Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2011/2012 - książka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2011/2012 - książka. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 grudnia 2012

"Noelka" Małgorzata Musierowicz


To były moje pierwsze Święta z „Noelką”. W przedświątecznej gorączce, zmęczona pakowaniem prezentów, pieczeniem i gotowaniem, spojrzałam na moją półkę z książkami szukając takiej, która gwarantowałaby uśmiech i odprężenie. „Noelka”! Moja przygoda z „Jeżycjadą” skończyła się na piątym tomie, ale postanowiłam przeskoczyć tom szósty i świątecznie spotkać się z bohaterami tej książki. To była bardzo dobra decyzja. Z rozczuleniem wędrowałam po poznańskich ulicach, razem z rozpieszczoną Elką i Tomciem (który już urósł od „Kłamczuchy”, więc zwą go teraz po prostu Tomkiem).
W wigilijny wieczór zajrzałam do wielu domów, w tym do domu Bobcia, czyli ekstrawaganckiego Baltony, a przede wszystkim do domu szalonej rodziny Borejków. Cudnie było się przekonać, że nie w każdym domu wszystko jest „normalnie”, bo i u mnie często nie bywało, zamiast podniosłej atmosfery, dzień był istnym szaleństwem, wypełniony bieganiem pomiędzy kuchnią i pokojem z choinką oraz często zapomnianymi sprawunkami.

Ta wigilijna wędrówka z Aniołkiem i Gwiazdorem przypomina nam,  jak różne są  rodziny i jak różne są wigilie. Są i takie, w których główną rolę pełnią prezenty, wystrojeni rodzice i dzieci zapominają, co jest istotą Świąt, co jest esencją rodziny i bycia razem. Są także domy, w których jest biednie, prezenty skromne,  ale podarowane z głębi przepastnych serc, w którym znajdziemy tony miłości dla obdarowywanego. Tam świętuje się na całego. Jest też dom Borejków. Dom, który jeśli się go odwiedzi, to nie chce się opuszczać. Tam miłość fruwa w powietrzu, a ciepło serc rozgrzeje i wprawi w dobry humor dosłownie każdego. Do tego domu pod byle pretekstem chce się wpadać codziennie, a nawet kilka razy dziennie, aby nawdychać się tej świątecznej atmosfery i przekonać się, że najważniejszą rzeczą na świecie jest rodzina.

Bożonarodzeniową, zatem magiczną, metamorfozę Elki obserwowałam z uśmiechem. Jeżeli coś może rozkruszyć lód w sercu, to właśnie te Święta i spotkanie odpowiednich osób. Jakże symboliczna jest scena w podziemiu, kiedy Elka spotyka ponownie Tempertulę i prosi o przebaczenie, które zostaje udzielone bez jednego słowa. W wigilię wszystko może się zdarzyć, a ja, i to dziecko, które ciągle mieszka we mnie, bardzo pragnę wciąż w to wierzyć.  „Noelkę” zaś wpisuję do mojego kanonu lektur obowiązkowych na Boże Narodzenie.



____________________

Małgorzata Musierowicz, Noelka, Wydawnictwo Akapit Press, Łódź, s. 186.

niedziela, 4 marca 2012

Strajk na Boże Narodzenie - Sheila Roberts

Na tej książce prawdopodobnie zamykamy sezon 2011/2012 - bardzo dziękuję wszystkim uczestniczkom za udział i, jeśli będą chętne, zapraszam pod koniec listopada!




Kto powiedział, że o Bożym Narodzeniu można tylko w grudniu? Oczywiście nikt, a gdyby nawet, to kto by się tym przejmował :)

Czas przed Bożym Narodzeniem to u nas okres wzmożonej pracy, biegania za prezentami, szykowania potraw na świąteczne stoły itp. Ale to i tak nic w porównaniu do tego, co dzieje się w krajach z kręgu anglosaskiego, tam to już istne szaleństwo - wysyłanie kartek świątecznych (nie żadnych tam smsów czy maili), dekorowanie całego domu (nie tylko choinka, jeszcze musi być szopka, wieniec adwentowy, kalendarz adwentowy, lampki, światełka - obłęd!), przyjęcia przedświąteczne dla znajomych, rodziny, sąsiadów, coroczne zdjęcia pociech z Mikołajem, jasełka w szkole, kościele - zwariować można! A przecież trzeba jeszcze iść do pracy. Nic dziwnego więc, że pewnego dnia mieszkanki małego miasteczka wymyśliły strajk!

Choć akurat jedna z pomysłodawczyń, Joy, miała trochę inną motywację - jej mąż nie za bardzo lubił takie rozbuchane żywiołowe świętowanie, pomyślała więc, że jeśli będzie mógł spędzić Boże Narodzenie na swój sposób, dostrzeże i zatęskni za urokami wspólnego rodzinnego hałaśliwego celebrowania.

Wieści szybko rozchodzą się po mieście - głównie dzięki lokalnej gazecie i zaczyna się prawdziwa przedświąteczna gorączka.

Jak odnajdą się mężowie w nowej dla nich często sytuacji? Czy mąż Joy przestanie być "Grinchem"? Czy strajk odniesie zamierzony sukces? Tego musicie dowiedzieć się sami.

Ja na chwilę znów poczułam wspaniałą świąteczną atmosferę, uśmiałam się w niektórych momentach serdecznie (jeden z mężów stwierdził, że te wszystkie przygotowania to pestka, nie wiedział, co mówi - jego próby załatwiania spraw ze świątecznej listy są najzabawniejszymi scenami), ale i wzruszyłam również.
Do tego Sheila Roberts w dość wyważony sposób, bez nachalnego dydaktyzmu pokazuje, co jest najważniejsze w tym czasie. I bardzo spodobał mi się wątek Joy i jej męża - czy zawsze musimy próbować na siłę zmienić partnera tak, aby spełniał nasze oczekiwania?

Małym dodatkiem są liczne nawiązania do bożonarodzeniowych filmów, powieści i piosenek - wyjaśnione w przypisach - można dowiedzieć się więcej o amerykańskich zwyczajach.

Jeśli nie udało Wam się przeczytać tej książki przed ubiegłorocznymi świętami, przeczytajcie ją koniecznie w tym roku, gdy będziecie chcieli poczuć jedyną i niepowtarzalną atmosferę w roku - atmosferę świąt Bożego Narodzenia!

sobota, 18 lutego 2012

„Przedświąteczna gonitwa” - Maria Izabela Fuss


            „Rozejrzałem się dookoła i zobaczyłem skwaszone, niepewne miny swoich braci. Nie umiałem wytłumaczyć uczucia, które wdarło się do mojego wnętrza, jakby ktoś wpakował we mnie garść kamieni. Poszedłem do łóżka z ogromnym poczuciem winy.”*

            Na świecie od zawsze istnieje dobro i zło, to po której stronie stanie człowiek zależy tylko i wyłącznie od niego samego. Jednak zawsze twierdze, że obojętnie co wybierzemy druga strona i tak w nas tkwi w jakimś stopniu i nieoczekiwanie się ujawnia niezależnie od tego czy tego chcemy czy nie... Tak po prostu już jest...

            Znacie diabełka Impa? Nie? To musicie go czym prędzej poznać! Oj narozrabiał ten huncwot, narozrabiał... Ale od początku... Impa poznajemy w momencie gdy świętuje wraz z piekłem jakiś udany psikus, który wraz z kilkoma innymi diabełkami zrobił św. Mikołajowi... Jaki to psikus dowiadujemy się kawałek dalej. Trzeba mu przyznać, że obmyślił plan dokładnie i skrupulatnie go wykonywał nie bacząc na przeszkody czy też konsekwencje, no ale to diabełek więc nie liczyło się dla niego to, że przez jego plan mogą ucierpieć maluchy... O wykonaniu zadania diabełki zaczęły świętować i cieszyli się z tego do momentu usłyszenia strasznych wiadomości... Jakie to wiadomości i co z tym faktem zrobi Imp oraz cała reszta?

            Uwielbiam bajki, które wychodzą z pod pióra pani Fuss. Niby krótkie, ale bardzo ciekawie napisane i zawsze z morałem. W sam raz dla młodych czytelników, którzy dopiero odkrywają świat i się uczą. Gdy dostałam propozycję zrecenzowania „Przedświątecznej gonitwy” bez wahania się zgodziłam będąc pewną, że czeka mnie kolejne kilka chwil bycia dzieckiem, no i się nie pomyliłam. Opowiadanie to ma zaledwie 16 stron, ale autorka jak zwykle sprawia, że czytelnik zatapia się w opowiadaniu, które opisuje diabełek Imp w swoim pamiętniku Nie dało się nie podziwiać jego przebiegłości oraz pomysłowości. Oraz wizja piekła, w którym jest wypożyczalnia strojów, salon piękności czy też alchemik była nader interesująca. Młodszemu czytelnikowi niesamowicie wpłynie to na wyobraźnie i pobudzi do wyobrażania sobie tego miejsca. Przyznać się muszę, że i ja popuściłam wodze fantazji i wymyśliłam sobie takie piekło... było ciekawie. Morał tej historii jest bardzo czytelny tak więc dądzę, że każda pociecha go wyłapie bez jakiegokolwiek problemu. Opowiadanie jest napisane w formie pamiętnika co bardzo lubię więc tym bardziej przypadło mi do gustu. Jednego czego mi brakowało to ilustracji, które ubarwiłyby tą piękną historyjkę.
            Co do postaci występujących w „Przedświątecznej gonitwie” to najbardziej wykreowany jest właśnie Imp, jest przebiegły, cwany i pomysłowy, zawsze wyjdzie z opresji. O sobie samym myśli, że jest na wskroś zły i nie rozumie uczuć, które się w nim pojawiają gdy dowiaduje się jakie są konsekwencje jego szatańskiego planu, nie rozumie też swoich następnych poczynań.
            „Przedświąteczna gonitwa” jest napisana językiem, który bez problemu trafi do młodego czytelnika i zainteresuje go historią diabełka Jest też napisane z poczuciem humoru i takim lekkim stylem. Serdecznie polecam, mimo tego, że to E-book nie ma tak dużo stron ;)

            Opowiadanie jest możliwe do kupienia na TEJ stronie, a cały dochód z jego sprzedaży jest przeznaczony na Schronisko dlaBezdomnych Zwierząt w Celestynowie!

Jeśli jest ktoś chętny do zrecenzowania opowiadania autorka chętnie je przekaże.

*str. 14
Autor: Maria Izabela Fuss
Tytuł: Przedświąteczna gonitwa
Wydawnictwo: Wydanie autorskie
Rok wydania: grudzień 2011
Liczba stron: 16
Format: E-book

piątek, 27 stycznia 2012

„Opowieści wigilijne” - Ewa Gil-Kołakowska

    „Opowieści wigilijne” to zbiór dwadzieścia sześć opowiadań, wspomnień czy też refleksji sławnych ludzi na przykład  takich jak: Artur Barciś, Anna Dymna, Emilian Kamiński, ks. Tadeusz Isakowicz - Zaleski, Robert Makłowicz, Tomasz Raczek, Jan Miodek, Beata Tyszkiewicz, Magdalena Schejbal i wielu innych. To właśnie dzięki nim mamy możliwość poznania tego jak było kiedyś, towarzyszymy sławnym polakom w ich wędrówce do przeszłości. Mamy możliwość zobaczyć jakie były ich święta dawniej, ale i teraz. Ten świąteczny czas kiedyś był bardzo celebrowany, ludzie odpowiednio się do niego przygotowywali. Dorośli robili porządki, gotowali świąteczne potrawy, a dzieci mieli za zadanie przygotować ozdoby choinkowe gdyż dawniej nie było możliwości kupna.


Na całość recenzji zapraszam do: Zapatrzona w książki

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Marian Keyes "Pralinen im Bett"

Nie wiem, czy ta ksiazka ukazala sie w Polsce- nigdzie nie udalo mi sie zdobyc informacji na ten temat. Ksiazke przytalam w ramach wyzwania "Znalezone pod choinka", choc w ksiazce sa tylko 2-3 felietony poswiecone Swietom Bozego Narodzenia- czytalam ja naprawde bardzo dlugo, ale z przyjemnoscia. ;)
Ksiazka to zbior felietonow i krotkich opowiadan popularnej autorki Marian Keyes- poznajemy jej poglady i ciekawe wydarzenia z zycia- wszystko to widziane kobiecym okiem. I tematy tez typowo kobiece- zakupy, kosmetyki, podroze, malzenstwo, rodzina... Na koniec kilka naprawde swietnie napisanych opowiadan- z cajego zbiorku to wlasnie one najbardziej przypadly mi do gustu. Lektura ciekawa, a jednoczesnie odprezajaca, nie pozbawiona humoru i lekkiego, optymistycznego spojrzenia na swiat. W sam raz na swiateczne dni :)

sobota, 14 stycznia 2012

Zbiorcze zeznanie;-)

W tym roku mocno zbiorczo, bo z przyczyn bliżej mi nie znanych nie dałam rady na bieżąco. Mam przeczytane jeszcze dwie książki, których nie zdążyłam jeszcze opisać. Ale póki co:

Dziękuję za kolejne wspólne przeżywanie Świąt Bożego Narodzenia:-)

P.S. Pozostałe, po zrecenzowaniu, dopiszę poniżej.

środa, 11 stycznia 2012

Coming Home - Patricia Scanlan



Książkę, nie tak dawno temu, wygrałam u Kasi.eire. Dotarła w grudniu w sam raz wpisując się w przedświąteczny czas. Czytałam ją sobie dawkując po rozdziale, żeby mi tego klimatu na dłużej wystarczyło :)

Alison, młoda Irlandka robi "karierę" w USA. Pracuje na wysokim stanowisku, zarabia dużo, ma piękny apartament, stać ją na drogie wyjazdy wakacyjne. Ma też przystojnego przyjaciela, ale ..., jak się umówili, nie na wyłączność. Do domu rodzinnego, rodziców i siostry jeździ bardzo rzadko. Wydaje jej się, że prowadzi świetne życie.
Nagle przychodzi światowy kryzys, jej pracodawca plajtuje, a ona zostaje bez pracy, z niewielką ilością oszczędności i z wykupionym wcześniej biletem do Irlandii na 70 urodziny mamy na krótko przed świętami Bożego Narodzenia.
Ali wyrusza więc do domu i postanawia zostać tam na święta, żeby nabrać dystansu do swoich problemów. Czy tak rzeczywiście się stanie? Czy rodzinie - rodzicom, siostrze oraz małym siostrzenicom uda się rozproszyć jej smutki? A może pomoże jej w tym nowy sąsiad?

Nie jest to żadna ambitna pozycja, ale naprawdę przyjemna lektura przedświąteczna. Bardzo mnie wprowadziła w klimat, szalenie zresztą spodobał mi się irlandzki sposób obchodzenia świąt, zwłaszcza w tej kochającej się rodzinie. Podobało mi się także zestawienie dwóch sióstr, z których każda myślała, że ta druga ma lepiej, łatwiej, prościej - niby banał, ale tu sympatycznie pokazany.

Polecam!

wtorek, 10 stycznia 2012

O, choinka, czyli jak przetrwać Święta (Antologia opowiadań)

O, choinka, czyli jak przetrwać Święta to zbiór ponad dwudziestu opowiadań napisanych przez autorów zrzeszonych w grupie Tfórca. Jak zawsze odrobinę spóźniona, wszak, Święta minęły i żaden śladu po nich nie został, postanowiłam i ja zapoznać się z tą publikacją.
E-booków czytać nie lubię, nie mam odpowiedniego sprzętu (jeszcze! bo liczę na to, że kiedyś się w końcu go dorobię), czytam więc z komputera. Właśnie ze względu na to miałam dawkować sobie ten zbiorek powolutku, po jednym do maksymalnie dwóch opowiadań dziennie, żeby oczy zbyt się nie męczyły. Włączyłam więc... i jak zaczęłam, tak wsiąkłam całkowicie i w dwa dni przeczytałam całość.
Do przeczytania całości zapraszam tutaj.

czwartek, 5 stycznia 2012

"Pensjonat" - Lois Battle


Owdowiała Josie Tatternall, bohaterka powieści Lois Battle „Pensjonat”, nie ma najlepszych kontaktów ze swoimi trzema córkami. Najstarsza, Cam, mieszka w Nowym Jorku i tak bardzo oddaliła się od rodziny, że nie tylko kontaktuje się sporadycznie, tylko w restauracji, nigdy we własnym mieszkaniu, ale nie bywa w domu na święta. Lila to żona świeżo upieczonego polityka, matka dwojga dorastających, zepsutych dzieci, sfrustrowana średnia córka, która za wszelką cenę stara się być „dobrą dziewczyną”, zawsze blisko matki i gotową na jej wezwanie. Najmłodsza, Evie, to pisząca felietony do gazety i uganiająca się za mężczyznami pustogłowa kokietka. Czy bohaterkom „Pensjonatu” Lois Battle uda się w pogodzić przy świątecznym stole, pozostawić za sobą dzielące je różnice i odbudować łączącą je kiedyś więź?
Więcej tutaj!

piątek, 30 grudnia 2011

A w Wigilię przyjdzie Niedźwiedź - Janosch


Moja pierwsza tegoroczna lektura świąteczna (będzie jeszcze jedna najmniej ;) ).

Książeczka ta to kalendarz adwentowy. Każda opowiastka ma konkretną datę i tak właśnie ją czytaliśmy (no dobra, ze dwa razy zdarzyło się, że musieliśmy "nadganiać").

Niektórzy pewnie dobrze znają Janoscha i jego opowiastki o Misiu, Tygrysku, Mai Papai i innych postaciach. Ja za dobrze ich nie znam, jestem w trakcie jeszcze jednej jego książki "Na pociechę coś pysznego". Co mogę więc powiedzieć? Hmm, nie do końca trafia do mnie absurdalny nieco humor.

I choć w tym nietypowym trochę kalendarzu adwentowym występują pewne ważne rzeczy i przekazywane są dobre wartości - przyjaźni, pomocy bliźnim, to są i takie, które chyba nie powinny znaleźć się w książce dla dzieci. Jakie? A choćby historyjka uwodziciela kota Mikesza, który w poszukiwaniu ciepłego kąta na zimę, zostawił swoje trzy (!) żony i wprosił się do Cioci Gąski, z którą "żył jak mąż z żoną". Jestem tolerancyjna i wyrozumiała, ale przyznam, że mnie trochę zamurowało, na szczęście dziecko moje jakoś mało zwróciło na to uwagę.

To, co mi się podobało, to niektóre urywki, np. o tym, jak nadleśniczy Polanko pomaga Wenclowi Wenclowi albo historia Rozalki Patrzałek, która choć smutna, podana została w taki normalny sposób, łatwo przyswajalny dla dziecka.

W związku z tym wszystkim sama nie wiem, czy polecać czy nie? Jeśli ktoś zna i lubi te opowiastki pewnie polecać nie muszę, a jeśli nie, to chyba nie jest to najlepsza książka na początek przygody z Misiem i Tygryskiem (ta druga, którą czytam jest już znacznie lepsza). Zdecydujcie sami!

czwartek, 29 grudnia 2011

„Bożonarodzeniowe opowieści niezwykłe” - Karen Kingsbury

    „Kiedy już siedział za kierownicą, bezpiecznie ukryty przed wzrokiem postronnych, wreszcie mógł pozwolić płynąć łzom. Czuł, że nigdy nie zapomni tego, co właśnie się na jego oczach wydarzyło. Jako policjant, niemal codziennie miał do czynienia z przemocą i gwałtem. Tej nocy jednak ktoś przypomniał mu, że dobro i miłość naprawdę istnieją.”*

    Święta Bożego Narodzenia to czas kiedy człowiek staje się lepszy, czujniej się rozgląda, jest bardziej skory do pomocy, no bo w ten czas nikt nie powinien być sam smutny czy też głodny. Ale Boże Narodzenie to też wiara w to, że jeśli bardzo czegoś pragniemy i usilnie się modlimy może zdarzyć się cud. Bo to czas w którym to jest najbardziej prawdopodobne.

    „Bożonarodzeniowe opowieści niezwykłe” jest zbiorem jedenastu opowiadań mówiących o tym co tak naprawdę jest ważne w święta, o wierze i cudach. O tym co najważniejsze. Opowiadania są różne, jedne mówią o tym, że zawsze możemy spotkać kogoś kto nam pomoże, nawet gdy czujemy, że sytuacja jest już beznadziejna. A pomoc przychodzi od osób, których mogłaby nie obejść sytuacja potrzebującego (Pomocna dłoń). Inne z kolei mówi o niepodważalnym cudzie. W szpitalu leży młody mężczyzna, który umiera, cała rodzina modli się by przeżył, gdy dowiaduje się tym sąsiadka staruszka mówi rodzinie, że Bóg zabierze ją zamiast mężczyzny i... tak się dzieje (Najcudowniejszy czas w roku). „Podarunek Jessiki” jest historią w której sześcioletnia dziewczynka próbuje sprawić by jej rodzice na nowo się w sobie zakochali, nie jest to takie proste, ale jeden gest, jedno zdarzenie może odmienić wszystko. Kolejna historia jest o chłopcu z niezwykle rozwiniętą wyobraźnią, pewnego dnia powiedział matce, że idzie do swojego idola. Kobieta zgadza się bo zawsze tak mówi i się zgadza. Gdy okazuje się, że poszedł naprawdę zaczyna poszukiwania, każda sekunda jest ważna... Gdy go odnajdują jest z kobietami, które w dziwny sposób po chwili znikają  (Świąteczne anioły).

    Wymieniłam tylko parę tytułów, ale wszystkie wywarły na mnie ogromne wrażenie... ponownie. Nie ma tu gorszych i lepszych opowiadań. Każde ma w sobie coś co porusza w czytelniku wszystkie możliwe uczucia. Ta książeczka pozwala się zatrzymać i pokazać, że oprócz choinki, karpia i prezentów liczą się też inne rzeczy.  „Bożonarodzeniowe opowieści niezwykłe” wywarły na mnie niesamowite wrażenie i z pewnością będę do nich wracać co roku gdyż jak każdy człowiek potrzebuję takiej dawki emocji aby uwierzyć jeszcze bardziej i sama się zatrzymać i pomyśleć.
    Ciekawie są tu przedstawione postacie. W każdym z opowiadań widać różne typy osobowości zmagające się z tym co niesie im los. Patrzymy jak na to reagują i sobie z tym radzą. W wielu przypadkach mają prawo się załamać, poddać, ale nie... oni walczą do końca.
    Opowiadania czyta się szybko i przyjemnie. Są pisane nieskomplikowanym językiem oraz z niesamowitą dawką emocji, których czytelnik nie może nie zauważyć. Po prostu magiczna...

*str. 12
Autor: Karen Kingsbury
Tytuł: Bożonarodzeniowe opowieści niezwykłe
Wydawnictwo: KDC
Rok wydania: 2002
Liczba stron: 79

środa, 28 grudnia 2011

William Wharton „Wieści”

Muszę przyznać, że głupio mi się zrobiło, kiedy zorientowałam się, że wyzwania jest bliżej koniec niż początek, a ja nie opublikowałam jeszcze żadnej recenzji. Dlatego dziś będziecie mogli przeczytać recenzję książki, którą przeczytałam w zeszłym roku, a która na zawsze pozostanie w mojej pamięci. To dzięki niej zaczęłam chwytać za pozycje Pana Whartona.  

Wyd. Zysk- S-ka,
Poznań 1995, 251 stron
Ocena: 9/10 Niecodzienna


Na mojej drodze , wyłącznie dzięki wyzwaniu Znalezione pod choinką stanął William Wharton, kolejny wspaniały twórca literatury współczesnej. Autor nie tworzył pod swoim nazwiskiem, lecz pod pseudonimem. Książki tegoż pisarza – powieści obyczajowo- psychologiczne - różnią się od wielu innych, gdyż ich bohaterem jest alter ego pisarza, czyli druga tożsamością, druga osobowość wewnątrz tej samej osoby. W swoich powieściach Wharton przekazywał filozofię życiową – według niego powinniśmy wykorzystać każdą chwilę do ostatniej kropli. Co do dorobku literackiego autora, to jedna z jego najsłynniejszych powieści – „Ptasiek” została zekranizowana i równie entuzjastycznie przyjęta przez odbiorców jak sama książka. Pisarza należy także kojarzyć z książką „Tato” czy „W księżycową jasną noc” . Mimo nieprzychylności krytyków autor jest bardzo lubiany w Polsce a jego powieści zawsze były na listach bestsellerów.

Popularna powieść Whartona, jaką są „Wieśći” opowiada o kilku dniach w czasie Świąt Bożego Narodzenia, które Will i Loretta z synem Benem spędzają, jak co roku, w starym młynie pięknie położonym w dolinie Morvandeon we Francji.  Na święta przyjeżdża również dawno nie widziana trójka najstarszych dzieci. Za pomocą gałązek ostrokrzewu, choinki i bożonarodzeniowych pierników Will próbuje wyczarować magiczną atmosferę Świąt, jednak w sercu wciąż czuje niepokój. Nie jest pewien czy znów odnajdzie przy stole tą samą, co rokrocznie radość mimo, że jego małżeństwo przechodzi kryzys. Whorton ukazuje w książce problemy rodzinne, które mogłyby dotyczyć każdego z nas.           

Po przeczytaniu pozycji nie mogłam ochłonąć, gdyż autor naprawdę postarał się, Ukazał nam rodzinę, która utożsamiała każdego z nas i pokazał, że nawet w najpiękniejszy dzień roku, jakim są Święta Bożego Narodzenia, mogą trapić nas zmartwienia dnia codziennego. Właśnie to najbardziej mnie poruszyło. Wharton nie ukazuje nam nierzeczywistych stworzeń, czy tworów ludzkiej wyobraźni. Czarno na białym „tacy jak my” pozwalają nam z chęcią chwycić za książkę. Rzeczywiści bohaterowie, tworzący świat przedstawiony pomagają nam z prędkością światła przejść przez lekturę.

Kolejną rzeczą, jaką ujął mnie autor jest motyw zdrady, który pojawia się w powieści. Will i Loretta mogliby wydawać się idealnym małżeństwem – są ze sobą od 30 lat. Dla mnie niemożliwością wydawała się zdrada po tak długim czasie bycia razem. Jednak w każdym związku następuje kryzys, co nie oznacza, że to koniec wielkiej miłości i trzeba od siebie odejść. Zdrada to próba. Tak jak możemy przeczytać w wypowiedzi internautki : „ Czasem zdrada coś kończy…rozpada się jedność jak opuszczone szkło. Nie da się poskładać do kupy zdradzonego szczęścia. Nigdy już nie będzie tak samo, żal pozostanie na zawsze, jak wbity w serce nóż a wspomnienia powrócą przy każdej sprzeczce. Dlatego trzeba wybaczyć (…) ” zawsze jednak musimy pamiętać o tym, że wystarczy wybaczyć i dać szansę drugiej osobie. Wiem, że jestem jeszcze młoda, nie doświadczyłam nigdy zdrady i niektórzy mogą się nie zgadzać z moimi powyższymi rozważaniami.  Mimo to myślę, że jeśli się kogoś naprawdę kocha, jeśli się mu przyrzeka słowami przysięgi małżeńskiej : „ ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to że Cię nie opuszczę aż do śmierci.”  Powinno się też umieć komuś wybaczyć. Z pewnością nie jest to łatwe, gdyż osoba ta, zdradzając nas ogromnie rani. Wspomnienie to pozostaje na wiele lat. Jednak myślę, że nie równa się ono z w tymi wszystkim dobrymi chwilami, które przeżyło się razem. Choć jestem za wybaczaniem niewierności ( oczywiście jeśli to nie powtarza się notorycznie) muszę przyznać, że nie wiem jak postąpiłabym w takowej sytuacji. Ale miejmy nadzieję, że nie będę musiała się borykać z takimi problemami ;)   

Powieść, która przekazuje nam wiele wartościowych rzeczy, pisana jest prostym i lekkim językiem, dlatego książkę czyta się szybko i z uśmiechem na ustach. Wharton szczególnie ujął mnie podział rozdziałów ( z pewnością nie zdradzę wam co i jak – musicie zobaczyć to sami ;D ). Oczywistością jest to, że mam również swój ulubiony rozdział. Jest nim część powieści, w której nie mówi tylko narrator, ale wszyscy bohaterowie opisują swoje przeżycia związane z wydarzeniami mającymi miejsce w ich życiu.  Myślę, że autor chciałam nam pokazać w ten sposób, że każdy odbiera inaczej sytuacje, które mają miejsce w naszym żywocie. Myślę, że tym samym uświadomił nas, że częste nieporozumienia zawdzięczamy różnemu rozumieniu prawdy przez każdego człowieka. Pisarz ukazuje nam przez swoje dzieło jedną wielu filozofii życiowych.

Wiele miejsca w mojej recenzji poświęciłam moim odczucia ogólnym na temat owej pozycji, jednak należy jeszcze wspomnieć o fenomenalnych bohaterach, którzy wzajemnie się dopełniają.  Najbardziej moją uwagę skupiła Loretta i Will, którzy mimo iż byli małżeństwem, diametralnie się różnili. Loretta- pozornie spokojna nauczycielka, a zarazem wesoła i pełna życiowego spokoju kobieta. Will – niepoprawny filozof, myśliciel, z którym niewiele osób wytrzymałoby. Szczególnie podziwiam Lorettę, która, mimo specyficznego zachowania swojego męża, wytrzymuje z nich już od 30 lat. Will zdobył zaś moje uznanie swoją zimną krwią w podbramkowych sytuacjach. Bardzo polubiłam też Bena, choć początkowo wydawał mi się nadętym, zadumanym w swoich sprawach nastolatkiem. 

Podsumowując stwierdzam, że William Wharton wykonał kawał dobrej roboty pisząc ową książkę.  Powieść mogę polecić każdemu, kto chce uciec od własnych problemów, odpocząć. Będzie idealna, aby rozważyć to i owo, jak również zrelaksować się po ciężkich dniach minionego tygodnia. Więc tak jak mówił Zafon : „Istniejemy, póki ktoś o nas pamięta.”  tak długo również będzie istnieć pamięć o danym autorze i jego dziele, dopóki my będziemy o nim pamiętać. Dlatego nie zapomnijmy o Whartonie i jego niezwykłych powieściach….

RECENZJĘ znajdziecie również TU ;)

"Wigilie polskie - Adam Mickiewicz", Barbara Wachowicz


"Wigilie polskie" zapowiadały się początkowo równie atrakcyjnie jak wycieczka zakładowa do Huty Katowice. Na początek bowiem Autorka zasypuje nas wspomnieniami ze swoich Wigilii lat dziecinnych, a chwilę później serwuje nam krótka historię kolędy polskiej. We wspomnienia, choć pełne uroku, ciężko mi było się wczuć, kolęd natomiast lepiej słuchać (a jeszcze lepiej śpiewać), niż je czytać. Choć i w tej dziedzinie trafiły się ciekawostki, jak ptasie kolędy Stanisława Herakliusza Lubomirskiego (czasy Sobieskiego), bożonarodzeniowe hymny Kochanowskiego (okazały się zbyt monumentalne, żeby zawędrować pod strzechy - ostatecznie kto chciałby śpiewać monumentalną kolędę?), jak również fakt, że większość aktualnie najpopularniejszych pieśni bożonarodzeniowych na początku XIX wieku uważana była za ... niepoważną i nie była zalecana w liturgii.
Wszystko się zmieniło, gdy dobrnęłam wreszcie do części mickiewiczowskiej. Wigilia dla naszego wieszcza była szczególną datą, gdyż, jak może niektórzy pamiętają, był on łaskaw tego dnia przyjść na świat, w dodatku rodzice nadali mu imię Adama (imieniny 24/12), więc poeta do końca życia był skazany na łączenie uroczystości.
Często zdarzało się zatem, że 24/12 był nie tylko okazją dla jego rodziny i znajomych nie tylko do świętowania wigilii Narodzenia Pańskiego, ale także fetowania samego Adama.
Z większości tych spotkań, przynajmniej od czasów studenckich, zachował się bogaty materiał wspomnieniowy. Barbara Wachowicz miała więc sporo okazji, aby zaprosić nas na spacer śladami Adama Mickiewicza... od Wigilii do Wigilii.
Wiele z tych spotkań trafiło na karty literatury w tym najsłynniejsze: wigilia 1823 (w "celi Konrada"), utrwalona na kartach trzeciej części "Dziadów" oraz feta na cześć Mickiewicza z 1840, której echa znajdziemy u Słowackiego w "Beniowskim".
Najciekawsze było jednak samo życie Mickiewicza - charyzmatycznego młodego człowieka chronionego przed życiowymi przykrościami przez jego talent poetycki (i ludzi, którzy potrafili go docenić). Jak już nawet wyrok za konspirację - to dzięki solidarnej postawie kolegów - z rekordowo niskim wyrokiem. Zesłanie - nie na Syberii, a na Krymie, zresztą dzięki wsparciu rosyjskich arystokratów (również wielbicieli jego poezji) dość szybko zakończone. Z łatwością odnajdywał się w wyższych sferach (których przychylność miała jednak swoje granice, żaden z wysoko ustosunkowanych nie chciał wydać za niego swojej córki). Fanek miał pewnie nie mniej niż współczesny celebryta, w dodatku wiele z nich okazywało swój zachwyt w sposób czynny. Nawet to, że nie spieszył się do Powstania Listopadowego jakoś mu wybaczono, wielu uważało, że szkoda by było, gdyby taki talent padł od zabłąkanej kuli.
A do tego w regularnych odstępach czasu wypluwał kolejne arcydzieło.
I nagle ta złota passa się skończyła. Nie wiadomo, czy przyczyniły się do tego troski rodzinne, czy może toksyczna fascynacja Towiańskim, w każdym razie "wiek męski- wiek klęski" stał się faktem i wieszcz używał pióra co najwyżej do napisania kolejnego artykułu bądź wykładu.
Ciekawe, czy jest jakieś wyjaśnienia, dlaczego tak a nie inaczej potoczyły się losy wieszcza na drogach literatury?
"Wigilie Polskie" maję jednak także trzecie dno. Zza historii pewnego poety wyłania się los całego pokolenia, pierwszego wychowanego (a często i urodzonego) pod zaborami, pierwszego z licznych "straconych pokoleń". Brak własnego państwa dramatycznie ograniczył ich możliwości życiowe. Próby niezależnej aktywności często kończyły się zesłaniem, przedwczesną śmiercią, konfiskatami, przymusową emigracją. Jeśli kariera, to raczej za granica (Domeyko).
Nie mogę wyjść z podziwu, że po ponad stu latach takiej obróbki, nad Wisłą jeszcze ktokolwiek mówi po polsku.

Polecam tę nietypową świąteczną lekturę.

Czas zamknąć pewien etap...


Marcie wiedziała, że Bobby nigdy nie wróci do zdrowia. Liczyła się z najgorszym, oczekiwała, że śmierć będzie wybawieniem, przynajmniej dla niego. Miała nadzieję, że ona sama wyjdzie ze stanu zawieszenia, w którym trwała przez ostatnie lata, zacznie nowy etap w życiu. Miała dopiero dwadzieścia siedem lat i mnóstwo możliwości przed sobą: mogła się kształcić, podróżować, poznawać nowych ludzi.

Autor: Robyn Carr
Wydawnictwo: Harlequin / Mira
Wydano: listopad 2011
Pierwsze wydanie: 2008
stron : 272
seria: Powieść obyczajowa
oprawa: miękka

Czy tęsknię za zimą? Raczej nie. Jednak lubię książki z klimatem i cudownymi okładkami o ciekawej i interesującej scenerii. Tak właśnie jest z najnowszą powieścią Robyn Carr, z której książkami nigdy wcześniej nie miałam przyjemności się zapoznać. "Pożegnanie z przeszłością" ma właśnie taką klimatyczną i o zimowej scenerii okładkę. Widok zimy nie przeraża, wręcz przeciwnie ma się jakąś dziwną chęć na to, by odwiedzić tę chatkę pośród drzew, gdzieś z dala od miasta, a to wszystko obsypane białym puchem...
Robyn Carr stworzyła nie tylko wspaniałe widoki, piękne miejsca czy świąteczną atmosferę, ale przede wszystkim stworzyła bardzo realistyczne postaci.

Więcej na BLOGU-KLIK

wtorek, 27 grudnia 2011

„Zdążyć przed pierwszą gwiazdką” - Katarzyna Grochola

    „Marzenia są po to, żeby je spełniać.”*

    Książeczka z tytułem, który może zmylić czytelnika. Przedstawia obraz trzech kobiet w różnych sytuacjach ich  życia.

    Trzy kobiety i trzy historie. Pierwsza zatytułowana właśnie „Zdążyć przed pierwszą gwiazdką” mówi o Natalii, która w dzieciństwie patrzyła na rozpad małżeństwa jej rodziców. Od tej pory zgorzkniała matka wpajała jej, że mężczyźni zawsze kłamią i są samym złem. Dziewczynka słysząc dzień w dzień takie słowa z czasem przestała ufać mężczyzną. Gdy już dorosła była samotna, pewnego dnia tuż przed Wigilią zaczęła myśleć o tym co było i ile prawdy było w słowach matki, naprawdę każdy mężczyzna jest taki sam? A może sąsiad, ten sąsiad jest inny?
    „On jeszcze nie wie, że mnie kocha” mówi o kobiecie porzuconej. Właśnie odchodzi od niej ukochany, a ona nie wie czemu. Nie rozumie jego zachowania ani tego czemu rozpadł się jej idealny związek. Zaczyna obwiniać siebie,  że za mało się starała, nie dbała o siebie ani o niego. Postanawia na niego czekać ile będzie trzeba, nawet do końca życia... Przecież kiedyś musi zrozumieć, że ją kocha... prawda?
    „Scarlett O’Hara z Pilawki Górnej” zaś jest o Zofii, która została potrącona na drodze przez Roberta, który odwozi ją do szpitala i z jakiś powodów nie potrafi jej zostawić. Gdy ona jest w śpiączce siedzi przy niej i nawet jedzie do jej miejscowości by dowiedzieć się czegoś o niej, a gdy wraca opowiada jej czego się dowiedział. Gdy dziewczyna się budzi czuje się niepotrzebny i odchodzi... Jednak przez ten czas coś się stało, zakochał się w dziewczynie. Podda się czy zawalczy?

    Mam mieszane uczucia co do tej książeczki. Gdybym wiedziała jaka jest jej zawartość to z pewnością nie sięgnęła bym po nią w czasie świąt. Spodziewałam się czegoś wesołego z wątkiem miłosnym czy coś w tym stylu, a dostałam coś co napawa melancholią i zmusza do przemyśleń. Co prawda pierwsze opowiadanie dzieje się w czasie świąt, ale głównym tematem są uczucia kobiet w ważnych momentach ich życia. Pokaz tego jaki wpływ mają na nie bliscy, zdarzenia oraz inne czynniki. Każde z trzech nowelek czegoś uczy. Pierwsze pokazuje, że czasem warto zaufać i nie zawsze trzeba robić co wpajają nam rodzice, drugie pokazuje psychikę kobiety porzuconej, trzecie zamówi y się nie poddawać i walczyć o szczęście.
    Postacie właściwie już zostały opisane i nie ma tu nic do dodania. Kobiety, które muszą poradzić sobie z tym co niesie im los. W „On jeszcze nie wie, że mnie kocha" jest bardzo ciekawy obraz kobiety porzuconej...
    Książki Grocholi lubię bardzo, ale ta jakoś mnie nie zachwyciła specjalnie, jednak dała do myślenia. Polecam fanom tejże pisarki.

*str. 93
Autor: Katarzyna Grochola
Tytuł: Zdążyć przed pierwszą gwiazdką
Wydawnictwo: Agora SA
Rok wydania: 2002
Liczba stron: 95

Stokrotkowy zawrót głowy

Dopiero w te święta przeczytałam hit ubiegłego sezonu „Stokrotki w śniegu” Richarda Paula Evansa. Książkę, której autor deklaruje: „zapragnąłem napisać prawdziwie bożonarodzeniową opowieść o odkupieniu.” Jego wzorem (choć niedoścignionym) była „Wigilijna Opowieść” Charlesa Dickensa, którą podobno ogląda co roku w wykonaniu lokalnego teatru, a która zawsze pozwala mu poczuć ducha Bożego Narodzenia. Choć zawiedziona tą lekturą z jednym punktem przedmowy do czytelnika zgadzam się zupełnie, autor napisał baśń, której akcja zahacza o święta.

Na moje wrażenia z lektury zapraszam do Słowiarni.

"Najgłupszy anioł" Christopher Moore

tytuł oryginału: Stupidest Angel
tłumaczenie: Jacek Drewnowski
wydawnictwo: MAG
data wydania: listopad 2006 (data przybliżona)
liczba stron: 284
ocena: 5/6

opis:
"Do Bożego Narodzenia został dzień (dobra, powiedzmy, że prawie tydzień) i w całym maleńkim miasteczku Pine Cove w Kalifornii mieszkańcy pochłonięci są kupowaniem, zawijaniem, pakowaniem i, ogólnie rzecz biorąc, wczuwaniem się w świąteczny nastrój. Ale nie wszyscy odczuwają tę radość. Mały Joshua Barker rozpaczliwie potrzebuje świątecznego cudu. Nie, nie leży na łożu śmierci; nie, nie zaginął mu pies. Ale Josh jest przekonany, że widział, jak Mikołaj obrywa łopatą po łbie i teraz nasz siedmiolatek modli się tylko o jedno: proszę, Mikołaju, powstań z martwych. Ale moment! Gdzieś w powietrzu czai się anioł. (W powietrzu, łapiecie) To nie kto inny, jak archanioł Razjel, który zstąpił na Ziemię w poszukiwaniu dziecka, którego życzenie należy spełnić. Niestety, nasz anioł nie należy do tych, których aureola świeci najjaśniej. W mgnieniu oka zawali swoją świętą misję i ześle na mieszkańców Pine Cove bożonarodzeniowy chaos, którego kulminacją stanie się najśmieszniejsze i najstraszniejsze świąteczne przyjęcie, jakie miasteczko widziało."


To moje pierwsze spotkanie z twórczością Christophera Moore'a. Co mi się od razu rzuciło w oczy- Moore ma proste, ale ładne okładki. Zapewne wszystkie jego książki zgromadzone w biblioteczce cieszą oko ;)

Może się i tak zdarzyć, że święta Bożego Narodzenia Was nudzą. O tak, niektórzy nie czują "magii świąt". Zatem czy nudzicie się na rodzinnych spotkaniach? Przejadła Wam się ta lukrowa atmosfera? Te grzeczności? Te książki o tym jak to najgorszy drań się nawraca? Filmy o szczęśliwych rodzinkach? 
Jeśli, więc chcecie "odetchnąć" od spokojnych, normalnych świąt musicie sięgnąć po książkę Moore'a.

Jeśli ktokolwiek nawet pomimo tytułu spodziewał się w miarę normalnej książki traktującej o świętach- nic bardziej mylnego! Święta w Najgłupszym aniele są zwariowane! W żadnym razie nie można tu mówić o normalności skoro już w pierwszej scenie miejscowy drań okłada workiem lodu pomocnicę Mikołaja z Armii Zbawienia, która jest jego byłą żoną... A dalej jest jeszcze lepiej... Nie będę wymieniać tu wszystkich tych dziwnych postaci czy zdarzeń, najlepiej jeśli dacie się zaskoczyć.

Jak widzicie nie zaczyna się niewinnie i spokojnie, nie kończy się także grzecznie. Książka wciąga od pierwszych stron, czyta się szybko, a fabuła co i rusz się zapętla. Jakby tego było mało całą sytuację jeszcze bardziej komplikuje nasz tytułowy bohater, archanioł Razjel, który robi całkiem spore zamieszanie...

Postać anioła w tej książce bardzo mi się spodobała. Pozostali bohaterowie są trochę szablonowi, ale mamy tu całkiem niezły misz-masz dzięki czemu nie zwraca się na to takiej uwagi. Natomiast archanioł jest bardzo oryginalny. Trochę głupkowaty, ale uroczy ;) Nie spotkałam się jeszcze z taką postacią anioła w żadnej powieści i tu duży plus dla autora.

Polecam tę książkę, szczególnie dla tych znudzonych świętami ;) Ale nie tylko dla nich, również dla tych, którzy chcą poprawić sobie humor. Jeśli kogoś zdziwi to natężenie szaleństwa, mam dla niego jedno słowo- Kalifornia. I już nic tłumaczyć nie trzeba :D (jak to mówią: Kraina czubków i owoców :P)

Ironią losu jest to, że w książce ośmieszającej święta Bożego Narodzenia poczułam więcej klimatu świąt niż w ostatnio przeczytanym Bożym Narodzeniu w Lost River :P

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Opowieść wigilijna Charles Dickens

Przeczytałam dwa tygodnie przed świętami. Chyba troszkę za wcześnie.
Nie ma chyba osoby, która nie znałaby opowieści o skąpym kupcu Ebenezerze Scroogu i jego przemianie w czasie nocy wigilijnej.
Scrooge jest samotnikiem, nie lubi ludzi, nie lubi świąt i dba jedynie o pomnażanie majątku. Nie rozumie, o co chodzi z tym całym zamieszaniem spowodowanym świętami, to tylko kolejny dzień, w którym ludzie robią sobie wolne, aby nie iść do pracy. W noc wigilijną przychodzi do niego duch, jego zmarłego wspólnika Marleya. Chcąc przestrzec Scrooga przed losem, jaki spotyka ludzi, którzy nie okazywali serca bliźnim zapowiada wizytę trzech duchów; przeszłych, teraźniejszych i przyszłych Świąt Bożego Narodzenia. Scrooge początkowo nieufny z czasem zaczyna rozumieć, jaka czeka go przyszłość, jeśli nie zmieni swojego postępowania.
Opowieść wigilijna to taka bajka-przypowiastka, którą najlepiej czytać w czasie Świąt Bożego Narodzenia. Nie wiem, czy lektura tej książeczki w innym czasie potrafi wywołać takie wzruszenie, jakie wywołuje w tym szczególnym okresie. Nie wiem, czy czytana latem, na gorącym piasku potrafiłaby wywołać podobne wzruszenia i podobne refleksje nad własnym stosunkiem do Świąt i do życia.
Dlatego polecam, właśnie w tym szczególnym okresie.
Mnie się podobało, ale nie jest to lektura, do której chciałabym wracać.
Na pewno znacie filmowe adaptacje, ale nie wiem, czy wiecie, że na jej podstawie powstał też musical "Scrooge"- całkiem udany.

niedziela, 25 grudnia 2011

"Boże Narodzenie w Lost River" Fannie Flagg

tytuł oryginału: Redbird Christmas
tłumaczenie: Anna Kołyszko
wydawnictwo: Reader's Digest
data wydania: 2006 (data przybliżona)
liczba stron: 102
ocena: 2/6
opis:
"Oswald T. Campbell ze względu na zły stan zdrowia musi opuścić Chicago i przenieść się w cieplejsze okolice. Nie stać go na Florydę ani Kalifornię. W grę wchodzi jedynie wyjazd do Lost River w stanie Alabama. I choć miasteczko jest zabitą deskami dziurą, a jego mieszkańcy to banda ekscentryków, Oswald znajduje tam wszystko, czego dotąd brakowało mu w życiu."


Z twórczością Fannie Flagg spotkałam się wcześniej czytając Smażone zielone pomidory. Książka niezbyt przypadła mi do gustu, ale miała szczególny klimat. Po kolejnej powieści jej autorki wiem już dlaczego nieszczególnie lubię jej dzieła: to takie przyjemne opowiastki o niczym. Pewnie polubię je dopiero za jakieś 30-40 lat :P
Póki co jednak niespecjalnie na mnie działają, nie wzruszają mnie. Wprawdzie czytałam okrojoną o ponad połowę wersję Reader's Digest, ale wątpię, żebym wiele straciła. Może jedynie końcówka nie była taka "pospieszna" i ogólnikowa. 
Książka ma klimat z rodzaju tych jakie można spotkać w Smażonych zielonych pomidorach, ale niestety klimatu świąt ani trochę nie poczułam.
 
Niewiele mogę napisać na temat Bożego Narodzenia w Lost River. Może tyle, że jakimś dziwnym trafem wyobraziłam sobie historię osadzoną w jakiejś wiejskiej posiadłości/domku w górach, może jakiś romans, może zwykła obyczajówka, a wszystko to okraszone przyjemną świąteczną atmosferą i oprószone śniegiem. Co otrzymałam? Opowieść o starszym panu, małej dziewczynce i mieszkańcach niewielkiego miasteczka w stanie Alabama. A wszystko okraszone... Rzeką bogatą w faunę nadwodną i podwodną oraz upały...
Co mnie bardzo zdenerwowało to fabuła prosta jak drut (ŻADNYCH przeciwności losu, wszystko idzie tak jak sobie bohaterowie wymarzą) i zakończenie mdłe, ckliwe i do bólu naiwne. Przez chwilę myślałam, że to jakiś żart. A może ja nie jestem za młoda tylko za stara na takie opowiastki?

Nie chcę zniechęcać do tej książki. Mnie się nie spodobała, ale może komuś szczególnie przypadnie do gustu. W sumie warto sprawdzić, bo książeczka jest niewielkich rozmiarów.

piątek, 23 grudnia 2011

Nasze polskie wigilie w opowiadaniach


Nasze polskie, tradycyjne święta... Pachnące barszczem, karpiem, makowcem, chlebem... Takie spokojne, rodzinne, magiczne. Wigilijny stół, rozświetlony blaskiem świec i choinki... Dzieci - biegające wokół prezentów, chichoczące po kątach... Czy to wszystko można zamknąć w książce? Można...
Nasze polskie wigilie to zbiór opowiadań, któremu udało się uniknąć doszukiwania się problemów tam, gdzie nich nie ma – to wspaniała skarbnica historii, które ukazują nasze polskie zwyczaje, tradycyjne, pachnące święta w gronie najbliższych, często będące powodem do refleksji i zadumy. Czytając te opowiadania, w nasze serca wlewa się nadzieja i radość świąt – właśnie za to przyznaję tej pozycji pierwsze miejsce. Poznając naszych rodzimych autorów w końcu mogę poczuć magiczny klimat polskiej wigilii w literaturze! Opowiadania są zróżnicowane, nie wszystkie muszą być pogodne – ale znajdujemy w nich spokój, urok świąt i piękno naszej polskiej zimy, którą tak bardzo kocham… Polecam gorąco czytanie tej książki w grudniu. Gwarantuję, że od razu zachce się wam stroić dom i pichcić w kuchni. BRAWO dla redaktorów zbioru za wybór tak świetnych, klimatycznych opowieści.
Kto zaszczycił nas obecnością? Lista autorów jest długa, natykamy się między innymi na Wojciecha Cejrowskiego, któremu udało się zagrać na czułych strunach:
Kilka lat temu mieszkałem w bloku, gdzie większość stanowili ludzie w podeszłym wieku. Wielu z nich samotnych, owdowiałych. (…) W przedświąteczną niedzielę za pozwoleniem proboszcza powiedziałem z ambony kilka słów – takie moje skromne kazanko. I stało się: następnego dnia na klatce bloku, w którym mieszkałem widzę kartkę:
Sąsiedzie, jeżeli masz spędzić Wigilię samotnie – zapraszam do siebie, o godzinie 19. Przynieś, co tam masz uszykowane, albo nie przynoś nic, jeśli nie masz. Siądziemy razem, podzielimy się opłatkiem, pośpiewamy, pogadamy. Podpisano: Jadwiga, spod numeru 19.
(…) Sprawcie, by pusty talerz przy Waszym stole nie stał pusty – niech się wypełni treścią. (…) Sprawcie cud.
Nie wiem, czy Cejrowski przeżył tą historię, czy zasłyszał, czy wymyślił, ale jest to piękne świadectwo i wzruszający pomysł.
Zachwyciła mnie także Małgorzata Kalicińska, swoim opowiadaniem Wracam do mamy Nie czytałam nic, co rozgrywało się nad rozlewiskiem, ale w świątecznym opowiadaniu czuję chłód polskiej zimy na wsi, kiedy wszystko jest białe, spokojne, uśpione i tak radosne. Bohaterka wsiada w pociąg, by spędzić święta tam, gdzie jest najlepiej – u mamy. Ach, to wspomnienie dzieciństwa, które budzi się w nas w każde Boże Narodzenie:
Zobaczyłam zza krętu światła naszego domu. Zawsze jak go widzę, drżę z radości. Mój dom dzieciństwa. Moja, niegdyś bezpieczna arka! Jakoś mi ulżyło…
I tak bohaterka budzi się rano we własnym pokoju, piecze pyszności na święta, tradycyjny, polski chleb. Ten dom PACHNIE, ma w sobie magię świąt, która obezwładnia i odbiera nam troski:
 - Mamo, a choinkę mamy?
(…)
W lesie leży śnieg, taki czysty, nietknięty. Jest już tak… popołudniowo.
(…)
Hanka z mamą ubierają choinkę. No, jasne. Do sylwestra będzie ubrana na biało. Trzydziestego pierwszego mama przebierze ją na kolorowo i tak postoi jeszcze dwa tygodnie.
Być może to tylko moja przypadłość, ale z wiekiem staję się w święta coraz bardziej sentymentalna i tradycyjna. Kiedyś wolałam amerykańskie piosenki od kolęd, dzisiaj odwrotnie. Mimo wszystko jestem taka, jak mama i święta też muszą być takie, jak mama… Właśnie to znajduję w zbiorze opowiadań Nasze polskie wigilie. Obowiązkowa lektura w grudniu, przystanek w biegu, aby przypomnieć sobie – po co one właściwie są?