wtorek, 11 stycznia 2011

"Czekając na cud" reż.Chazz Palminteri


Rose Collins jest samotną kobietą, rozwódką, opiekującą się matką, ma siostrę, która w wigilię woli zostać z buddystami, a jej były mąż ma dwójkę pięknych dzieci z piękną żoną. To wszystko uderza z podwójną mocą w święta. Nina Vasquez pracuje w kancelarii adwokackiej, jest piękną, kochająca tańczyć kobietą, pewnego dnia podrywa ją policjant i chyba się zakochują. Niestety potem pojawia się problem. Rose i Nina to tylko dwoje bohaterów, a w tym filmie jest ich bardzo dużo i są sobie równorzędni. Bo... w sumie komu oceniać, czyje święta są gorsze, czy lepsze, lub czyj problem jest ważniejszy.

Wierzycie w cuda? W zdarzenia irracjonalne, które są małe, jak pył, ale zmieniają postać rzeczy? Takie właściwie pyłki są najważniejsze w tym filmie. Może, jest to rozprawa o szczęściu? Do którego, drogę sami sobie mur tworzymy. Mijamy je celowo, czy tylko podświadomie? Obsada filmu jest zachwycająca, muzyka mogłaby być lepsza, jest taka bez wyrazu, co jest dość sporym minusem. Dobry film. Wzruszający. Dla kogoś kto chce dobrego zakończenia. Bo w końcu, czy nie o takie chodzi?

8/10

2 komentarze:

  1. Oooo, Penelope, to muszę obejrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam go obejrzeć, a teraz jeszcze bardziej mam ochotę ;)

    OdpowiedzUsuń