Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uczestnik - karto_flana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uczestnik - karto_flana. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 grudnia 2024

 


„Listy Świętego Mikołaja” to autentyczne listy, jakie znany pisarz pisał do swoich dzieci na przełomie 20 lat. To dla nich przemieniał się w Świętego Mikołaja i wymyślał zabawne opowieści z bieguna północnego. Na biegunie północnym mieszkają także elfy, niedźwiedź polarny, inne niedźwiadki a także bardzo niebezpieczne gobliny. Autor wymyślił także wydarzenia z przeszłości i całą historię Świętego Mikołaja. Wszystkie te listy opatrywał także własnoręcznie rysowanymi rysunkami. Wymyślił także specjalny alfabet jaskiniowy. Wszystkie te i oryginalne materiały zobaczymy na kartach książki. Są kolorowe i bardzo dopracowane. Na pewno trzeba podziwiać wyobraźnię autora, ale pewnie ona nikogo nie dziwi, znamy przecież jego „poważne” dzieła. Z książki przebija miłość do dzieci. To listy pisane przez Świętego Mikołaja i jego pomocników, a tak naprawdę przez ojca dla dzieci. Chce on im pokazać świat i nauczyć tego, co dobre. A jak wiadomo, najlepiej nauczyć się przez zabawę. Książka jest ucztą nie tylko czytelniczą ale także dla oczu. Przepiękna. 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Zysk i s-ka.


wtorek, 10 grudnia 2024

Abiola Bello "Miłość w krainie czarów".

 

Całkiem niedawno wpadła mi w ręce ta urocza powieść dla starszej młodzieży. Czyta się ją jak bajkę i nawet już sam tytuł wprowadza nas w bajkowy klimat. Do tego czas i miejsce akcji w urokliwej przedświątecznej, bożonarodzeniowej scenerii nastraja bardzo optymistycznie. W zasadzie nie mam tej książce nic do zarzucenia.

Ariel i Trey tak w zasadzie znają się tylko przelotnie. Chodzą do tej samej szkoły i czasem spotykają się na jakiej imprezce. Ariel jest utalentowana plastycznie i marzy o nauce w słynnej uczelni plastycznej, do której uczęszczał także jej niedawno zmarły ojciec. Trey dodatkowo pomaga w księgarni swoich rodziców o poetyckiej nazwie Kraina Czarów. Niestety jest ona na skraju upadłości. Trey, który nigdy nie był zbyt przywiązany do sklepu rodziców, odkrywa nagle, że jest on dla niego jednak ważny i nie godzi się na to, żeby ot tak, po prostu zniknął. Z pomocą Ariel postanawiają go uratować. Właśnie to budzi wśród nich uczucia. Ale oczywiście po drodze nie obejdzie się bez przeszkód, takich jak np. zazdrosna dziewczyna Treya… Czy wszystko dobrze się skończy?

Przeurocza historia, opisana z ogromnym ciepłem i fantazją. Tu każda osoba zasługuje na szacunek i drugą szansę. Dostrzegamy wartość przyjaźni i rodzinnych więzi. Książka nie tylko dla młodych ale dla każdego. Do tego przeurocza bożonarodzeniowa atmosfera, dodatkowo wzmocniona playlistami piosenek świątecznych głównych bohaterów. Czyta się to jak bajkę. Polecam ogromnie. 

Książkę do recenzji otrzymałam od wydawnictwa Literackiego.

niedziela, 26 grudnia 2021

Maureen Johnson, John Green, Lauren Myracle „W śnieżną noc”.

 

Całkiem przyjemny zbiór trzech opowiadań dla młodzieży. Choć oczywiście przeczytać mogą i starsi. Krzepiące przesłanie tych opowiadań dotrze do każdego. Opowiadania wzajemnie się zazębiają. Toczą się w tym samym miejscu i ich bohaterowie się spotykają, choćby tylko na chwilę. 

W wigilijną noc nad małym amerykańskim miasteczkiem nadciąga śnieżna burza. Co może sie wydarzyć w tych niesamowitych warunkach, jakie czarodziejskie zdarzenia moga sie wydarzyć? Pewne jest to, że w taką noc działa miłość, działa cud Bożego Narodzenia. Wszystkie pokomplikowane wątki same się rozwiążą, aby u końca znaleźć swój happy end.

Książka super sie czytała. Podoba mi się idea tych wzajemnie powiązanych ze sobą opowiadań. Cieszę się, że trzech różnych twórców potrafiło napisać coś tak urokliwego, wiążącego się w całość. Choć każdy z nich ma nieco inny styl pisania to jednak powstało coś prawie, jak powieść.

poniedziałek, 14 grudnia 2020

"Fantastyczne opowieśći wigilijne" wybór Piotr Gociek



Jak co roku w świątecznym okresie staram się sięgnąć po ksiązke o tej tematyce. Tym razem wpadła mi w ręce świetna antologia opowiadań fantastycznych. Mamy tu zagranicznych autorów takich jak Orson Scott Card, Joe Haldemann, Connie Willis a także polskich: Mirosława Sędzikowska, Marek Oramus, Krzysztof Kochański. Opowiadania są naprawdę dobre, choć lekturę dozowałam sobie, bo każde opowiadanie jest inne, utrzymane w innym klimacie. Mozemy znaleźć się w Warszawie, Ameryce, Palestynie z czasów narodzin Jezusa, czy też na zupełnie innej planecie. I wszędzie jest ciekawie i zajmująco.

Najbardziej przypadło mi do gustu pierwsze opowiadanie i ostatnie, a takę opowiadanie „Dziecko z Marsa”. W pierwszym opowiadaniu jesteśmy świadkami nagłej inwazji obcych w świątecznym czasie. Wszyscy nagle stają się dla siebie uprzejmi i mili, czy rzeczywiście jest to wpływ świąt, a może zostali zaatakowani przez jakieś pozaziemskie pasożyty? „Dziecko z Marsa” to historia samotnego mężczyzny, który postanawia adoptować chłopca. Co zrobić jednak z faktem, że chłopiec twierdzi, iż jest marsjaninem? Ostatnie opowiadanie dzieje się na obcej planecie rządząnej przez apodyktycznego cesarza. Marianna, ziemianka przypadkowo opowiada jej mieszkańcom o Świetach i o prawach człowieka. Czy uda jej się zaszczepić w mieszkańcach tej planety ziarno buntu?

Pozostale opowiadania także zostają w pamięci. No i oczywiście jest w nich ta niesamowita atmosfera Świąt. Tak, że polecam Wam wszystkim ten zbiór opowiadań.

Ksiązkę otrzymałam od wydawnictwa Zysk i s-ka.

środa, 1 stycznia 2020

Natasza Socha, Magda Mazur "Drogi Świety Mikołaju"



Zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Bohaterami ksiązki są trzy pary: Karolina i Karol, Matylda i Mikołaj (matka i syn) oraz Renata i Tomasz. Muszę przyznać, że jeszcze nie spotkałam książki, w których bohaterami byłyby pary. Rozdziały z ich perypetiami przeplatają się nawzajem, widać, że autorki umiejętnie potrafią budować napięcie, choć problemy opisywane w książce są być może dość standartowe: zdrada, rozwód, apodyktyczna matka, samotne rodzicielstwo... Tak naprawdę to żadna z tych par nie jest idealna, ale opisywane są one z niebywałą sympatią i ciepłem. Wszystkie te osoby połączy na koniec... no tak tego nie będę już zdradzać , ale jeśli chcecie poszukać świątecznej magi i ducha świąt to śmiało możecie sięgnąć po tę książkę.

PS: Zapraszam w moje nowe miejsce: https://czytanie.home.blog

wtorek, 15 stycznia 2019

Amanda Prowse "Świąteczne marzenie"

Książka o świątecznym marzeniu- o tym, aby spędzić święta w prawdziwej rodzinie. Megan, jak do tej pory nigdy się to nie udało. Jako dziecko spędzała święta w rodzinach zastępczych. Teraz samotnie wychowuje dziecko. Opiekuje się nią rodzina zmarłego narzeczonego. Dziewczyna pragnie prawdziwych świąt dla siebie i swojego syna. Podczas wyjazdu służbowego poznaje przystojnego architekta Eda. Oboje zbliżają się do siebie, czy jednak tym razem rzeczywiście wszystko będzie jak w bajce?

Można przeczytać. Czyta się całkiem gładko, atmosfera książki jest przyjemna. Sama chętnie znalazłabym się w Nowym Jorku tuż przed świętami. Do tego lekki romans? Czemu nie? No i oczywiście happy end jak z bajki. Mnie jedynie przeszkadzała schematyczność, przewidywalność akcji, książka mogłaby bardziej trzymać w napięciu.


środa, 27 grudnia 2017

Kiedy Harry poznał Sally- Dlaczego oglądam ten film zawsze między Świętami a nowym rokiem

Już po Świętach, ale dla mnie magiczny czas się nie skończył. Ten czas między Świętami a Sylwestrem jest dla mnie szczególny. Może nie do końca dziś na temat "Znalezione pod choinką", ale chciałabym napisać kilka słów o filmie "Kiedy Harry poznał Sally".

Film kultowy, jedna z pierwszych romantycznych komedii, po której nastąpił wysyp komedii romantycznych lat 90tych. Genialna fabuła i dialogi. A także niesamowity duet aktorski: Billy Crystal- Meg Ryan.

Dwoje młodych ludzi poznaje się podczas wspólnej podróży do Nowego Jorku. Czują wzajemne przyciąganie, jednak różni ich zbyt wiele, dopiero po wielu latach postanawiają zostać przyjaciółmi, których nigdy nie połączy seks. Dopiero po wielu zawirowaniach odkrywają, że są dla siebie przeznaczeni.
W filmie nie brak scen bożonarodzeniowych- pierwsza, gdy zgodnie taszczą bożonarodzeniowe drzewko do mieszkania Sally i druga, gdy Sally obrażona na Harrego musi robić to sama. Sama końcówka filmu odgrywa się w okresie Bożego Narodzenia i tuż przed Sylwestrem. Dlatego polecam wam obejrzeć ten film własnie teraz. Bo sama wrócę do niego zapewne po raz kolejny już niebawem.

Na koniec mam dla was scenę końcową odgrywającą się w wieczór sylwestrowy. Miłego oglądania.

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Przedświątecznie

Witajcie! Melduję się i ja na tegorocznym "Znalezione pod choinką" i dorzucam mój wiersz.

przedświątecznie

dla mamy
tak zimno

trzeba napalić w kominku
wspomnieniom otworzyć drogę
z iskierką
która przerodzi się w płomień
wiem
Ty też tęsknisz do mnie
i nieważne
że tak daleko

znowu kartki wypiszę
jeszcze zdążą na Święta
może kilku ucieszą
i dla Ciebie też jedna
bo o Tobie pamiętam

niedziela, 18 grudnia 2016

Anna Ficner-Ogonowska "Szczęście w cichą noc"




Witajcie! Dziś chciałabym zachęcić Was do lektury książki "Szczęście w cichą noc" Anny Ficner- Ogonowskiej. Mój zdaniem jest to świetna lektura na przedświąteczny czas. Ja przeczytałam ją w 2 dni :) Krytycy mogą powiedzieć, że w tej książce prawie nie ma akcji, ze mogłaby skończyć sie w połowie. Że druga połowa to po prostu "ględzenie" na temat Świąt Bożego Narodzenia. Ale mnie właśnie teraz taki balsam dla duszy jest bardzo potrzebny... No i jeszcze bardzo ciekawy aneks z wigilijnymi potrawami.

Hanka spodziewa się dziecka, które nazywa szczęściem. W tym roku postanowiła urządzić Wigilię w swoim domu dla wszystkich członków rodziny, a nie, jak co roku u zaprzyjaźnionej pani Irenki. Chce urządzić Wigilię w domu rodzinnym, choć zabrakło już w nim rodziców, którzy zginęli w wypadku samochodowym. Bo tego chciałaby mama, która zawsze marzyła o wspólnej Wigilii pod jednym dachem. Na przeszkodzie stoi jednak jeszcze niezałatwiona sprawa... bardzo ważna...

Opowieść o przebaczeniu, pojednaniu i o Wigilii i Świętach samych w sobie. Warto przeczytać w jeden ze spokojniejszych wieczorów... Ma coś z ducha "Pana Tadeusza"... czyta się szczególnie gdy jest się z daleka od domu...

niedziela, 6 grudnia 2015

Glenn Beck "Swiateczny sweter"

O jak sie wzruszylam czytajac te ksiazke!!!



Taka naprawde swiateczna pozycja, choc opisuje nielatwe doswiadczenia. Bo i ktoz jest w stanie przejsc obojetnie obok smutku i cierpienia dziecka? Nawet Bog daje mu druga szanse...

Ameryka, jakos w latach 70 tych? Eddie kilka lat temu stracil ojca, ktory umarl na raka. Matka musiala sprzedac rodzinna piekarnie i z trudem "walczy" o utrzymanie. Eddie, chcialby byc taki, jak inne dzieci miec pelna rodzine, a chociazby dostac pod choinke wymarzony rower... Edie jest u progu dorastania, ma 12 lat i czesto nie potrafii sobie poradzic z wlasnymi uczuciami. Jego jedynym przyjacielem jest dziadek, ktory, jak nikt inny potrafii go zrozumiec. Nadchodza Swieta Bozego Narodzenia, a Eddie zamiast wymarzonego roweru dostaje tylko zwykly wydziergany przez mame sweter... Rozczarowanie i niezadowolenie Ediego powoduja serie nieszesliwych wypadkow. Czy istnieje dla niego kolejna szansa?

Ksiazka jak dla mnie bardzo autentyczna, wiem, ze pisal ja ktos, kto przezyl to naprawde (Autor sam utracil matke w wieku 12 lat). Zawiera niesamowity ladunek emocjonalny. Ksiazka o wartosciach i o tym co wazne. Moze warto sie w tym swiatecznym czasie wlasnie nad tym zastanowic, choc przez chwile? I dac czasem i sobie samemu druga szanse?

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Rosamunde Pilcher "Meine schönsten Weihnachtsgeschichten"


 W ramach wyzwania "Znalezione pod choinka" przeczytalam ten niewielki tomik opowiadan roznych autorow zwizanych tematycznie ze Swietami Bozego Narodzenia. Wyboru dokonala Rosamunde Pilcher. Mamy tutaj opowiadanie samej tworczyni zbiorku, Sophie Kinsella, Daphne de Murier oraz innych, nawet, jak dla mnie perelke autorstwa Charlsa Dickensa. Czytalo sie tak, jak sie powinno czytac na swieta- niespiesznie, z zaduma i refleksja. Z ta swiateczna atmosfera i nastrojem. Bardzo dobry wybor opowiadan :)


wtorek, 26 listopada 2013

Swiateczny cytat

Chcialbym sie przywitac w tym roku ze wszystkimi uczestnikami i czytelnikami swiatecznym cytatem:

"Gdy człowiek traci nadzieję, gdy żyje tylko dzięki sile woli, dobrze jest trafić na kogoś, kto wskaże mu droge do znalezienia swojego brakującego grosika. Swięty Mikołaj istnieje naprawdę, choć nie zawsze ma długą, białą brodę, czerwone ubranie i zaprzęg reniferów. Jest w każdym z nas"

str.110

Cytat z ksiazki "Blizej niz myslisz" aut. Maja Porczynska, wyd. Telbit, Warszawa 2007

Zbior opowiadan- polecam, choc o tematyce swiatecznej znajdziecie tam tylko jedno opowiadanie...

wtorek, 8 stycznia 2013

Nick Hornby "Byl sobie chlopiec"

Ksiazke postanowilam przeczytac po obejrzeniu filmu w jeden z zimowych wieczorow. Film znany mi i ogladany chetnie nawet po raz kolejny. Lekkie kino, o jednak nielekkich problemach dwoch bohaterow- nastoletniego Marcusa i 36-letnego Willa- mieszkancow Londynu, ktorych polaczyla chlopieca przyjazn. Swiadomie nie napisalam "meska przyjazn", gdyz przyjazn chlopieca jakos lepiej mi tu pasuje. Zreszta kto tu jest mezczyzna, a kto chlopcem?
Nie inaczej jest z ksiazka- warto przeczytac. Naprawde porusza i z musza do zastanowienia sie. Film ma nieco inne zakonczenie- mniej ciezkie. Jednak zakonczenie ksiazki nic a nic nie umuje z jej tresci, moze nawet jest nieco "glebsze".
Will ma 36 lat i zyje ze sposcizny po swoim ojcu, ktory stal sie slawny dzieki jednemu Bozonarodzeniowem przebojowi "Sanki Sw. Mikolaja". Will nie pracuje i ogolnie nie robi nic- jakby na przekor calemu swiatu, a zwlaszcza wlasnemu ojcu, ktory, choc juz nie zyje pozostawil pietno na jego psychice. Pewnego dnia Will wpada na szalenczy pomysl- postnawia wymyslic sobie malego synka i zapisac sie do klubu dla samotnych rodzicow, bo samotne matki wydaj mu sie atrakcyjnymi kobietami i partnerkami. W ten sposob poznaje Marcusa i Fione- matke i syna o nieco ekscentrycznych pogladach i sposobie bycia. Fiona walczy z depresja, a Marcus ze strachem o matke, ze strachem przed jej samobojczymi probami. Dodatkow ma sporo problemow w nowej szkole. Okazuje sie, ze beztroski i nieco "pusty" Will ma mu wiele do zaoferowania. A Will odkrywa, ze to dzieki Marcusowi jego zycie stalo sie cos warte.
Palecam zarowno ksiazke, jak i film. Teraz: w okresie Bozonarodzeniowym.
Byl sobie chlopiec (About a Boy)- 2002, rez. Chris Weiz, Paul Weiz.



Will- Hugh Grant
Marcus- Nicolas Hoult
Fiona- Toni Collette
Rachel- Rachel Weisz

środa, 26 grudnia 2012

"Choinka" Hans Christian Andersen

W te swieta chcialabym wam przypomniec przepiekna bajke H.Ch.Andersena. Kilka dni temu uslyszalam ja na plycie.

Choinka


Daleko w lesie rosła śliczna mała choinka; wybrała sobie piękne miejsce, 
słońce miało do niej dostęp, powietrza było dużo i wszędzie dookoła niej 
rosło wielu jej starszych towarzyszy: sosny i świerki; ale mała choinka 
chciała tylko rosnąć, nie myślała o gorącym słońcu ani o świeżym 
powietrzu, nie zwracała uwagi na wiejskie dzieci, które biegały rozmawiając 
i zbierając poziomki czy maliny; dzieci przychodziły z pełnym dzbankiem, 
układały jagody na trawie, a potem siadały obok choinki i mówiły: 

- Jakie to śliczne, maleńkie drzewko! - choinka nie lubiła tego. 
Następnego roku była już znacznie wyższa, a gdy znowu upłynął rok, 
urosła jeszcze bardziej; sądząc po ilości słojów, można było wiedzieć, ile 
ma lat. 

- Ach, gdybym już była taka duża jak inne drzewa! - wzdychała mała 
choinka. - Mogłabym wtedy rozpostrzeć szeroko gałęzie i patrzeć w daleki 
świat. Ptaki wiłyby gniazda pośród moich gałęzi, a wiatrowi, gdyby zawiał, 
kłaniałabym się wytwornie głową, zupełnie tak samo jak inne drzewa! 

Nie cieszyło jej słońce ani ptaki, ani różowe obłoki, które przepływały 
wysoko nad nią co rano i co wieczór. 

Kiedy nadchodziła zima i wszystko wokoło przykryte było iskrzącym się, 
białym śniegiem, zdarzało się, że zając przeskakiwał przez choinkę (o, 
jakież to było irytujące!). Ale przeszły dwie zimy i na trzecią zimę drzewo 
zrobiło się takie duże, że zając musiał je okrążać. 

"Ach, rosnąć, rosnąć, być dużą, dorosłą to jedyne szczęście na świecie!" - 
myślała choinka. 

Na jesieni przychodzili zawsze drwale i ścinali niektóre z dużych drzew, 
zdarzało się to co roku i młoda choinka, która była teraz zupełnie duża, 
drżała, bo wielkie, wspaniale drzewa padały na ziemię z trzaskiem i 
hukiem. Odrąbywano gałęzie i drzewa leżały teraz nagie, wąskie i długie; 
trudno je było poznać, a potem ładowano je na wóz i konie wywoziły je z 
lasu. 

Dokąd je wieźli? Co je czekało? 

Na wiosnę, kiedy przylatywały jaskółki i bocian, choinka pytała: 

- Czy wiecie, dokąd je zabrano? Czy nie spotkałyście ich? Jaskółka nic nie 
wiedziała, ale bocian słuchał w zamyśleniu, kiwał głową i mówił: 

- Tak, wydaje mi się, że wiem; kiedy leciałem z Egiptu, spotkałem wiele 
nowych okrętów; na okrętach były wspaniałe maszty, wydaje mi się, że to 
były one, pachniały sosną; pozdrawiałem je wielokrotnie, ale one stały 
tak dumnie, takie wyprostowane! 

- Ach, gdybym to ja już była dość duża na to, aby jeździć po morzach! 
Jakie ono właściwie jest, to morze, i jak wygląda? 

- To za trudne do wytłumaczenia! - powiedział bocian i odleciał. 

- Raduj się twoją młodością! - mówiły promienie słoneczne. - Ciesz się z 
tego, że jesteś młoda, że rośniesz! 

Wiatr całował choinkę, rosa płakała nad nią łzami, ale drzewo nie 
rozumiało tego wcale. 

Kiedy nadeszło Boże Narodzenie, ścięto dwa młode drzewka, może 
mniejsze, a może w tym samym wieku co choinka, ale ona nie miała ani 
chwili spokoju, tylko ciągle chciała w świat. Tym młodym drzewkom, a były 
to najpiękniejsze, nie odrąbano gałęzi, położono je na wozie i konie 
wywiozły je z lasu. 

- Dokąd je zabierają? - pytała choinka. - Nie są większe ode mnie, jedna 
była nawet o wiele ode mnie mniejsza. Dlaczego zostawiono im wszystkie 
gałęzie? Dokąd je wiozą? 

- Wiemy, wiemy! - ćwierkały wróble. - Zaglądaliśmy w mieście do okien! 
Wiemy, dokąd one jadą! Wiozą je do największych wspaniałości, jakie 
sobie można wyobrazić! Zaglądałyśmy do okien i widziałyśmy, że 
zasadzono je pośrodku ciepłego pokoju i ozdobiono najpiękniejszymi 
przedmiotami, złoconymi jabłkami, piernikami, zabawkami i tysiącem 
świeczek! 

- A potem? - pyta choinka i drżała wszystkimi gałązkami. - A potem? Co 
się dzieje potem? 

- Więcej nie widziałyśmy. Ale to było cudowne! 

"Czy i ja jestem stworzona, aby pójść tą promienną drogą? - myślała 
choinka. - To jeszcze lepiej niż pływać po morzu! Jakże cierpię z tęsknoty! 
Żeby już nadeszło Boże Narodzenie! Oto jestem już duża i rozrośnięta, 
tak jak te, które wywieziono zeszłego roku! Ach, gdybym już była na 
wozie! Gdybym już była w tym ciepłym pokoju wśród przepychu i 
wspaniałości. A potem? Tak, potem będzie coś jeszcze piękniejszego, po 
co by mnie tak stroili? Potem musi się stać coś wspanialszego, 
większego - ale co? Ach, jakże cierpię, jakże tęsknię, nie wiem sama, co 
się ze mną dzieje!" 

- Ciesz się ze mnie! - mówiło powietrze i światło słoneczne. - Ciesz się, że 
jesteś młoda, świeża i stoisz na wolności. 

Ale choinka nie cieszyła się wcale; rosła i rosła, latem i zimą była zielona, 
ciemnozielona; ludzie, którzy ją widzieli, mówili: "To piękne drzewo!" A na 
Boże Narodzenie ścięto ją pierwszą. Siekiera przecięła ją głęboko aż do 
szpiku, choinka upadła z jękiem na ziemię, czuła ból, omdlenie i nie 
mogła wcale myśleć o swoim szczęściu; była zmartwiona, że musi porzucić 
miejsce rodzinne, rozłączyć się z pniem, z którego wyrosła: wiedziała, że 
już nigdy nie zobaczy swych drogich, starych towarzyszy, małych 
krzaczków i kwiatów, które dookoła niej rosły, może nawet i ptaków. 
Odjazd wcale nie był przyjemny. 

Choinka ocknęła się, kiedy wypakowano ją razem z innymi drzewami na 
podwórzu i kiedy usłyszała, jak jakiś człowiek powiedział: 

- Ta jest wspaniała, tylko ta nam się przyda. 

Potem przyszło dwóch służących w pięknej liberii i zaniosło choinkę do 
wielkiej, pięknej sali. Naokoło na ścianach wisiały portrety, a obok 
wielkich, kaflowych pieców stały wielkie chińskie wazy z lwami na 
pokrywach; stały tam bujające fotele, sofy kryte jedwabiem, wielkie stoły 
pokryte albumami i zabawki, które kosztowały sto razy po sto talarów 
(tak przynajmniej mówiły dzieci). Wstawiono choinkę w skrzynię do 
śmieci, napełnioną piaskiem, którą dla niepoznaki pokryto dookoła 
zielonym suknem, i postawiono ją na dużym barwnym dywanie. Ach, 
jakże drzewko drżało! Co się teraz stanie? Przyszli lokaje i pokojówki i 
zaczęto przystrajać choinkę. Powiesili na jej gałązkach małe siateczki, 
wycięte z kolorowego papieru; każda napełniona była cukierkami; złocone 
jabłka i orzechy zwieszały się jak przyrośnięte, a do gałęzi przymocowano 
przeszło sto czerwonych, niebieskich i białych świeczek. Lalki, które 
wyglądały jak żywi ludzie (choinka nie widziała takich nigdy przedtem), 
kołysały się wśród zieleni, a na szczycie drzewa umocowano wielką, złotą 
gwiazdę - to było wspaniałe, niewypowiedzianie wspaniałe! 

- Dzisiaj wieczór - mówili wszyscy - dzisiaj wieczór zabłyśnie! 

"Ach - myślała choinka - żeby to już był wieczór! Kiedyż już zapalają się 
choinki? A co potem będzie? Czy przyjdą drzewa z lasu, aby mnie 
oglądać? Czy wróble przylecą do okien? Czy wrosnę tu na zawsze i będę 
stała zimą i latem, wystrojona?" 

Tak, czekała z upragnieniem, ale bolała ją bardzo kora z niecierpliwości, 
a bóle kory są tak przykre dla choinki jak bóle głowy dla nas. 

Wreszcie zapalono świeczki. Jaki blask! Jak cudownie! Gałęzie choinki 
drżały, tak że od jednej ze świeczek zapaliła się zielona gałązka; 
porządnie ją zabolało. 

- Boże święty! - zawołały pokojówki i ugasiły prędko ogień. Teraz choinka 
nie odważyła się już drżeć! O, jakie to było przykre! Bała się, że zgubi coś 
ze swoich ozdób, była zupełnie oszołomiona tym całym blaskiem - oto 
otworzyły się szeroko drzwi i do pokoju wtargnęła cała gromada dzieci tak 
gwałtownie, jak gdyby miały przewrócić drzewko; dorośli wchodzili 
spokojniej; dzieci stały oniemiałe, ale trwało to tylko chwilkę, potem 
zaczęły się znowu cieszyć, aż rozbrzmiewało, tańczyły dookoła drzewka i 
zrywały jeden podarek po drugim. 

"Co one robią? - myślało drzewko. - Co się jeszcze teraz stanie?" Świeczki 
wypaliły się do końca, a gdy tylko która się wypaliła, gaszono ją 
natychmiast, a potem pozwolono dzieciom zrywać wszystko, co było na 
choince. Rzuciły się na nią, tak że aż trzeszczały wszystkie gałęzie; gdyby 
jej szczyt ze złotą gwiazdą nie był przywiązany do sufitu, przewróciłaby się 
na pewno. 

Dzieci tańczyły ze swymi pięknymi zabawkami, nikt nie patrzył już na 
choinkę z wyjątkiem starej niani, która podeszła i zaglądała pomiędzy 
gałązki, ale tylko po to, aby zobaczyć, czy nie zapomniano tam jeszcze 
jakiejś figi lub jabłka. 

- Bajkę, bajkę! - wołały dzieci i ciągnęły małego, grubego człowieczka do 
choinki, człowieczek usiadł akurat pod samą choinką. 

- Będzie nam miło wśród zieleni - powiedział - choinka także posłucha 
bajki, ale opowiem wam tylko jedną historię. Czy chcecie posłuchać bajki 
o Ivede-Avede, czy o Klumpe-Dumpe, który spadł ze schodów, ale mimo 
to spotkały go zaszczyty i zdobył rękę księżniczki? 

- Ivede-Avede! - krzyczały jedne dzieci. - Klumpe-Dumpe! - wołały inne; 
było tyle hałasu i krzyku, tylko choinka milczała i myślała sobie: 

"Czyż dla mnie nie ma tu nic do roboty, zupełnie nic?!" Ale przecież 
spełniła już swe zadanie. 

Mały człowieczek opowiedział bajkę o Klumpe-Dumpe, który spadł ze 
schodów i w końcu zdobył rękę księżniczki. A dzieci klaskały w ręce i 
wołały: - Jeszcze! Jeszcze! - Chciały także usłyszeć drugą bajkę, ale 
usłyszały tylko tę jedną o Klumpe-Dumpe. Choinka stała cicha i 
zamyślona, ptaszki w lesie nigdy nie opowiadały jej nic podobnego o 
Klumpe-Dumpe, który spadł ze schodów, a jednak zdobył 
księżniczkę. "Więc to tak, tak dzieje się na świecie - myślała choinka i 
wierzyła, że tak było naprawdę, opowiadał to przecież taki miły pan. - 
Tak, tak, któż to może wiedzieć. Może i ja spadnę ze schodów, a potem 
dostanę księcia za męża." I myślała z radością o tym, że na drugi dzień 
ubiorą ją w świeczki, zabawki, złoto i owoce. 

"Jutro już nie będę drżała - myślała choinka - będę się cieszyła całym 
sercem z mego szczęścia. Jutro usłyszę znowu bajkę o Klumpe-Dumpe, 
może także tę drugą o Ivede-Avede." 

I przez noc całą drzewko stało ciche i zamyślone. 

Rano przyszli służący i pokojówka. 

"Zaraz zaczną mnie na nowo stroić" - myślało drzewko. Ale wyciągnięto je 
z pokoju na strych, gdzie nie zaglądał ani jeden promyk słońca. "Co to 
ma znaczyć? - myślała choinka. - Co mam tu robić? Co ja tu usłyszę?" 
Oparła się o ścianę i rozmyślała... A miała dość czasu, bo upływały dni i 
noce, nikt do niej nie wchodził, a kiedy nareszcie ktoś przyszedł, to 
jedynie po to, aby wstawić do kąta parę wielkich skrzyń; drzewko stało 
ukryte: pewnie wszyscy o nim zapomnieli. 

"Teraz tam na dworze jest zima - myślała choinka. - Ziemia jest twarda i 
przykryta śniegiem, ludzie nie mogą mnie zasadzić i dlatego muszę tu 
czekać aż do wiosny w tym schronieniu. Jakże to świetnie obmyślone! Jacy 
ludzie są dobrzy! Gdyby tu tylko nie było tak ciemno i tak strasznie 
samotnie! Gdyby tu się zjawił przynajmniej jakiś mały zajączek. Jakże 
tam było przyjemnie w lesie, kiedy leżał śnieg i przelatywał zając; tak, 
nawet kiedy przeskakiwał przeze mnie, ale wówczas nie lubiłam tego. Tu 
na strychu jest tak strasznie samotnie". 

- Pip! pip! - pisnęła w tej chwili mała myszka i wyskoczyła z kąta, a za nią 
biegła druga. Obwąchały drzewko i wsunęły się pomiędzy gałęzie. 

- Jakże tu okropnie zimno - powiedziały obie małe myszki. - Gdyby nie 
to, byłoby tu dobrze, prawda, stara choinko? 

- Nie jestem wcale stara - powiedziała choinka. - Znam dużo, dużo drzew 
o wiele starszych ode mnie! 

- Skąd się tu wzięłaś i co potrafisz? - pytały myszy. Były takie strasznie 
ciekawe. - Opowiedz nam o najpiękniejszym miejscu na świecie. Czy byłaś 
tam? Czy byłaś w spiżarni, gdzie leżą na półkach sery, gdzie spod sufitu 
zwisają szynki, gdzie się tańczy na świecach łojowych i gdzie się wchodzi 
chudym, a wychodzi tłustym? 

- Nie znam tego miejsca - powiedziała choinka. - Ale znam las, gdzie 
świeci słońce i śpiewają ptaki! - I potem opowiedziała wszystko o swojej 
młodości, a małe myszki jeszcze nigdy niczego podobnego nie słyszały, 
więc słuchały uważnie i mówiły: 

- Jakże ty dużo widziałaś. Jakże byłaś szczęśliwa! 

- Ja? - śmiała choinka i myślała o tym, co sama opowiedziała. - Tak, były 
to w istocie szczęśliwe czasy. - A potem opowiedziała o wieczorze 
wigilijnym, kiedy ozdobiono ją piernikami i świeczkami. 

- O - powiedziały małe myszki - jakże byłaś szczęśliwa, stara choino! 

- Nie jestem wcale stara - powiedziała choinka. - Dopiero tej zimy 
przybyłam z lasu. Jestem w najlepszych latach. Przestałam tylko dalej 
rosnąć. 

- Jak ślicznie opowiadasz! - powiedziały myszki i następnej nocy przyszły 
z czterema innymi myszami, które także chciały słuchać, co drzewo 
opowiada, a im więcej choinka opowiadała, tym wyraźniej przypominała 
sobie sama wszystko i rozmyślała: "Były to jednak wesołe czasy. Ale 
mogą jeszcze wrócić, mogą wrócić. Klumpe-Dumpe spadł ze schodów, a 
pomimo to ożenił się z księżniczką, a może i ja dostanę księcia." 

A potem pomyślała o małym, ślicznym dębie w lesie, który mógłby jej 
zastąpić pięknego księcia. 

- Kto to jest Klumpe-Dumpe? - pytały małe myszki. Więc choinka 
opowiedziała im całą bajkę, pamiętała każde słowo, a małe myszki miały 
ochotę skakać z radości aż pod sam wierzchołek choinki. Następnej nocy 
przyszło o wiele więcej myszy, a w niedzielę nawet dwa szczury, ale te 
powiedziały, że bajka nie jest zajmująca, co bardzo zmartwiło małe 
myszki, bo wobec tego bajka przestała im się podobać. 

- Czy pani umie tylko tę jedną bajkę? - pytały szczury. 

- Tylko tę jedną - odpowiedziała choinka. - Usłyszałam ją tego 
najszczęśliwszego wieczora, ale wtedy nie myślałam o tym, jaka jestem 
szczęśliwa! 

- To bardzo nudne opowiadanie. Czy pani nie umie opowiedzieć jakiejś 
bajki o słoninie lub o łojowych świecach? Żadnej bajki spiżarnianej? 

- Nie - powiedziało drzewko. 

- Wobec tego dziękujemy - oświadczyły szczury i wróciły do swego 
towarzystwa. 

Małe myszki odeszły w końcu także i choinka westchnęła: 

- Było jednak bardzo przyjemnie, kiedy te wesołe małe myszki siedziały 
dookoła mnie i słuchały, co im opowiadam. I to przeszło! Ale będę o tym 
myślała i będę się cieszyła myślą, że mnie stąd zabiorą. 

Kiedyż to się stało? Tak, pewnego ranka przyszli jacyś ludzie i zaczęli 
porządkować strych. Odstawili skrzynie, wyciągnęli choinkę i rzucili ją co 
prawda dość ostro na ziemię, ale służący ściągnął ją natychmiast po 
schodach, tam gdzie był jasny dzień. 

"Teraz znowu zaczyna się życie" - pomyślała choinka, czuła świeże 
powietrze, pierwszy promień słońca, i oto była na podwórzu. Wszystko 
odbyło się tak szybko, choinka zapomniała zupełnie spojrzeć na siebie 
samą, było tyle do oglądania wokoło niej. Podwórze przylegało do 
ogrodu, gdzie wszystko kwitło; róże pięły się na niskich sztachetach i były 
takie świeże i pachnące; kwitły lipy, a wokoło fruwały jaskółki i ćwierkały: 

- Ćwir, ćwir, przyjechała nasza ukochana! - ale nie miała na myśli choinki. 

"Teraz będę żyła" - cieszyła się choinka i rozpostarła swoje gałęzie 
szeroko, gałęzie były zeschłe i żółte, a ona sama leżała w kącie 
pomiędzy chwastami i pokrzywami. Na jej wierzchołku tkwiła gwiazda ze 
złotego papieru i błyszczała w jasnym blasku słońca. 

Na podwórzu bawiło się kilkoro dzieci spośród tej wesołej gromadki, która 
na Boże Narodzenie tańczyła wokoło drzewka i tak się nim cieszyła. Jedno 
z najmniejszych podbiegło i zerwało złotą gwiazdę. 

- Patrzcie, co tam zostało jeszcze na tej szkaradnej, starej choinie! - 
powiedział chłopiec i zaczął deptać gałęzie, aż trzeszczały pod jego 
butami. 

A choinka spojrzała na piękne, pachnące kwiaty w ogrodzie, spojrzała na 
siebie samą i zatęskniła do ciemnego kąta na strychu; myślała o swojej 
młodości w lesie, o wesołym wieczorze wigilijnym i o małych myszkach, 
które tak chętnie słuchały bajki o Klumpe-Dumpe. 

- Skończyło się, skończyło! - powiedziała biedna choinka. - Dlaczego nie 
cieszyłam się wtedy, kiedy jeszcze było z czego? Skończyło się! 
Skończyło! 

Przyszedł parobek i porąbał drzewo na małe kawałki, leżała ich już cała 
wiązka. Paliła się jasnym płomieniem pod wielkim kotłem do warzenia 
piwa i choinka wzdychała głęboko, każde westchnienie brzmiało niby 
krótki wystrzał i zwabiło dzieci bawiące się na podwórzu; usadowiły się 
przed ogniem, patrzały w płomień i wołały: - Piff! Paff! - Przy każdym 
trzasku, który był głębokim westchnieniem, myślała choinka o letnim dniu 
w lesie i zimowej nocy, kiedy błyszczały gwiazdy, myślała o wieczorze 
wigilijnym i o Klumpe-Dumpe, jedynej bajce, którą usłyszała i którą 
potrafiła opowiedzieć, a potem spaliła się do reszty. 

Chłopcy bawili się na podwórzu, a najmniejszy z nich miał na piersi złotą 
gwiazdę, która zdobiła choinkę owego najszczęśliwszego wieczoru. 

Teraz się to skończyło i drzewka już nie ma, cała bajka się skończyła, 
skończyła tak, jak się kończą wszystkie bajki na świecie.
 
Tekst bajki z portalu: www.poema.pl
 
 
zdjecie: http://poradniaonline.wordpress.com/cytaty/

czwartek, 6 grudnia 2012

Dorothea Benton Frank "Czar milosci"

Ksiazka o Bozym Narodzeniu :) Jak dla mnie nieco niefortunny tytul.
Theodora ma 93 lata i jest glowa wielopokoleniowej rodziny. Jej corka Barbara nie bardzo radzi sobie z czekajaca ja do przejecia rola glowy rodziny. Kazdy z czlonkow rodziny ma jakies problemy. Tymczasem nadchodzi Boze Narodzenie, ktore maja spedzic pod jednym dachem- swieto milosci i pojedania. Theodora marzy o Swietach ze swojego dziecinstwa. Gdzie nie tylko byla inna atmosfera- prawdziwe choinki, prawdziwe potrawy wigilijne, ale tez prawdziwa rodzina. Tymczasem przybywa do nich gosc, ktory za pomoca szczypty magii i anielskiego tchnienia potrafii w tej rodzinie wskrzesic ducha Bozego Narodzenia nie tylko na te szczegolne dni...
Ksiazka mocno nierowna... Sielsko- anielskie opisy wspomnien Theodory i jej przyjaciolki Pearl, slodkie opisy przygotowan do swiat i magicznych wydarzen koliduja z opisami rodziny z problemami i tak naprawde trudno uwierzyc w pojednanie i rodzinna odnowe, ktore nastepuja za sparawa kilku czarodziejskich sztuczek, bez glebi przemyslen. Z pewnoscia plusem jest cala czesc kulinarna- bardzo apetyczna- dodatkowo na koncu ksiazki jest aneks z przepisami. Dzieki temu dowiadujem sie co jadano w Swieta na amerykanskim Poludniu. Mam zamiar upiec maslane buleczki! ;)

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Marian Keyes "Pralinen im Bett"

Nie wiem, czy ta ksiazka ukazala sie w Polsce- nigdzie nie udalo mi sie zdobyc informacji na ten temat. Ksiazke przytalam w ramach wyzwania "Znalezone pod choinka", choc w ksiazce sa tylko 2-3 felietony poswiecone Swietom Bozego Narodzenia- czytalam ja naprawde bardzo dlugo, ale z przyjemnoscia. ;)
Ksiazka to zbior felietonow i krotkich opowiadan popularnej autorki Marian Keyes- poznajemy jej poglady i ciekawe wydarzenia z zycia- wszystko to widziane kobiecym okiem. I tematy tez typowo kobiece- zakupy, kosmetyki, podroze, malzenstwo, rodzina... Na koniec kilka naprawde swietnie napisanych opowiadan- z cajego zbiorku to wlasnie one najbardziej przypadly mi do gustu. Lektura ciekawa, a jednoczesnie odprezajaca, nie pozbawiona humoru i lekkiego, optymistycznego spojrzenia na swiat. W sam raz na swiateczne dni :)

sobota, 17 grudnia 2011

"Love story" (1970)



"Love Story"- jak dla mnie film wyjatkowy, choc byc moze dla wielu szczyt kiczu, albo jakas przestarzala historyjka. Ekranizacja powiesci Ericha Segala. O tak, historyjka jak na dzisiejsze czasy banalna: Para mlodych ludzi z zupelnie odmiennych srodowiski spotyka sie na studiach i na przekor wszystkiemu postanawia byc razem. Jenny- mloda studentka muzyki ze sredniej klasy spoleczenstwa i Oliver z zamoznej, bardzo bogatej rodziny. Oliver w konflikcie z ojcem i swoja rodzinna tradycja, Jenny prostolinijna i dobra... Mlodzi pobieraja sie, wkraczaja w zycie, jednak okazuje sie, ze Jenny jest smiertelnie chora....

Jednak to wlasnie ten film kojarzy mi sie ze swietami i domem. Po pierwsze z moja niezyjaca babcia, gdy w jakis wiglijny wieczor TVP odtwarzala wlasnie ten film, a moja babcia plakala. Po drugie ten film dzieje sie zima. Tylko 2 sceny (liczylam) dzieja sie latem. Glowna bohaterka ma zas zamiar zdarzyc ze swoim umieraniem przed Bozym Narodzeniem i udaje jej sie to. Jeszcze kilka swiatecznych scen: Oliver sprzedajacy choinki, Jenny, ktora cwiczy z dzieciecym chorem kolede "Es ist ein Ros entsprungen" (moja ulubiona niemiecka koleda). Gros swietnych bezdialogowych scen w zimowej scenerii- Oliver szusujacy na lodowisku, dwojka bohaterow bawiaca sie w sniegu. To nie wiosna, kwiaty i ptaki sa swiadkami ich milosci- to zima. To zima wreszczcie bedzie swiadkiem smierci. To poprzez ogromna polac sniegu Oliver poprowadzi zone do szpitala. Czyz nie zima jest pora umierania rowniez? Jednak przebija z tego filmu tez nadzieja. Nadzieja, ze ludzie potrafia sie odnalesc mimo roznic i zalow. Czyz nie jest to tez przeslaniem Swiat?
Film stoi tez swietnymi dialogami. No i oczywiscie para aktorow odtwarazajacych glowne role- wiekszosc scen to jedynie ten duet. O muzyce wspominac chyba nie musze?
Zycze milego ogladania :)

czwartek, 20 stycznia 2011

Podsumowanie Bozonarodzeniowego czytania i ogladania u karto_flanej.

Na wstepie chce napisac, ze to wyzwanie bardzo milutkie i bardzo mi sie podobalo. Przeczytalam 1 ksiazke:

9 wigilii

Obejrzalam 3 filmy:

Male kobietki
The Holiday
Igraszki losu

Oraz przecyztalam z wami 2 wiersze:

Powitalny wiersz
Wieczor wigilijny

Zegnam sie na rok i mam nadzieje na ponowne spotkanie pod choinka. :)

piątek, 31 grudnia 2010

Igraszki losu (2001)

Kolejna romatyczna komedia rozgrywajaca sie w swiatecznych kulisach. Oto streszczenie (z filmweb.pl):

Zbliża się Boże Narodzenie i w sklepach trwa wyścig o gwiazdkowe prezenty. W jednym z nowojorskich magazynów po ostatnią parę czarnych rękawiczek sięga dwoje klientów: Jonathan Trager i Sara Thomas. Rozbawieni komiczną sytuacją wymieniają uprzejmości, a w końcu idą na lody. Za kilka dni spotykają się ponownie na popularnej wśród mieszkańców Nowego Jorku ślizgawce. Wymieniają się numerami telefonu, ale oboje je gubią, powierzają więc wszystko losowi. Mija kilka lat. Jonathan i Sara jeszcze się nie spotkali, choć nie mogą o sobie zapomnieć. Obydwoje starają ułożyć sobie życie, mają stałych partnerów, planują wstąpić w związki małżeńskie. Na dwa dni przed ślubem Jonathan uświadamia sobie, że jego przeznaczeniem i prawdziwą miłością jest Sara. Rozpoczyna poszukiwanie dziewczyny. Dręczące myśli ogarniają również Sarę. Dziewczyna zastanawia się, jak odnaleźć Jonathana, który całkowicie zawładnął jej sercem.

Pomysl sam w sobie dosc ciekawy- proba spojrzenia na banalne przekonania, ze komus tam jest przeznaczony ten ktos jedyny, ze istnieje milosc od pierwszego wejrzenia, ze mozna sie odnalezc jesli sie chce... Film ma w podtekscie ironie i ja widzialam w nim drugie dno, odbiegajace od banalnej fabuly. Warto zobaczyc, zeby zweryfikowac swoje spojrzenie na te potoczne opinie.


PS: Zycze wam wielu czytelniczych i filmowych wrazen w nowym roku! :)

czwartek, 30 grudnia 2010

"Wieczor wigilijny". Tadeusz Kubiak

Zapewne wiekszosc z was zna ten wiersz. Chodzi za mna od kilku dni ;) Prawda, ze piekny?

Tadeusz Kubiak
„Wieczór wigilijny”
Biały obrus lśni na stole,
pod obrusem siano.
Płoną świeczki na choince,
co tu przyszła rano.

Na talerzu kluski z makiem,
karp jak księżyc srebrny.
Zasiadają wokół stołu
dziadek z babcią, krewni.

Już się z sobą podzielili
opłatkiem rodzice.
Już złożyli wszyscy wszystkim
moc serdecznych życzeń.

Kidy mama się dzieliła
ze mną tym opłatkiem,
miała w oczach łzy, widziałem,
otarła ukradkiem.

Nie wiem, co też mama chciała
szepnąć mi do ucha:
bym na drzewach nie darł spodni,
pani w szkole słuchał…

Niedojrzałych jabłek nie jadł,
butów też nie brudził…
Nagle słyszę, mama szepce:
- Bądź dobry dla ludzi.