Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uczestnik - anek7. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uczestnik - anek7. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Agatha Christie "Morderstwo w Boże Narodzenie"


Zaczął się grudzień, podobno na dniach ma spaść kilka milimetrów śniegu, w telewizyjnych reklamach coraz więcej Mikołajów się pojawia - znak, że coraz bliżej święta Bożego Narodzenia. A skoro już za trzy tygodnie w naszych domach pojawią się choinki i prezenty, zapachną pierniczki i makowce, a kolejne setki pechowych karpi dadzą głowę pod ... (tu wpisać odpowiednie narzędzie, jako, że sposobów pozbawiania życia  wigilijnej ryby jest wiele) to czas przyszedł także na świąteczną lekturę. 
W moim wypadku bardzo krwawą...

Do rodzinnego domu, na kilka świątecznych dni zjeżdżają się członkowie rodziny Lee. Przybywają na zaproszenie Simeona, seniora rodu. Starszy pan, mocno już schorowany, mieszka wraz z najstarszym synem Alfredem i jego żoną Lydią w ogromnej wiejskiej rezydencji i nie ruszając się ze swojego pokoju żelazną ręką rządzi swoimi potomkami, którzy, chociaż dawno dorośli, założyli rodziny i żyją z dala od ojca nie są w stanie wyrwać się spod jego presji. Na dzień przed świętami pojawiają się więc w Gorston Hall: 
- George Lee, miejscowy polityk i poseł do parlamentu wraz z żoną Magdaleną;
- malarz David Lee i jego żona Hilda;
- Harry Lee, rodzinna "czarna owca", który wiele lat temu zmuszony był uciekać za granicę;
- Pilar Estravados, jedyna wnuczka Simeona, na stałe mieszkająca w Hiszpanii.
Do rodzinnego grona dołącza jeszcze jeden niespodziewany gość - Stephen Farr, syn przyjaciela pana Lee, z czasów, kiedy przebywał w Afryce Południowej.
Szybko okazuje się, że nie będą to zbyt radosne święta - rodzeństwo nie przepada za sobą a ojciec stara się ich skłócić jeszcze bardziej, więc nic dziwnego, że atmosfera jest napięta i grozi wybuchem. Nikt jednak nie przypuszczał, że prawdziwe emocje zgotuje rodzinie wigilijny wieczór, kiedy po kolacji domem wstrząsnął potężny hałas, połączony z przeraźliwym krzykiem dobiegający z pokoju ojca. Kiedy udało się wreszcie sforsować zamknięte od środka drzwi oczom przerażonej rodziny ukazał się makabryczny widok - na środku pokoju, w kałuży krwi leżał zamordowany Simeon Lee.

Kto zabił starszego pana a potem nieudolnie próbował upozorować samobójstwo? Jakie tajemnice kryją w sobie najbliżsi zamordowanego? Czy inspektor Sugden, chociaż niewątpliwie bystry i logicznie myślący miejscowy stróż prawa da sobie sam radę z rozwiązaniem tej, zdawałoby się nierozwiązywalnej, sprawy? Na to ostatnie pytanie niestety nie otrzymamy odpowiedzi, gdyż w okolicy bawi przypadkiem słynny belgijski detektyw Hercules Poirot, który zgadza się pomóc w wytropieniu mordercy.

Kolejny kryminał Agathy Christie, który przeczytałam i kolejny, którego rozwiązanie zupełnie mnie zaskoczyło... Po raz kolejny niemal wszystkie osoby z otoczenia denata miały motyw, aby pomóc mu zejść z tego świata, po raz kolejny wszyscy mieli alibi, ale jak się później okazuje dosyć łatwo było je obalić, i po raz kolejny prawie wszyscy kłamią, lub zatajają część prawdy - ale od czegóż genialny umysł wielkiego Herculesa - wyłapuje wszelkie nieścisłości, z pojedynczych, zdawałoby się całkowicie nieistotnych wypowiedzi wyciąga genialne wnioski i spokojnie czeka na odpowiedni moment aby wyjawić zaskoczonej publiczności personalia mordercy.
Książka w pewien sposób przypomina "Morderstwo w Orient Expressie" (każdy mógł być zabójcą, brak możliwości udziału osób z zewnątrz, wzajemne dawanie sobie alibi) aczkolwiek fabuła jest oryginalna i pomysłowa. Od innych znanych mi powieści Królowej Kryminału odróżnia tę książkę jeszcze i to, że po raz pierwszy (a znam już trochę książek tej autorki) zbrodnia jest tak dosłowna i mało finezyjna - to nie był tajemniczy zgon z niewyjaśnionych przyczyn, coś co mogło uchodzić za nieszczęśliwy wypadek. Od początku wszystko jest jasne - ktoś poderżnął staruszkowi gardło i nie ma żadnych wątpliwości co do klasyfikacji czynu. Ale znalezienie sprawcy to już całkiem inna historia...

Serdecznie polecam lekturę "Morderstwa w Boże Narodzenie", chociaż może już po świętach. Bo, jak nie daj Boże, za bardzo się wczujecie w lekturę to różnie to może być z tymi świętami w rodzinnym gronie...

piątek, 16 grudnia 2011

Wigilijna magia

Pamiętacie klasowe mikołajki?
Ustalanie zasad, losowanie, kompletowanie paczuszki, wyczekiwanie na swój prezent i... no niestety, bywało, że zamiast radości zdarzało się rozczarowanie...
Mając w pamięci różne okołomikołajkowe historie staram się tak wpłynąć na swoich uczniów aby zamiast robienia paczek zafundowali sobie jakąś przyjemność ogólnoklasową:)

Nie inaczej było w tym roku - moje pierwszaczki świetnie dały się zmanipulo... znaczy się doceniły argumentację pani wychwawczyni i zadecydowały, że jedziemy do kina. A że jesteśmy bardzo towarzyscy to wyjazd organizowaliśmy z równoległą IA. Po przeprowadzeniu burzy mózgów (to huragan normalnie był...) udało się osiągnąć porozumienie i padło na"Listy do M.".
Z przyczyn obiektywnych zaliczyliśmy pewien poślizg w czasie i wreszcie wczoraj mikołajkowy wyjazd doszedł do skutku.

O czym jest film to pewnie większość wie, ale jakby się zdarzył ktoś kto jeszcze nie widział tej komedii świąteczno-romantycznej to powiem, że najogólniej mówiąc jest to film o miłości. I to o miłości w najróżniejszych odmianach. 
Mikołaj pracuje w radiu, jest wdowcem i samotnym ojcem kilkuletniego Kostka, który chciałby, żeby jego tato się zakochał i był szczęśliwy. Doris marzy o wielkiej miłości, która spadnie na nią niespodziewanie i dosłownie zwali ją z nóg. Wychowana w domu dziecka Tosia szuka kogoś kto ją pokocha i przyjmie do swojej rodziny. Mel to z kolei wyrachowany cwaniak dla którego miłość jest wprost proporcjonalna do stanu majątkowego wybranki. Wladi odnosi sukcesy zawodowe nie ma jednak dziewczyny, którą mógłby zaprosić na uroczystą kolację u rodziców. Szczepan i Karina kiedyś się kochali, ale już nawet nie potrafią ze sobą rozmawiać. Betty oczekuje przyjścia na świat dziecka i  kocha swojego nienarodzonego Kazika ogromną matczyną miłością. Małgorzata i Wojciech to wykształceni, majętni i kulturalni ludzie, których życie jest przeraźliwie puste i zimne. Jeszcze Maja, Kacper, Florian, Malina...
W ten jeden wyjątkowy, wigilijny dzień i wieczór ich los się odmieni.

Jak to z komediami romantycznymi bywa jest sporo śmiechu, są momenty wzruszające - generalnie całkiem niezła rozrywka. Duża w tym zasługa aktorów - Maćka Stuhra, Tomasza Karolaka, Agnieszki Dygant, Piotra Adamczyka, Agnieszki Wagner, Wojciecha Malajkata, Beaty Tyszkiewicz czy Leonarda Pietraszaka. Na uznanie zasługują grające w filmie dzieciaki - Julka Wróblewska, Adam Tyniec a przede wszystkim rewelacyjny Kuba Jankiewicz w roli Kostka.

A dla niezdecydowanych zwiastun "Listów do M."


środa, 14 grudnia 2011

Magia świąt czyli "Obiecaj mi" R. P. Evansa

Chociaż pogoda za oknem jest tego całkowitym zaprzeczeniem to jednak kalendarz wie swoje - coraz bliżej święta:)
Maszyna marketingowa już ruszyła, z wystawowych szyb uśmiecha się coraz więcej mikołajów, telewizyjne reklamy doradzają co kupić pod choinkę, karpie w stawach hodowlanych wykazują coraz większą nerwowość a w mojej szkole rozpoczęły się przygotowania do jasełek i wigilijnego koncertu.
Święta to szczególny okres w roku kiedy stajemy się bardziej życzliwi, zapominamy na chwilę o naszych problemach i staramy się choć trochę czasu spędzić z najbliższymi. Mamy też trochę więcej czasu, który można przeznaczyć na lekturę. I nie wiem jak wy ale ja lubię sobie pod choinką poczytać coś lżejszego, wzruszającego, ze szczyptą magii i koniecznie ze szczęśliwym zakończeniem. I na taką książkę trafiłam właśnie teraz - co prawda kilka tygodni przed świętami, ale może to i dobrze, bo zdecydowanie potrzebowałam takiej lektury.

Bohaterką najnowszej książki Richarda Paula Evansa pt. "Obiecaj mi" jest  niespełna trzydziestoletnia Beth Cardall. Jej życie jest poukładane i szczęśliwe - Marc, jej mąż jest przedstawicielem handlowym, ona sama pracuje w pralni a sześcioletnia córeczka Charlotte zaczęła właśnie chodzić do szkoły. Cardallowie nie są może zbyt zamożni, spłacają kredyt hipoteczny ale nie mają większych kłopotów. Spokojna egzystencja Beth i jej rodziny kończy się jednak bezpowrotnie w lutym 1989 roku. Charlotte zaczyna chorować i lekarze nie są w stanie zdiagnozować co jej tak naprawdę jest a Beth odkrywa, że mąż ma romans. Zrozpaczona i zraniona kobieta wyrzuca go z domu, jednak dla dobra dziecka pozwala mu wrócić i stara się przebaczyć. Kiedy wydaje się, że wszystko jest na dobrej drodze spada na nich kolejny cios - Marc jest śmiertelnie chory i ma przed sobą jedynie kilka miesięcy życia. Po jego śmierci Beth popada w ogromne kłopoty - Charlotte jest coraz bardziej chora, kończą się pieniądze a pensja Beth wystarcza ledwie na skromne utrzymanie. Przyjaciele starają się pomóc kobiecie ale sami też nie mają zbyt dużych zasobów.
Kiedy wydaje się, że wszystko już stracone w życiu Beth pojawia się Matthew - tajemniczy młody mężczyzna, który wie o niej zadziwiająco dużo...

R.P. Evans jest dosyć dobrze znany polskim czytelnikom, wydano u nas siedem jego powieści i wszystkie odniosły sukces. Osoby, które przeczytały już coś jego autorstwa podkreślają, że książki Evansa niosą ze sobą ogromną dawkę optymizmu i wiary w drugiego człowieka. Jak dla mnie to pierwsze spotkanie z tym amerykańskim pisarzem i mogę go zaliczyć do udanych. Książkę czyta się szybko - to zasługa klarownej narracji i nieźle skomponowanych dialogów, nie ma właściwie wątków pobocznych, więc nie trzeba się specjalnie wysilać żeby zapamiętać jakie są relacje pomiędzy poszczególnymi bohaterami, których z resztą można na palcach policzyć. Czyli same plusy:)
Są też niestety minusy - powód i sposób w jaki Matthew pojawił się w życiu Beth jest ostatecznie do przyjęcia (Niech żyje magia Świąt!) ale już finał ich znajomości całkiem nie przypadł mi do gustu... Straciłam jakoś całkiem sympatię dla tej kobiety, która (kurczę, jak to napisać, żeby nie zdradzić za dużo...) hmm... zapomina o jakiejś podstawowej etyce. Zabrzmiało może trochę górnolotnie, ale ja to tak niestety odebrałam.

Ale generalnie książka mi się podobała i uważam, że to lektura jak znalazł na nadchodzący świąteczny czas.
Bo w lipcu chyba by mi się tak nie spodobała niestety...