i stworzyć realne oraz różne, barwne postacie.

Mnie ta książka oczarowała, sprawiła, że powoli, chociaż troszkę poczułam magię świąt. Kto wie? Może i ja będę miała od teraz taki bożonarodzeniowy słoik? Serdecznie polecam, zarówno Szczęście do wzięcia, jaki dołączenie do akcji.

[1]Jason F. Wright, Szczęście do wzięcia, s. 52
Autor: Jason F. Wright
Tytuł: Szczęście do wzięcia
Wydawnictwo: WAM
Data wydania: 2015-10-21
Kategoria: obyczajowa
ISBN: 9788327701558
Liczba stron: 168
Ocena: 7/10