Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uczestnik - Meme. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uczestnik - Meme. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 grudnia 2011

William Wharton „Wieści”

Muszę przyznać, że głupio mi się zrobiło, kiedy zorientowałam się, że wyzwania jest bliżej koniec niż początek, a ja nie opublikowałam jeszcze żadnej recenzji. Dlatego dziś będziecie mogli przeczytać recenzję książki, którą przeczytałam w zeszłym roku, a która na zawsze pozostanie w mojej pamięci. To dzięki niej zaczęłam chwytać za pozycje Pana Whartona.  

Wyd. Zysk- S-ka,
Poznań 1995, 251 stron
Ocena: 9/10 Niecodzienna


Na mojej drodze , wyłącznie dzięki wyzwaniu Znalezione pod choinką stanął William Wharton, kolejny wspaniały twórca literatury współczesnej. Autor nie tworzył pod swoim nazwiskiem, lecz pod pseudonimem. Książki tegoż pisarza – powieści obyczajowo- psychologiczne - różnią się od wielu innych, gdyż ich bohaterem jest alter ego pisarza, czyli druga tożsamością, druga osobowość wewnątrz tej samej osoby. W swoich powieściach Wharton przekazywał filozofię życiową – według niego powinniśmy wykorzystać każdą chwilę do ostatniej kropli. Co do dorobku literackiego autora, to jedna z jego najsłynniejszych powieści – „Ptasiek” została zekranizowana i równie entuzjastycznie przyjęta przez odbiorców jak sama książka. Pisarza należy także kojarzyć z książką „Tato” czy „W księżycową jasną noc” . Mimo nieprzychylności krytyków autor jest bardzo lubiany w Polsce a jego powieści zawsze były na listach bestsellerów.

Popularna powieść Whartona, jaką są „Wieśći” opowiada o kilku dniach w czasie Świąt Bożego Narodzenia, które Will i Loretta z synem Benem spędzają, jak co roku, w starym młynie pięknie położonym w dolinie Morvandeon we Francji.  Na święta przyjeżdża również dawno nie widziana trójka najstarszych dzieci. Za pomocą gałązek ostrokrzewu, choinki i bożonarodzeniowych pierników Will próbuje wyczarować magiczną atmosferę Świąt, jednak w sercu wciąż czuje niepokój. Nie jest pewien czy znów odnajdzie przy stole tą samą, co rokrocznie radość mimo, że jego małżeństwo przechodzi kryzys. Whorton ukazuje w książce problemy rodzinne, które mogłyby dotyczyć każdego z nas.           

Po przeczytaniu pozycji nie mogłam ochłonąć, gdyż autor naprawdę postarał się, Ukazał nam rodzinę, która utożsamiała każdego z nas i pokazał, że nawet w najpiękniejszy dzień roku, jakim są Święta Bożego Narodzenia, mogą trapić nas zmartwienia dnia codziennego. Właśnie to najbardziej mnie poruszyło. Wharton nie ukazuje nam nierzeczywistych stworzeń, czy tworów ludzkiej wyobraźni. Czarno na białym „tacy jak my” pozwalają nam z chęcią chwycić za książkę. Rzeczywiści bohaterowie, tworzący świat przedstawiony pomagają nam z prędkością światła przejść przez lekturę.

Kolejną rzeczą, jaką ujął mnie autor jest motyw zdrady, który pojawia się w powieści. Will i Loretta mogliby wydawać się idealnym małżeństwem – są ze sobą od 30 lat. Dla mnie niemożliwością wydawała się zdrada po tak długim czasie bycia razem. Jednak w każdym związku następuje kryzys, co nie oznacza, że to koniec wielkiej miłości i trzeba od siebie odejść. Zdrada to próba. Tak jak możemy przeczytać w wypowiedzi internautki : „ Czasem zdrada coś kończy…rozpada się jedność jak opuszczone szkło. Nie da się poskładać do kupy zdradzonego szczęścia. Nigdy już nie będzie tak samo, żal pozostanie na zawsze, jak wbity w serce nóż a wspomnienia powrócą przy każdej sprzeczce. Dlatego trzeba wybaczyć (…) ” zawsze jednak musimy pamiętać o tym, że wystarczy wybaczyć i dać szansę drugiej osobie. Wiem, że jestem jeszcze młoda, nie doświadczyłam nigdy zdrady i niektórzy mogą się nie zgadzać z moimi powyższymi rozważaniami.  Mimo to myślę, że jeśli się kogoś naprawdę kocha, jeśli się mu przyrzeka słowami przysięgi małżeńskiej : „ ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to że Cię nie opuszczę aż do śmierci.”  Powinno się też umieć komuś wybaczyć. Z pewnością nie jest to łatwe, gdyż osoba ta, zdradzając nas ogromnie rani. Wspomnienie to pozostaje na wiele lat. Jednak myślę, że nie równa się ono z w tymi wszystkim dobrymi chwilami, które przeżyło się razem. Choć jestem za wybaczaniem niewierności ( oczywiście jeśli to nie powtarza się notorycznie) muszę przyznać, że nie wiem jak postąpiłabym w takowej sytuacji. Ale miejmy nadzieję, że nie będę musiała się borykać z takimi problemami ;)   

Powieść, która przekazuje nam wiele wartościowych rzeczy, pisana jest prostym i lekkim językiem, dlatego książkę czyta się szybko i z uśmiechem na ustach. Wharton szczególnie ujął mnie podział rozdziałów ( z pewnością nie zdradzę wam co i jak – musicie zobaczyć to sami ;D ). Oczywistością jest to, że mam również swój ulubiony rozdział. Jest nim część powieści, w której nie mówi tylko narrator, ale wszyscy bohaterowie opisują swoje przeżycia związane z wydarzeniami mającymi miejsce w ich życiu.  Myślę, że autor chciałam nam pokazać w ten sposób, że każdy odbiera inaczej sytuacje, które mają miejsce w naszym żywocie. Myślę, że tym samym uświadomił nas, że częste nieporozumienia zawdzięczamy różnemu rozumieniu prawdy przez każdego człowieka. Pisarz ukazuje nam przez swoje dzieło jedną wielu filozofii życiowych.

Wiele miejsca w mojej recenzji poświęciłam moim odczucia ogólnym na temat owej pozycji, jednak należy jeszcze wspomnieć o fenomenalnych bohaterach, którzy wzajemnie się dopełniają.  Najbardziej moją uwagę skupiła Loretta i Will, którzy mimo iż byli małżeństwem, diametralnie się różnili. Loretta- pozornie spokojna nauczycielka, a zarazem wesoła i pełna życiowego spokoju kobieta. Will – niepoprawny filozof, myśliciel, z którym niewiele osób wytrzymałoby. Szczególnie podziwiam Lorettę, która, mimo specyficznego zachowania swojego męża, wytrzymuje z nich już od 30 lat. Will zdobył zaś moje uznanie swoją zimną krwią w podbramkowych sytuacjach. Bardzo polubiłam też Bena, choć początkowo wydawał mi się nadętym, zadumanym w swoich sprawach nastolatkiem. 

Podsumowując stwierdzam, że William Wharton wykonał kawał dobrej roboty pisząc ową książkę.  Powieść mogę polecić każdemu, kto chce uciec od własnych problemów, odpocząć. Będzie idealna, aby rozważyć to i owo, jak również zrelaksować się po ciężkich dniach minionego tygodnia. Więc tak jak mówił Zafon : „Istniejemy, póki ktoś o nas pamięta.”  tak długo również będzie istnieć pamięć o danym autorze i jego dziele, dopóki my będziemy o nim pamiętać. Dlatego nie zapomnijmy o Whartonie i jego niezwykłych powieściach….

RECENZJĘ znajdziecie również TU ;)

czwartek, 13 stycznia 2011

Święta Last Minute


Podczas świąt obejrzałam wiele ciekawych filmów- zwłaszcza tych o tematyce noworoczno- bożonarodzeniowej. Niektóre z nich mnie zachwyciły, inne zanudziły na śmierć. Postanowiłam wię, że zrecenzuję jeden z filmów, który przypadł mi do gudtu- Święta Last Minute. Do recenzji wybrałam akurat tą pozycję, dlatego, że oglądałam ją po raz pierwszy i strasznie mi się spodobała. 

Święta Last Minute to pozycja wyreżyserowana przez Joea Rotha a to 98 minut przezabawnej sytuacji z życia pewnego małżeństwa. Wszystko dzieje się wciągu tygodnia przed Bożym Narodzeniem. Główni bohaterowie - Luther i Nora Krank, gdy ich córka Blair opuściła rodzinne gniazdo, decydują się wykupić wycieczkę na Karaiby i spędzić słoneczny urlop, zamiast obchodzić święta Bożego Narodzenia w domu. Ich decyzja o "bojkocie tradycji" wprawia w stan wrzenia całe sąsiedztwo. Gdy jednak w Wigilię, Blair niespodziewanie dzwoni do rodziców, by zapowiedzieć się z wizytą ze swoim nowym narzeczonym, państwo Krank mają 12 godzin na dokonanie cudu i pogodzenie się z sąsiadami, tak by były to najwspanialsze święta, niezapomniane dla wszystkich. Należy również wspomnieć, że film jest adaptacją bestsellerowej powieści Johna Grishama "Ominąć święta".

Produkcja ta zachwyca nie tylko swą zabawnością i przewrotnością sytuacji, ale również doborową obsadą. W Luthera wcielił się Tim Allen, zaś odtwórcą roli Nory była Jamie Lee Curtis. W adaptacji wystąpił również Dan Aykroyd, Elizabeth Franz, Tom Poston i wiele innych osobistości. Aktorzy świetnie wcielali się w swoje role i z wielką ekspresją i komizmem odtwarzali swoje postaci. Najbardziej polubiłam Norę, gdyż Luter wydawał mi się człowiekiem, który nigdy nie odchodzi od swojego zdania. Mimo to, jego postać również mnie ujęła swoją rehabilitacją w końcowych scenach filmu.

Myślę, że pozycja należy do jednych z ciekawszych, pomimo to nie jest tak dobra jak którakolwiek z części Kevina . Stwierdzam jednak, że zasługuje ona na chwilę każdego z nas. Z pewnością nie jedna rodzina uśmieje się oglądając wspólnie film. Nie tylko w święta ;)

------------------------------------------------

W ramach wyzwania, obejrzałam kilka filmów, jednak żadnego innego nie będę już recenzować. Jeśli chodzi o książki było ich 2 – „Opowieść wigilijna” i „Wieści”. Tą pierwszą już zrecenzowałam, a drugą zrecenzuję. Jeżeli uda mi się to zrobić przed końcem wyzwania wstawię recenzję i tu, a jeśli nie, to jedynie na moim blogu ;)

wtorek, 28 grudnia 2010

Charles Dickens „Opowieść wigilijna”

Wyd. Zielona Sowa,
Listopad 2004, 64 str. 
Ocena: 9/10 Niecodzienna

O czym:

Jedna z najpiękniejszych i najbardziej wzruszających opowieści o magii Świąt Bożego Narodzenia. W Wigilię, kiedy cały Londyn raduje się obchodzonymi Świętami, jeden tylko zgryźliwy i gburowaty samotnik, Ebenezer Scrooge, nie poddaje się wigilijnej atmosferze. Jest jednak ktoś, kto nie spodziewanie go odwiedza i ma mu do przekazania pewną niezwykłą, świąteczną wiadomość...

Moje zdanie:

Karol Dickens to jeden z najznakomitszych XIX- wiecznych powieściopisarzy, uznawany za najwybitniejszego przedstawiciela powieści społeczno-obyczajowej w Anglii w drugiej połowie XIX wieku. Swoją sławę zawdzięcza nie tylko cyklowi opowieści wigilijnych, ale również niezwykłej powieści Oliver Twist czy Przygody Olivera Twista. Dickens - człowiek o niezwykłej wrażliwości na ludzką krzywdę – utrwalił w swoich utworach niewyłącznie niesprawiedliwość i krzywdę społeczną, ale także ckliwe historie pełne atmosfery baśniowości i liryzmu. Londyn kochał go, a gdy zmarł cały kraj pogrążył się w żałobie. Kolęda prozą, czyli Opowieść wigilijna o duchu to opowiadanie, które autor wzorem kolęd, podzielił na pięć „strofek” mających zastąpić tradycyjne rozdziały. Z tą wspaniałą historią epoki wiktoriańskiej zapoznałam się w tegoroczną Wigilię nie po raz pierwszy- była to moja lektura w I klasie gimnazjum….

Na dalszy ciąg zapraszam TU ;)

czwartek, 16 grudnia 2010

Plany ;)

Kocham święta i co roku od początku grudnia odliczam dni do Wigilii. Moja rodzina często się ze mnie śmieje, że teraz tak jak w dzieciństwie mogłabym otwierać okienka bombonierki świątecznej. Trochę mam tremę bo po raz pierwszy uczestniczę w tego rodzaju wyzwaniu. Listę książek o świętach czytałam już chyba z tysiąc razy i zdecydowałam się na :

1. J. Gaarder "Tajemnica Bożego Narodzenia"
2. R. Pilcher "Przesilenie zimowe"
3. M. Musierowicz "Musierowicz na gwiazdkę"
4. oraz "Noelka" Musierowicz ( w ramach powtórki, bo czytałam ją już kilka razu i lubię
zachwycać się nią znów od nowa)
5.A. Gjems- Selmer „Nad dalekim, cichym fjordem” ( O tej książce kilkakrotnie opowiadała mi ciocia.  Była to jej ulubiona lektura młodzieńczych lat. Mam nadzieję, że uda mi się ją znaleźć w bibliotece.)

Co do filmów to jest ich długa lista i nie wiem na co się zdecydować. Z pewnością obejrzę ich kilka. No i oczywiście „Kevina…” , bo to jest coroczną tradycją u mnie w domu ;P