poniedziałek, 14 grudnia 2020

"Fantastyczne opowieśći wigilijne" wybór Piotr Gociek



Jak co roku w świątecznym okresie staram się sięgnąć po ksiązke o tej tematyce. Tym razem wpadła mi w ręce świetna antologia opowiadań fantastycznych. Mamy tu zagranicznych autorów takich jak Orson Scott Card, Joe Haldemann, Connie Willis a także polskich: Mirosława Sędzikowska, Marek Oramus, Krzysztof Kochański. Opowiadania są naprawdę dobre, choć lekturę dozowałam sobie, bo każde opowiadanie jest inne, utrzymane w innym klimacie. Mozemy znaleźć się w Warszawie, Ameryce, Palestynie z czasów narodzin Jezusa, czy też na zupełnie innej planecie. I wszędzie jest ciekawie i zajmująco.

Najbardziej przypadło mi do gustu pierwsze opowiadanie i ostatnie, a takę opowiadanie „Dziecko z Marsa”. W pierwszym opowiadaniu jesteśmy świadkami nagłej inwazji obcych w świątecznym czasie. Wszyscy nagle stają się dla siebie uprzejmi i mili, czy rzeczywiście jest to wpływ świąt, a może zostali zaatakowani przez jakieś pozaziemskie pasożyty? „Dziecko z Marsa” to historia samotnego mężczyzny, który postanawia adoptować chłopca. Co zrobić jednak z faktem, że chłopiec twierdzi, iż jest marsjaninem? Ostatnie opowiadanie dzieje się na obcej planecie rządząnej przez apodyktycznego cesarza. Marianna, ziemianka przypadkowo opowiada jej mieszkańcom o Świetach i o prawach człowieka. Czy uda jej się zaszczepić w mieszkańcach tej planety ziarno buntu?

Pozostale opowiadania także zostają w pamięci. No i oczywiście jest w nich ta niesamowita atmosfera Świąt. Tak, że polecam Wam wszystkim ten zbiór opowiadań.

Ksiązkę otrzymałam od wydawnictwa Zysk i s-ka.

Anna Rybkowska. Uśmiech zimy.


Anna Rybkowska zaistniała w mojej świadomości wraz ze swoją debiutancką powieścią Nell w 2009 roku. Niestety - nie uznałam spotkania za udane i to na długo. Zwabiona informacją, że powieść autorki dotyka tematyki zimy i Bożego Narodzenia zdecydowałam się na powrót do twórczości Rybkowskiej. Czy jest lepiej niż było?

Berenika Popielawska, bohaterka powieści Uśmiech zimy, ma dorosłe dzieci, jest po rozwodzie i mieszka z rodzicami, którzy wymagają stałej opieki. Pracuje dorywczo, w najróżniejszych miejscach, bo z nieokreślonych przyczyn nie może znaleźć stałego zatrudnienia. Pewnego dnia dostaje list z kancelarii prawnej, gdzie dowiaduje się o odziedziczonym w spadku domu wraz z rozległym terenem na Podlasiu, Warunkiem przyjęcia spadku jest to, że Berenika przemieszka w podarowanym domu przez rok. Mogłaby zrezygnować, ale dzieci - już dorosłe - namawiają ją argumentując utratą taaakich pieniędzy jakie może otrzymać po sprzedaży domu i ziemi za rok. Kobieta jedzie wraz z parterem i prawnikiem na Podlasie, zostaje tam i tu zaczyna się kalejdoskop zdarzeń nieprawdopodobnych, czy wręcz przerysowanych z kompletnym pominięciem jakiejkolwiek logiki. Zaczyna się od tego, że każdy z mężczyzn spotkanych przez Berenikę zaczyna czynić starania, by spędzić z nią czas intymnie. Co więcej - udaje się to nie tylko jednemu. Kobieta, żyjąca w domu rodziców raczej w cieniu, po zamieszkaniu na "swoim" czuje się swobodnie, a owa swoboda przejawia się głównie z litrach alkoholu towarzyszącego jej bardzo często. To, że autorka postanowiła w otoczeniu bohaterki osadzić ludzi mówiących łamaną polszczyzną, z wtrętami białoruskimi, że Berenikę odwiedza bardzo ją lubiący nastoletni syn jej partnera, a robi to najczęściej w ramach wagarowania i to, że mieszka i uczy się w Poznaniu zdaje się nie mieć znaczenia), że po kilku miesiącach mieszkania w nowym domu nadal nie odwiedziła strychu i tak naprawdę nie wie, co odziedziczyła, to zaledwie drobiazgi.

Uczciwie przeczytałam powieść Anny Rybkowskiej do końca. Przeczytałam mimo, że autorka nie dostarczała mi argumentów do tego, by to zrobić. 

piątek, 11 grudnia 2020

Moc truchleje. Opowieści wigilijne 1939-1945

 Kolejna ciekawa recenzja Ani - Polecanki. Zapraszam do lektury :)



Moc truchleje. Opowieści wigilijne 1939-1945 autorstwa Sylwia Winnik, wydana nakładem Wydawnictwo Znak to tegoroczna niecodzienna pozycja książkowa,, która dla mnie była niezwykłym zaskoczeniem. O czym jest ta książka? Otóż, w niniejszej książce autorka przedstawia kilka wspomnień i to nie byle jakich, ale tyczących się Świat Bożego Narodzenia. I tak mamy szanse poznać wspomnienie babci Autorki, przepiękną wigilijną historię dziejącą się w kamienicy na ulicy Kaliskiej 19 oraz wspomnienia świąteczne z Auschwitz, Pawiaka, dalekiej i zimnej Syberii. Oczywiście to nie wszystko co można znaleźć w tej książce. Oprócz historii możemy poznać przepisy, które przechodzą z pokolenia na pokolenie w domach bohaterów.

Moc truchleje. Opowieści wigilijne 1939-1945 to krótka książka, ale bogata w treść. I to jaką treść ! Każda z przedstawionych historii nie tylko wzrusza, czasami szokuje, ale sprawia, że mamy szansę zastanowić się nad swoją postawą i priorytetami. Może dzięki niej zmienimy coś w swoim życiu? Naprawdę ta książka wyzwala z nas wiele emocji. Osobiście płakałam co kilka linijek. I nie ma się czemu dziwić. Często narzekamy na to, że dostaliśmy za mało prezentów, było za mało dań na stole, ktoś nie mógł jechać w góry czy w inne miejsce… Tak. Powodów do narzekania mamy wiele, ale naprawdę są one ważne? Historie przedstawione w książce pokazują, że absolutnie nie. Żyjemy w wolnym kraju, mamy co włożyć do przysłowiowego garnka, mamy tak wiele wygód a przede wszystkim możemy te wyjątkowe dni spędzić z bliskimi i często, co smutne tego nie potrafimy tego docenić. Oczywiście ten rok jest wyjątkiem, mamy czas pandemii i z pewnością nie będzie dane nam zebrać się w takim gronie rodzinnym jak co roku, ale to kiedyś minie i ponownie będziemy mogli cieszyć się bliskością... Tymczasem nasi bohaterowie nie byli pewnie kolejnego dnia… a jednak starali się zachować tradycję, starali się doceniać każdy gest, celebrować każdą chwilę. Co więcej, ta książka stała się dla mnie powodem do wspomnień. A jakich? Przypomniało mi się jak kiedyś, kilka lat temu o świętach z 1941 roku wspominała moja babcia Helena. To były ostatnie Święta spędzone z rodzicami. Jej ojciec niecały miesiąc później został zabity przez Niemców a matka zmarła na tyfus. Niestety nie będę mogła już dopytać jej o szczegóły tych szczególnych dni, ale wniosek z tego co już usłyszałam był jeden. Było biednie, ale starano się cieszyć sobą nawzajem i tym co posiadali. Moc truchleje. Opowieści wigilijne 1939-1945 stała się również powodem do rozmów o tradycjach naszych dziadków i daniach jakie serwowano na stoły. Tu szczególnie mam na myśli pewną rozmowę z moją sąsiadką. Obie kilka dni temu wspominałyśmy co stawia się na naszych stołach i ze zdumieniem odkryłam, że niektóre dania nie były zbieżne.

W sumie zachowanie tradycji bożonarodzeniowych przez naszych przodków można by uznać na walkę z okupantem. Ostatecznie okupantowi zależało by nas zniszczyć. Historie przedstawione w książce pokazały, że nasza tradycja i chęć ich kultywowania była silna. Boże Narodzenie było ( i mam nadzieje nadal tak jest) wyjątkowym, rodzinnym czasem. Mogło być biednie, zimno, ale ludzie starali się o tych dniach pamiętać. One dawały nadzieję na lepsze jutro. Dawały siłę by się nie poddawać.
Koło tej książki nie powinno się przejść obojętnie. To książka pełna wspomnień, wzruszeń i refleksji. To książka świąteczna, która wymaga skupienia. Nie. To nie jest kolejna lekka historia z happy endem. Jednak jedno jest pewne. To książka w sam raz na okres przedświąteczny. Może dzięki niej docenimy dobre chwile spędzone z rodziną w spokoju i zdrowiu? Kto wie? Ja chcę w to wierzyć.

piątek, 4 grudnia 2020

Otwórz się na miłość - Natasza Sońska

Dziś zapraszam na kolejną recenzję Ani - chyba już wiem, kto będzie liderką w tym sezonie :)



Otwórz się na miłość to piąta część serii zakopiańskiej autorstwa Natalia Sońska Profil Autorski

 wydana nakładem Czwarta Strona.

Trzydziestoletnia Anna niby dobrze radzi sobie w życiu- ma ciekawa pracę, która ją zadowala i własne mieszkanie. Pozory jednak mylą. Kobieta izoluje się od świata zewnętrznego i unika innych ludzi. Prawie, bo są dwa wyjątki. Pierwszym jest nadopiekuńcza matka, która nie widzi nic dziwnego w tym, że stara się kontrolować dorosłą córkę. Drugim wyjątkiem jest przyjaciółka Anny- Ula, która stara się wyciągnąć dziewczynę z jej skorupy. Nie jest to proste. Dziewczyna wychowana przez matkę pod kloszem nie jest szczególnie do tego chętna. Wszystko zaczyna się zmieniać kiedy pewnego razu poznaje Aleksandra. Dzięki mężczyźnie Anna zacznie wychodzić ze swojego kokonu i dostrzeże, że świat nie jest taki zły jakby się wydawał. Czy Ania wyjdzie ze swojego kokonu? Czy dziewczynę połączy coś więcej z Aleksem? Czy mama Ani zrozumie, że tak naprawdę robi córce krzywdę?
Nie jest to książka typowo świąteczna. Raczej bym ją nazwała zimowo-świąteczną, ale i tak nie mogłam się od niej oderwać. Dzięki niej mamy szansę nie tylko przechadzać się uliczkami Krakowa ( mam do niego ogromny sentyment), ale po raz kolejny raz przenieść się do zaśnieżonego Zakopanego by po raz kolejny zobaczyć się ze znanymi i lubianymi bohaterami, których spotkaliśmy w poprzednich częściach np. panią Anielę. Tak jak zwykle ma dla nas wiele cennych rad, które pozwolą nam na swoje życie spojrzeć z innej perspektywy. Oprócz tego jak zwykle możemy wybrać się z bohaterami na spacer po Zakopanem i pozachwycać się cudami przyrody. Zważywszy na sytuację jaką mamy na świecie to kolejny sposób by oderwać się od szarej rzeczywistości.

Niemal od razu polubiłam główną bohaterkę. Potrafiłam się z nią identyfikować i trzymałam za nią kciuki by wyszła ze swojego ,,więzienia’’ i w końcu była naprawdę szczęśliwa. Wiem dobrze, że dla osób wycofanych ,,wyjście’’ do ludzi jest ciężkie dlatego z zainteresowaniem obserwowałam zmagania Ani z samą sobą w sytuacjach, w których była do tego zmuszona. Czasami ( niestety) reagowałam podobnie.
Sama książka to nie tylko urocza okładka, ale ciekawe wnętrze. Ta historia wciągnęła mnie już od pierwszej strony. Chociaż Otwórz się na miłość jest napisana lekkim piórem zawiera w sobie wiele życiowej mądrości i rad jak zmienić swoje życie na lepsze. Książka uczy, że nie warto zamykać się w przysłowiowych czterech ścianach, bo czas pędzi nieubłaganie i być może kiedyś, w przyszłości będziemy żałowali zmarnowanych chwil, które moglibyśmy przeznaczyć na zbieranie dobrych wspomnień.
Jeszcze raz na koniec zaznaczę, że autorka zaskoczyła mnie po raz kolejny. Otwórz się na miłość okazała się lekką i przyjemną lekturą, która potrafi nastroić czytelnika w świąteczny nastrój. Pomimo tego zawiera wiele ważnych oraz aktualnych zagadnień i mimochodem odpowiada na pytania tyczące się życia. Oczywiście serdecznie polecam tę książkę wszystkim, nie tylko osobom podobnych z charakteru do głównej bohaterki.

wtorek, 24 listopada 2020

Nasze niebo - Sylwia Kubik

 Zapraszam do przeczytania kolejnej recenzji Ani- Polecanki. Muszę przyznać, że mnie bardzo zainteresowała tą książką!



Nasze niebo to trzecia cześć a zarazem ( niestety) ostatnia cyklu powiślańskiego autorstwa Sylwii Kubik.

Monika i Maciej coraz częściej zaczynają myśleć nad zalegalizowaniem swojego związku. Kibicuje im w tym syn Moniki, Kuba. Hania i Janek oraz ich dzieci z niecierpliwością wyglądają chwili, kiedy będą mogli przywitać na świecie nowego członka rodziny. Na życiowej drodze Małgosi niespodziewanie pojawi się szansa na miłość. Natomiast Krysia z Adamem zdecydują się na pewne zmiany w swoim życiu.

Czy Maciej i Monika zdecydują się na zrobienie kolejnego, poważnego kroku? Czy Małgosia da szansę miłości? Jak Krysia z Adamem poradzą sobie z biurokracją?
Oczywiście w książce dzieje się o wiele więcej i zapewniam, że przez to wielkie emocje są gwarantowane. Przynajmniej u mnie tak było. Czasami w tracie lektury śmiałam się jak głupi do sera a czasami z moich oczu płynęły łzy dlatego po lekturze tej książki przez dłuższy czas nie mogłam dojść do siebie. Naprawdę ta książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie i gdym mogła podsumować ją jednym słowem, powiedziałabym, że jest fenomenalna !
Akcja wcześniejszych tomów działa się w lecie. Tutaj mamy okres jesienno- zimowy. I to jest kolejny plus tej książki. Z początku towarzyszymy bohaterom w przygotowaniach do Wszystkich Świętych. W Naszym niebie pokazano czym właściwie jest ten dzień, mamy szansę poznać jego głębię. Następnie autorka lekko i płynnie przeprowadza czytelnika w czas adwentu i przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia. Nie mogłam wyjść z wrażenia jak w tej książce zostały przedstawione te najbardziej rodzinne Święta. Te magiczne dni stawały się magiczne nie dzięki prezentom, ale bliskimi sercu ludziom. W książce nawet osoby, które na co dzień wydawały się mało sympatyczne pokazały swoje inne oblicze. Reszta, cała otoczka też miała znaczenie, ale książka pokazała jak powinno obchodzić się Święta Bożego Narodzenia. Przez to z moim oczu co chwilę leciały łzy i zdarzało się, że musiałam książkę odłożyć by się uspokoić. Nie zdradzę co działo się u naszych bohaterów w tym czasie, ale naprawdę było wzruszająco, czasami wstrząsająco i nostalgicznie.

Szczerze powiedziawszy brakuje mi słów by opisać jak bardzo ta książka mnie poruszyła. Tyczyło się to nie tylko czasów nam współczesnych, ale także trudnej przeszłości mieszkańców. Dzięki niej lepiej uświadomiłam sobie wydarzenia, które już na zawsze zmieniły losy wielu ludzi i naprawdę do tej pory nie mogę przejść z tym do porządku dziennego. Tej książki nie można nazwać ,,wydumaną’’. Ludzie jacy zostali przedstawieni w książce mogliby mieszkać obok nas. Ich problemy i radości nie różnią się niczym od tych jakie my mamy. Przez to wydają się szalenie autentyczni. Myślę też, że ich rozterki dają do myślenia i mogą stać się dla nas drogowskazem jak postępować albo nie postępować.

Kiedy przeczytałam ostatnie zdanie Naszego nieba przyszły mi do głowy dwie myśli. Po pierwsze, że niektóre historie aż proszą się o kontynuacje. Druga… ta książka idealnie nadaje się na prezent, ale najlepiej przeczytać ją przed Bożym Narodzeniem. Dzięki niej możemy ustawić sobie priorytety, bo czasami sprawy naprawdę ważne, które należy uporządkować by lepiej przeżyć te dni zostawiamy na sam koniec a zajmujemy się czymś nieistotnym. Może dzięki lekturze dostrzeżemy błąd w naszym myśleniu?
Oczywiście serdecznie polecam niniejszą książkę. Nie da się przy miej nudzić. Wręcz przeciwnie, zapewnia wiele emocji i dzięki niej można zajrzeć w głąb siebie i dostrzec to co w życiu jest najważniejsze. 

sobota, 7 listopada 2020

Na tej samej ziemi - Katarzyna Kielecka

 Moi Drodzy - oto pierwsza w tym sezonie recenzja książki świątecznej :) Napisana przez naszego miłego gościa, którego dobrze znacie z ubiegłego sezonu - Anię, która prowadzi na Facebooku stronę - Polecanka.  Aniu - dziękuję bardzo i proszę, jak zwykle o więcej, a Was zapraszam do czytania!


Dobry wieczór. Serdecznie zapraszam do zapoznania się z pierwszą tegoroczną propozycją świąteczną. Nią właśnie rozpoczynam sezon na świąteczne książki 🙂

Na tej samej ziemi to druga cześć cyklu Lilka i Śliwa autorstwa 
Katarzyna Kielecka - profil autorski
, wydana nakładem 
Wydawnictwo Szara Godzina
.
Minął rok odkąd życie Lilki, Neli oraz Kingi wywróciło się do góry nogami. Teraz Lilka wraz z córką żyją spokojnie w Łodzi a na dokładkę mieszka z nimi Kinga, która usycha z tęsknoty z ukochanym, pracującym obecnie w Spitsbergen. Wydawałoby się, że nic nie może ich zaskoczyć. Nic bardzie mylnego. Kiedy Lilka dostaje w swe ręce szpargały swojego dziadka postanawia odnaleźć miejsce, o którym ten pisze w swoim liście. Czy miłość Kingi i Adama przetrwa ? Czy Lilka da szansę byłemu ukochanemu? Czy może w jej sercu zagości ktoś inny? Co znajduje się w miejscu, o którym wspomina dziadek? Czy Lilka odszuka ,,skarb’’?

Kiedy tylko dowiedziałam się, że niedługo na rynku wydawniczym ukaże się niniejsza książka bardzo się ucieszyłam. W zeszłym roku udało się mi przeczytać pierwszą cześć tej serii i ta bardzo przypadła mi do gusty. Wiedziałam, że jeśli Na tej samej ziemi będzie tak dobra jak poprzednia to chcę ją przeczytać. I udało się ! Jednakże nie mogę powiedzieć, że Na tej samej ziemi jest tak samo dobra jak Pod tym samym niebem. Ta jest jeszcze lepsza. Co prawda nie jest to stricte książka, której fabuła kręci się wokół przygotowań i celebrowania Bożego Narodzenia, ale owszem jak dla mnie jest to książka świąteczna. Same święta nie są przedstawione jako przesłodzone dni, w których dzieje się ,,magia’’. Nie. Książka pokazuje, że ten czas nie zawsze jest naznaczony uśmiechami i miłością.
Co do samej fabuły zaintrygowała mnie zagadka jaką po raz kolejny autorka zafundowała Lilce. Nie powiem o co chodzi, ale historia dziadka kobiety wbija w fotel i niejednokrotnie potrafi wycisnąć łzy.

Jednym w wielkich plusów książki są bohaterowie. Nie mam tu na myśli Konrada nazywanego przeze mnie Kondziem albo Kingę minionkiem. Ten człowiek mocno mnie wkurzał. Mam na myśli Nelę oraz Kingę vel Śliwę. Teksty Neli to istna kopalnia tekstów, przy których nie da się książki spokojnie czytać. Właściwie to trudno zachować powagę i co chwila wybucha się niepohamowanym śmiechem. Nie da się nie polubić Kingi. Również jej teksty powodowały radość na twarzy.
Sama książka jest warta by po nią sięgnąć. Czasami wraz z bohaterami zaśmiewamy się do łez, innym razem smucimy lub martwimy. Bohaterowie Na tej samej ziemi są takimi samymi ludźmi jak my. Mają podobne problemy i radości. Podobnie jak my walczą z problemami dnia codziennego. Oczywiście polecam ją nie dlatego, że dostałam ją do recenzji z wydawnictwa, ale dla mnie jest po prostu fantastyczna. Nawet na chwile nie da się przy niej nudzić.

środa, 4 listopada 2020

Uroczyste otwarcie nowego 11 sezonu :)

 Witajcie serdecznie w naszych progach :)


W tym roku, jedenasty już raz mam tę ogromną przyjemność zaprosić Was do wspólnego wprowadzania się w świąteczny nastrój :) i wspólnego przygotowywania się do tych najpiękniejszych świąt w roku - do Bożego Narodzenia! 

Rok ten jest rokiem szczególnym dla nas wszystkich. To wszystko, co nas otacza od mniej więcej lutego, ta niepewność, kiedy to się skończy, jakoś wyjątkowo powodują u mnie jeszcze większą niż zazwyczaj chęć szukania pocieszenia w tym, co znane, miłe i lubiane. A cóż jest przyjemniejszego niż oczekiwanie na ten magiczny czas? Już od jakiegoś czasu oglądam sobie w tym roku świąteczne filmy, zaczęłam już czytać świąteczną książkę i szukam inspiracji w internecie i czasopismach.

Mam nadzieję, że jak co roku, nie będę tu sama, ale będziemy wspólnie kreować świąteczne, ciepłe miejsce, do którego miło będzie zajrzeć, gdy życie nas przytłoczy.




Sezon 2020/2021 - uważa się więc za otwarty!

Zapraszam do dzielenia się swoimi wrażeniami ze wszystkiego, co świąteczne :)

przypomnienie zasad - oczywiście nie stosujemy ich rygorystycznie
;)

** zachęcam do zaglądania na nasz facebookowy profil :)