Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uczestnik - nutta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uczestnik - nutta. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 grudnia 2013

Niech się panu darzy


Tytułowa nowela w zbiorze trzech krótkich forma prozatorskich Antoniego Libery nawiązuje do tematyki postaw wobec świąt, odczuwania nastroju Wigilii.

"Nie lubił świąt. Żadnych. Ani religijnych, ani państwowych.(...) Brakowało mu poczucia przynależności do jakiejkolwiek wspólnoty." To efekt postawy nowoczesnych rodziców, którzy, dokonawszy świadomych wyborów przed wojną, nie potrafili odnaleźć się w nowej powojennej rzeczywistości i swój niepokój oraz postawę outsiderów przekazali synowi. "Nowe święta państwowe budziły wstręt i pogardę. Zniesione stare wywoływały wprawdzie sentyment, ale nie do tego stopnia, by je po kryjomu kultywować. Boże Narodzenie, Wielkanoc i Zaduszki obchodzili bez wiary, jedynie na znak sprzeciwu, jako manifestację dystansu do ludowego państwa." Cały ceremoniał pełen obłudy ze strony rodziców odczuwany przez syna pozostawia ślad, który będzie wracał zawsze 24. grudnia.

Wspomnienia Wigilii to świadomość, iż w domu rodzinnym było inaczej niż w innych. "Zamiast choinki z bombkami, świeczkami i srebrną gwiazdą na czubku, na stole stał wazon z kilkoma gałązkami jedliny, na których wisiało kilka koślawych ozdóbek z papieru. Zamiast sutej kolacji, pełnej przysmaków i słodyczy, do której zasiadała rozbudowana rodzina, jadło się we troje (bo rodziny nie było) tak zwany późny obiad, który niewiele różnił się od codziennego posiłku. (...)Zamiast sterty pakunków, piętrzących się pod drzewkiem, i kogoś przebranego za Mikołaja były na ogół dwa, trzy drobiazgi opakowane w szary papier, przynoszone z drugiego pokoju i wręczane ze smutnym uśmiechem po kolacji." Mimo okresów buntu bohaterowi pozostała smutna przyjemność spacerów i obserwowania okien, ludzi podążających na Pasterkę.
Antoni Libera prowadzi narrację do zaskakującego epizodu, który przydarzy się w Amsterdamie już dojrzałemu mężczyźnie, który odniósł swój zawodowy sukces. Przypadkowe wykręcenie jakiegoś numeru połączy go z emigrantką z Polski w Betlejem. Rozmowa stanie się namiastką cudu, jakże ulotnego dla jednej ze stron. 

Nowela do odkrywania i podejmowania ocen wychowania, rozterek narratora, oczekiwania  na znak życia, może i uspokojenia wewnętrznego. Uniwersalny charakter noweli sprowadza się może również do niepokojów odczuwanych przez osoby niewierzące, niepraktykujące a jednak świętujące na swój sposób, do potrzeby mówienia o swoich postawach.
_________________________
Antoni Libera, Niech się panu darzy, Biblioteka "WIĘZI", Warszawa 2013.

niedziela, 22 grudnia 2013

Jazzując świątecznie



Diana Krall ma wyjątkowej barwy głos z tych, które nigdy się nie znudzą słuchaczom, doskonałe wyczucie rytmu instrumentów orkiestry jazzowej, z którą śpiewa, elegancję stylu prezentowania utworów. Wprawdzie piosenki świąteczne są znane od lat i trudno wnieść do ich wykonania coś nowego, to jednak Diana ze swojej płyty uczyniła mały spektakl. Nuty skoczne, swingujące, zachęcają niemal do radosnego tańca lub podrygiwania w pozycji siedzącej, ale są i te skłaniające do zadumy, takiej wyrażającej się wpatrywaniem w płonący ogień, punkt światła w zimowym mroku. Głos dominuje nad instrumentami lub wycofuje się, dając im możliwość występu na pierwszym planie, by momentami dawać znać o swojej obecności, a potem powrócić.

Aranżacja jazzowa piosenek bardzo mi się spodobała. Wprawdzie album jest już znany od 2005 roku, lecz wciąż warty uwagi w okolicach świąt Bożego Narodzenia. To taka przeciwwaga dla słodkiego Michaela Bublé.

środa, 18 grudnia 2013

Wojenna Wigilia na Syberii

Powieść Ruty Sepetys Szare śniegi Syberii nie jest książką wpisującą się całkowicie w radosny świąteczny nurt literatury, mimo że śniegu i mrozu w niej co niemiara. Historia losów wywiezionych przez Sowietów rodzin w czasie II wojny światowej przepojona jest bólem. W jednym z rozdziałów odnajdujemy dzień świętowania Wigilii, by pamiętać o dawnych czasach za którymi się nieustannie tęskni.

"Nadeszła Wigilia. Cały dzień rąbałam drewno. Para zamarzała mi w nozdrzach. Próbowałam zająć myśli wspominaniem Bożego Narodzenia w domu. Tego wieczoru nikt nie pochłaniał swojego przydziału chleba w kolejce. Przywitaliśmy się wszyscy i poszliśmy do chat. (...) Umyliśmy głowy w stopionym śniegu i wyczyściliśmy paznokcie. Mama upięła włosy i uszminkowała wargi. Wtarła także nieco czerwieni w moje policzki.(...)
-Wyciągnijmy zdjęcia rodzinne - zaproponował Jonas.
Wszyscy wpadli na ten sam pomysł. Wkrótce w chacie łysego mężczyzny zaroiło się od fotografii.(...)
Usiedliśmy na podłodze niczym wokół stołu. Na środku leżała biała tkanina ozdobiona przed każdą osobą sianem i gałązkami jodły. Jedno miejsce było puste. Palił się przed nim łojowy ogarek.(...)" Każdy przyniósł coś do jedzenia:ziemniak, ciastka kupione w wiosce,, czekolada, butelka wódki.
"Kilka godzin siedzieliśmy przy prowizorycznym stole i jedzeniu, śpiewając piosenki i kolędy. Po długich namowach Mama przekonała łysego, żeby odmówił hebrajską modlitwę Maoz Cur. Z jego głosu ulotnił się przekąs. Zamknął oczy i recytował z uczuciem.(...)
Wtem drzwi do baraku otwarły się z hukiem. Do środka wpadli enkawudziści z karabinami."

"W Boże Narodzenie dali nam popalić. Zataczałam się ze zmęczenia i braku snu. Kiedy wróciłam do chaty, ledwo trzymałam się na nogach. Uliuszka siedziała, wyciągając stopy ku palenisku i paląc papierosy. Mama podarowała jej na święta całą paczkę. Skąd je wzięła?(...)
Jonasz przyszedł razem z Andriusem.
- Wesołych świąt!"
____________
Ruta Sepetys, Szare śniegi Syberii /Between Shades of Grey, przeł. Joanna Bogunia i Dawid Juraszek, wyd. pierwsze, s. 328,  Nasza Księgarnia, Warszawa 2011.

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Jezu, śliczny kwiecie

Lubię kolędy sprzedawane z prasą w okresie przedświątecznym, gdyż wśród nich można odkryć prawdziwe perełki. Zazwyczaj są to nagrania już funkcjonujące na rynku fonograficznym, lecz teraz wydane ponownie z egzemplarzem czasopisma, które w ten sposób chce podarować czytelnikowi miłe chwile z muzyką i głosami wykonawców. Niektóre posłucha się tylko raz, ale z innymi można zaprzyjaźnić się na wiele lat.
Anielska okładka płyty Jezu, śliczny kwiecie już mi się spodobała, ale nie wiedziałam, czego oczekiwać od wykonawców, Braci Dominikanów. Z informacji wynikało, iż nagranie powstało w klasztorze oo. Dominikanów w Krakowie 12-13 lutego 2004 r. Zatem tylko inwestując w "Gościa Niedzielnego" 4,50 zł, mogłam posłuchać znanych i mniej znanych kolęd i pastorałek.
Mury klasztorne, w których skrywają się minione wieki, wydobywają to co najpiękniejsze w barwie głosów, a wielość instrumentów towarzyszy radości śpiewu solowego i zespołowego. Teksty znane to: Anioł pasterzom mówił, Gdy się Chrystus narodził, Gdy śliczna Panna zaaranżowane na nowe, lecz miłe dla ucha, nieudziwnione.
Piękna skandynawska Gaudete, a też i łacińska, tłumaczona na języki narodowe w wielu krajach Puer natus są oknami na świat chrześcijański, który wita narodzonego z radością i nadzieją, choć dziwi się ubóstwu i mroźnej zimie obecnej w tekstach europejskich. Słowa kolęd to wciąż powtarzana historia opowiedziana przez ewangelistów z położeniem nacisku na zrozumiałe ludzkie odczucia. Gdy król Herod królował łączy się z prośbą Pomaluśku, Józefie, by Szczęśliwa kolebko uradowała. O, Józefie, lecz i pełna szczęścia i humoru Jam jest dudka cieszą słuchacza płyty. Zaś tytułowa Jezu, śliczny kwiecie kończy się prośbą:
O Jezu kochany nam z nieba zesłany,
Przez twe święte narodzenie,
Daj szczęśliwe powodzenie,
Żywot pożądany. 2. 

środa, 11 grudnia 2013

Zamieć śnieżna i woń migdałów

"Śnieg wisiał w powietrzu. Do Bożego Narodzenia został zaledwie tydzień..." Jednak czas fabuły nie wkroczy w święta, gdyż kończy się, kiedy "Do Wigilii zostało jeszcze pięć dni." Książeczka z dużym drukiem, solidnymi marginesami i grubymi kartkami raczej jest kryminalną nowelą niż powieścią. Aluzja do podobnej sytuacji z kryminału Agaty Christie jest aż nadto czytelna, mimo że postać prowadzącego śledztwo z konieczności nakreślona przez Läckberg nie ma cech Herkulesa Poirot, choć szczęścia i intuicji mu nie zabraknie.

Rodzinne spotkanie w pięknym pensjonacie na wyspie Valö wcale nie jest miłe dla rodziny, gdyż senior rodu po kolei czyni im zarzuty nieudolności, błędnych inwestycji, łatwego życia na jego koszt, by następnie przy wspólnym posiłku teatralnie zejść z tego świata. Charakterystyczny zapach migdałów pochodzący ze szklanki wody sugeruje, iż ktoś pomógł zakończyć życie Rubenowi Liljecronas. Martin Molin, jeszcze niedoświadczony policjant, który dochodzi do wniosku, że niewiele go już łączy z Lisette Liljecronas, musi podjąć rutynowe działania. On się męczy, żałując, iż w pobliżu nie ma doświadczonego partnera, wszyscy jedzą i piją kawę, a w chłodni spoczywa wpierw jeden trup, potem drugi. Śnieżna i mroźna pogoda uniemożliwia kontakt z lądem. Trzeba czekać na lodołamacz.

Pomysł na dobry kryminał nie został wykorzystany, choć doskonała sceneria, gdyby lepiej została wkomponowana w akcję, i zaskakujące zakończenie dowodzi, że była możliwość rozwinięcia szkicu w powieść. Na pewno słabą stroną są niedopracowane postacie i brak umiejętności włączenia ich w zawiłą fabułę trzymającą w napięciu. Zamieć śnieżna i woń migdałów to powiastka do szybkiego przedświątecznego przeczytania wtedy, gdy widzimy na całej połaci śnieg.
______________________
Camilla Läckberg, Zamieć śnieżna i woń migdałów / Snöstorm och mandeldoft, przeł. Inga Sawicka, wyd. I, s. 144, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2012.

niedziela, 8 grudnia 2013

Zimowe piosenki

W ten dzień ciepły, choć grudniowy
O czym śpiewasz ludziom czasem
Trochę więcej o nas pomyśl
Napisz proszę pastorałkę
Album Zimowe piosenki Andrzeja Piasecznego i Seweryna Krajewskiego nie jest nowy, został wydany w ubiegłym roku, a jego walorem są całkiem nowe piosenki zimowe i świąteczne. To prawdziwe zaproszenie do Krainy Łagodności, w której panuje zgoda, dobroć, miłość, gdyż

Bo nie świecidełka skarbem są w te święta
Kiedy dobroć kwitnie w naszych sercach
To nie te błyskotki, cudem są dla oczu
Gdy na świat ramiona chcesz otworzyć.

W tle zimowe sceneria, ponieważ białe płatki na szybach/ mrozu kładą się wzorem, nawet gdzieś są i śnieżne zaspy, a na dworze można dostać śnieżką. W domu zaś jemioła, choinka pragnień, światło i śpiew, który jest symptomem wewnętrznego spokoju, harmonii.

W radiu również już się zaczął sezon na muzyczne dzwoneczki.

środa, 26 grudnia 2012

Kolędujmy

Jak pisałam, płyty z piosenkami świątecznymi w obcych językach są przede wszystkim na czas przedświąteczny, teraz słucham  kolęd. Ich żywot muzyczny jest krótki, ale zawsze pożądany. W tym roku słucham krążka, który dla mnie jest nowością*, mimo że wydano go w 1999 r. - mówię o Annie Marii Jopek Dzisiaj z Betleyem. Trzynaście kolęd i jedna piosenka zimowa bardziej do posłuchania niż śpiewu są interesująco zaaranżowane przez wymienionego w tytule Pawła Betleya i AMJ. Słucha się przy świecach i oświetlonej choince tekstów znanych podanych tradycyjnie, również jazzująco, ale i rodzinnie w duecie z ojcem, solistą "Mazowsza", Stanisławem Jopkiem (dzisiaj już nieżyjącym). Klamrowo (na rozpoczęciu i zakończeniu) dochodzą dźwięki sunących sań i ciężkich odgłosów kopyt, a jako przeciwwaga - odgłosy z Ziemi Świętej. Tak to połączyły się dwa miejsce, dwa postrzegania tradycji świętowania. Z ulubionych wykonań wymienię Hej, w Dzień Narodzenia i Mizerną cichą. Z kolei Dzisiaj w Betlejem i Mędrcy świata są jak wokalno-muzyczne spektakle w teatrze wyobraźni. Kameralna i klimatyczna płyta niesie w sobie radość świętowania, ociepla więzi międzyludzkie. Cenię ją za cały układ, a nie parę kolęd jak to bywało przy innych płytach. To śpiew  w różnych krajobrazach muzycznych. Polecam, jeżeli ktoś jej nie ma w swojej płytotece.
Oryginalna okładka również przyciąga uwagę.
____________
* Myślę o płycie jako całości, gdyż niektóre z kolęd słyszałam w radiu.

sobota, 22 grudnia 2012

"Świąteczny sweter"

Przemierzając wzrokiem półki biblioteczne w poszukiwaniu kolejnej książki osadzonej w klimacie świąt Bożego Narodzenia, natknęłam się na Świąteczny sweter Glenna Becka z okładką w kolorze zimowo-podarunkowym. Szybka decyzja i książka już jest moja na parę godzin. Moralizująca opowieść o prezencie, który rozczarowuje, i zrozumienie nagannego postępku bohatera-narratora nie jest niczym odkrywczym, nawet sugeruje się, iż fabuła jest współczesną krewną samego Karola Dickensa. Druga część powieści wprawdzie wyraźnie czerpie z pomysłu Opowieści wigilijnej wielkiego Anglika, lecz bardziej grzeje się w cieniu Mistrza niż świeci jasnym oryginalnym blaskiem. O ile pierwsza część jeszcze zaciekawia szlachetnością i pracowitością rodziny  dwunastoletniego Eddiego i jego oczekiwaniem na wymarzony prezent, o tyle druga mimo wysiłków autora wzbudza lekką irytację. Niektórzy pisarze amerykańscy muszą wszystko wyłożyć łopatologicznie, a nawet Bogu nadać kształty, by mógł kontaktować się z owieczkami. Szkółka niedzielna i nasz Stanisław Jachowicz razem wzięci. Książka zdecydowanie dla tych, którzy lubią treści religijne z drugiej ręki i morał ku pokrzepieniu.
______________________
Glenn Beck, Świąteczny sweter / The Christmas Sweater, przeł. Anna Reszka, wyd. I, s. 288, Nowa Proza, Warszawa 2009.

czwartek, 20 grudnia 2012

Wigilia na Monte Sicuro

Tu scendi dalle stelle, o Re del cielo,
e vieni in una grotta, al freddo e al gelo.
O, Bambino mio divino,
in Ti vedo qui a tremar!
O, Dio beato,
aih! quanto Ti costo'
l'averci amato!... Tak śpiewały kolędę włoskie dzieci z miasteczka Monte Sicuro w podzięce za otrzymane prezenty w Wigilię 1945 roku. Nie spodziewałam się, iż natrafię na wątek wigilijny w powieści Gustawa Morcinka Judasz z Monte Sicuro.


Książka jak kalendarz adwentowy prowadzony od 11 grudnia 1945 r. do Wigilii z bonusem 26 grudnia. Każdego dnia jedna opowieść. Jednocześnie otrzymujemy kompozycyjny pierścień zaczynający się od wjazdu do miasteczka na wzgórzu a kończący zjazdem, pospiesznym opuszczeniem. Dodatkowo dostrzegalna jest budowa szkatułkowa (ten kalendarz), która poszerza czas fabuły nawet od 1919 roku. 

W tak dopracowanej kompozycyjnie powieści pisarz sięga do swoich przeżyć wojennych, którą spędził w obozach koncentracyjnych w Skrochowicach, Sachsenhausen i Dachau oraz swej rekonwalescencji we Francji, pobytu we Włoszech. I właśnie na miejsce swej akcji wybrał odcięte od świata miasteczko na wzgórzu w pobliżu Ancony - Monte Sicuro. To tam pułkownik II Korpusu wysłał ocalonych z obozów trzynastu cywilów, łazików, chudych jak Piotrowiny, co z grobu wylazły, jak o nich mówią, by uporali się ze swoimi wojennymi przeżyciami, oczyścili i mogli wrócić do świata.
 
Zakwaterowani zostają w zdewastowanym w wyniku działań wojennych zamku. Płonie ogień w kominku, oni zaś wylegują się między inkunabułami i innymi starymi księgami. Wśród nich jest trzech inteligentów, jeden Polonus z Francji, Polak żydowskiego pochodzenia i ośmiu robotników. Zawieszeni są w politycznym i społecznym niebycie. Tam w kraju są być może ocalone rodziny, a tu oczekiwanie, mrzonki o powrocie Andersa z korpusem i generała Maczka z dywizją i całego sprzętu bojowego, jak również czekanie na przyjęcie emigrantów przez Anglików. Są jak apostołowie, z których jeden okaże się Judaszem i wróci do kraju komunistów. Tymczasem aluzja pułkownika do biblijnego Judasza wzbudza wspomnienia dwóch mężczyzn, którzy w głębi duszy już uważają się za Judaszów, gdy analizują swoje zachowanie sprzed lat względem najdroższych im osób.
Co robić w tym wyizolowanym miejscu? Jak zająć czas? Kapitan mianowany starostą wprawdzie chce czytać ukochaną Złotą legendę, lecz ów biały kruk i losy świętej Julianny nie wzbudzają zainteresowania. Natomiast propozycja Jacka Kuźmy, postaci wyróżniającej się spośród innych, zostaje przyjęta. Od 11 grudnia mają opowiadać po kolei swoje największe przeżycie, takie, które do tej pory nie daje mu spokoju. "Wszyscy kamraci na Monte Sicuro to ludzie z jakimiś kompleksami...", a miejsce sprzyja zwierzeniom. (...)

Grudzień sprzyja tęsknocie, myśli krążą wokół rodzin, które są gdzieś w kraju, bliskich, których losy są nieznane i tych, których się już nie zobaczy. To czas rozliczania ze swoich życiowych grzechów. Najważniejsza jednak dla konstrukcji fabuły będzie wigilijna opowieść Jacka Kuźmy, która dopiero ujawni więzy z poprzednimi postaciami, które już się pojawiły w tle innych historii. Jednak wyjątkowy dzień w kończącym się roku będzie miał preludium w podarunkach łazików dla włoskich dzieci i ich kolędowaniu, obozowym wspomnieniu, gdy w Sachsenhausen pod oświetloną choinkę na rozkaz esesmanów wynoszono schorowanych więźniów, by skonali na mrozie przy dźwiękach Stille Nacht, oraz choince zrobionej z kolczastego drutu przyniesionej przez Krzywonosa do zamkowego refektarza, nie tyleż śmiesznej co tragicznej. Wspólne kolędowanie to Lulajże, Jezuniu, której słowa rozwijają się w kierunku narzuconym przez mandolinistę Partyzanta:
Dam ja ci słodkiego, Jezu cukierku,
Rodzynków, migdałów, co mam w pudełku...
stanie się pierwszym elementem finału, by przejść ku wniesieniu "syneczka".

Powieść pisana w ostatnich latach życia autora zaskakuje tematem, sposobem ujęcia losów bohaterów, odejściem od propagandy, bo przecież wątek historyczny i wahania bohaterów są jak najbardziej zrozumiałe. Łączy w sobie narrację powieściową i nowelistyczną. Może jest i na swój sposób melodramatyczna, lecz czytelnikowi to nie musi przeszkadzać.
 
Całość recenzji na blogu.
______________________

Gustaw Morcinek, Judasz z Monte Sicuro, wyd. 4., s. 288, Wydawnictwo "Śląsk", Katowice 1982.

niedziela, 16 grudnia 2012

Bombkowe damy

Skoro choinka została wprowadzona przez Alzatczyków, by ruszyć w głąb Niemiec i dalej w inne rejony Europy i świata, trzeba było również pomyśleć nad sposobami strojenia drzewka, które stało się symbolem świąt. Ozdoby do zjedzenia po jakimś czasie zostały uzupełniane przez pierwsze szklane bombki, które również przebojem wkroczyły do świątecznych przestrzeni. Znawcy datują początek produkcji na 1847 rok i wskazują Lauscha w Niemczech oraz wykonawcę, czyli Hansa Greinera.

Bombki mogą być również prawdziwymi dziełami sztuki. Łatwo się o tym przekonać, gdy ujrzymy te delikatne, kruche unikaty projektowane przez artystów. Ostatnio miałam przyjemność obejrzeć ponad 140 bombek robionych ręcznie przez nieżyjącą już krakowiankę Izabelę Rapf-Sławikowską (1920 - 2010). Prace pochodzą z kolekcji Muzeum Karkonoskiego w Jeleniej Górze, a eksponaty muzeum otrzymało od córki artystki. Szklane zwierzęta, a przede wszystkim bombkowe damy królują  na niewielkiej przestrzeni wystawy czasowej Muzeum Śląska Opolskiego i to one są bohaterkami spotkania. Każda inaczej mieni się kolorami, skrzy brokatem. Taka balowa choinka byłaby nie lada gratką w mieszkaniu. Damy prezentują różne epoki, różne kraje i tylko z gablot i owalnych okienek spoglądają na oglądającego. Niezwykłe kształty ubiorów podkreślone są odpowiednio dobranym kolorem, misterną pracą oddającą piękno szczegółu. Stoi się, patrzy i myśli o zabraniu ich do domu. Aż chce się zawołać: Precz z tandetą i wyruszyć na poszukiwanie dostępnych bombek, które będą podkreślały indywidualność projektanta i wykonawcy.

piątek, 14 grudnia 2012

Świąteczna płyta Michaela Buble

Piosenki przedświąteczne to dla mnie te wszechobecne anglojęzyczne melodie, których możemy posłuchać w sklepach i radiu, a przekazane miłym, ciepłem głosem, czasami z dzwoneczkami w tle sprawiają, iż zaczynamy się uśmiechać. Można je słuchać w czasie prac domowych, towarzyskich spotkań, ale i świąt - koniecznie białych, jak sugeruje jedna z piosenek. Drugi rok taką świąteczną płytą jest album Michaela Bublé Christmas, 19 piosenek i życzenia od wykonawcy. Jakimś dziwnym zrządzeniem losu w tym roku okazało się, iż mamy zarysowaną ścieżkę Jingle bells - i oczywiście nie ma winnego tego przestępstwa. Wysnułam wniosek, że zniszczenia dokonał sam Frank Sinatra z gazetowej płytki, który w ten sposób domaga się pierwszeństwa.
Jest i Cicha noc, czyli Silent night, ale nie dla tego wykonania się słucha tej płyty, nawet zawsze piękna Ave Maria zatrzymuje na chwilę uwagę, bo przecież tyle doskonalszych wykonań tej pieśni znamy, lecz radosne słodziaki świąteczne pachnące lasem, choinką, śniegiem, radością skłaniają do podśpiewywania, mruczenia, a nawet jakichś płynniejszych ruchów, by nie powiedzieć tanecznych. Świąteczny zapach wszelakich ingrediencji smakołyków i potraw realnych lub tych zapisanych we wspomnieniach miesza się z dźwiękami białymi, błękitnymi, zielonymi i czerwonymi. Zimowa grudniowa noc, nawet mróz, który pozwala żyć bałwanom nie jest straszny, gdy obietnica podarunków puka do drzwi. Srebrzyste dzwonki tylko o tej porze dźwięczą szlachetnym kruszcem. Szczęście odmieniane przez przypadki jest tuż, tuż. Michael samodzielnie, w duetach, z chórkiem jest miłym gościem w świątecznym domu. A piosenka z życzeniami Mis deseos/Feliz navidad w duecie z Thalią, czyż nie jest piękna i nie obiecuje spełnienia skrytych pragnień?

niedziela, 2 grudnia 2012

O wieńcu i niemieckich kalendarzach adwentowych

Sposoby oczekiwania na święta poprzez dekorację i rytuał wymyślili luteranie. Mam na myśli wieniec adwentowy i kalendarz adwentowy.
Pastor Johann Hinrich Wichern słynął z wielu akcji dobroczynnych, a w adwencie 1839 roku wpadł na pomysł zmiany wystroju świetlicy w przytułku-szkole dla sierot, by nastrój sprzyjał modlitwie. Wymyślił wieniec o średnicy koła 2 metrów i umieścił na nim 24 małe świeczki, które po kolei miały być zapalane. Wokół niego wychowankowie gromadzili się na wspólną modlitwę i śpiewy. Nie od razu ów wieniec był przystrajany, gdyż początkowo dbano o przyozdobienie ścian zielenią. Zwyczaj poszedł w lud, który dokonywał kolejnych zmian, a Kościół nadał mu symbolikę.(W kościele katolickim istnieje tzw. roratka, świeca jest koloru białego, bądź jasno-żółtego. Przewiązuje się ją białą wstążką i dekoruje zielenią i zapala w kolejne niedziele.)
Czy pastor zainspirował się starym żydowskim świętem Chanuka, który przypada w okolicach święta Bożego Narodzenia? - nie wiadomo. Tam również na ośmioramiennym świeczniku zapala się światło. Inni tłumaczą, że inspiracją mógł być starogermański zwyczaj zapalania ognia w okręgu z zielonych gałęzi na znak nadziei, że wiosna nadejdzie. Czy to teraz ważne, skoro symbol oczekiwania może być sposobem wydobycia inwencji twórczych?
Niemieccy luteranie wymyślili i stworzyli również kalendarz adwentowy, który pozwalał im na odliczanie dni adwentowych do samej Wigilii. 24 okienka sprawiają, że zniecierpliwionym dzieciom  czas oczekiwania na prezenty się nie dłuży. Nasuwa się tu refleksja, iż dawniej słodycze były wydzielane. Cóż, jedna czekoladka dziennie, a teraz - można codziennie zjadać parę tabliczek czekolad lub kilogram cukierków.
Jednak prototypem kalendarza adwentowego było drzewko adwentowe stawiane od XIX wieku w domach sierot i zakonach. Każdego dnia czytano jedną z obietnic Starego Testamentu napisaną na papierze, by potem zawiesić ją na drzewku. Od 1880 roku można już było zakupić gotowe "obietnice" drukowane w wydawnictwie Luisenstift k. Drezna. W 1902 r. został wydrukowany "Zegar bożonarodzeniowy dla dzieci", który składał się na razie z 12 pól, po jednym na każdy dzień (13XII-24XII). W 1903 roku w Berlinie wydano kartonik z powiedzeniami adwentowymi, który po raz pierwszy nazwano kalendarzem adwentowym.
Za wynalazcę kalendarza adwentowego uchodzi syn pastora z Maulbronn, Gerhard Lang, który był współwłaścicielem wydawnictwa w Monachium. "W krainie dzieciątka Jezus" z ilustracjami Richarda E. Keplera z 1903 roku składał się z obrazków, które mogły być każdego dnia naklejane nad nadrukowanymi cytatami. (Trochę to przypomina obrazki z rorat, bo katolicy nie chcieli być gorsi i też pracowali nad umileniem dzieciom czasu oczekiwania, dodając jeszcze efektowne lampiony.) Gerhard Lang korzystał z usług znanych artystów, toteż jego kalendarze do tanich nie należały, a były nawet małymi dziełami sztuki.

Pierwsze kalendarze nie miały jeszcze otwieranych okienek, które znamy dzisiaj. Przyniosły je dopiero lata 20. XX wieku. Z czasem oprócz wydawnictw chrześcijańskich kalendarze zaczęły wydawać inne oficyny, które wprowadzały nową tematykę związaną z zimą, wizerunkami miast, zabawami. Najpopularniejsze kalendarze doczekały się wielu wznowień. Okresem zastoju w ich wydawaniu były dwie wojny światowe. Z czasów nazistowskich pochodzą nieliczne kalendarze promujące narodowosocjalistyczną rodzinę niemiecką i symbolikę słońca na wzór hakenkreuza (wydawnictwo NSDAP - kalendarz "Przed świętami"). Popularne kalendarze wznowiono po 1945 roku, a potem zawędrowały do Ameryki, gdyż amerykańscy żołnierze chętnie wysyłali je w prezencie swoim rodzinom. W naszym obszarze kulturowym podjęto próby ich popularyzacji w latach 90-tych i od tej pory są stale obecne w sklepach, lecz nie zaobserwowałam prób ich "oswojenia".
Ciekawostką jest fakt, iż kalendarze przedświąteczne, jak je nazywano, wydawano również na terenie NRD, ale tu unikano akcentów religijnych oraz w przeciwieństwie do sąsiada z NRF unikano brokatu jako ozdoby.

Z czasem w kalendarzach pojawiła się nowa tematyka, np. wynalzki, lot w kosmos, upadek muru berlińskiego oraz tematyka neutralna pozbawiona religijnego podłoża.
Kalendarze, nie tylko dla dzieci, pełnią również funkcję reklamową, są prezentami znanych firm.
Adwentowe kartoniki przekroczyły granice Niemiec i stały się popularne w innych krajach niemieckojęzycznych (w Szwajcarii około 1930r.), ale i w Skandynawii, a Anglicy zaczęli wydawać własne kalendarze już w latach 50 XX wieku. Wiele z nich chętnie się kolekcjonuje.
W ostatnich latach w Polsce, podobnie jak w innych krajach, kalendarze są wykonywane własnoręcznie przez kobiety interesujące się rękodziełem.
Na koniec ciekawostka z mediów - w niemieckim miasteczku Gengenbach w oknach ratusza można oglądać w dni adwentu 24 świąteczne obrazy.
____________

Wpis o kalendarzu adwentowym na podstawie publikacji Tiny Peschel 100 lat kalendarzy adwentowych, tłum. Moniki Wójcik-Bednarz, z okazji trwającej wystawy w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej im. Emanuela Smolki w Opolu. Kalendarze z wystawy pochodzą ze zbiorów Muzeum Kultur Europejskich - Państwowe Muzea w Berlinie.
Zdjęcia również pochodzą z wystawy.

środa, 14 listopada 2012

Kto zabił św. Mikołaja?

Kiedy we wrześniu miałam przed sobą okładkę kryminału islandzkiego pisarza, nie przypuszczałam, że  lektura zaprowadzi mnie w klimat świąt. Zamieszczam wpis z mego bloga, rozpoczynając czytelnicze wyzwanie.

Głos dobrze byłoby przeczytać w grudniu, w okresie przedświątecznym. Jest zimno, szaro, ponuro i nie wiadomo, czy wkrótce spadnie śnieg.
Reykjavik przygotowuje się do Bożego Narodzenia. Do hoteli przyjeżdżają świąteczni goście. Elinborg, policjantka z grupy śledczej Erlendura Sveinssona, przybrała dom "gałązkami świerku i ozdobami. Napiekła słodkich ciasteczek i powkładała do plastikowych pojemników, opisując dokładnie, jaki rodzaj zawierają. Nagotowała smakowitych potraw, z których słynęła nie tylko w kręgu licznej rodziny. Główną potrawą w każde święta była peklowana, szwedzka szynka pozostawiona w słonej marynacie przez dwanaście dni na balkonie. Doglądała jej tak, jakby to było Dzieciątko we własnej osobie."
Tymczasem nie ma wyciszonego i rodzinnego okresu przedświątecznego dla sprawców zbrodni, ofiar i podejrzanych. W drugim co do wielkości hotelu w piwnicznej kanciapie portiera odkryto zwłoki w stroju św. Mikołaja. Oględziny miejsca i denata nasuwają wiele podejrzeń, które trzeba zweryfikować. Islandzki pisarz odsłania po kolei zdobywane dowody prowadzące ku osobistym tragediom osób będących w centrum uwagi śledczych. Mimo że to kryminał, to jednak skłania do zatrzymania się przy losach młodocianych gwiazdorów, udziale rodziny w ich promocji. Jednak ten wątek się rozgałęzia i zatacza szerszy krąg obyczajowy. Małość ludzka, zagubienie się w życiu, bezradność, niewiara w możliwość wyjścia z niebezpiecznych sytuacji, zawziętość, poczucie winy, współistnieją z ujawnianymi faktami. Historia denata, okruchy z biografii innych postaci są obecne obok problemów rodzinnych prowadzących śledztwo. Elinborg wciąż myśli o sprawcy pobicia małego chłopczyka i jest osobiście zainteresowana decyzjami sądu. Erlendur na pewien czas z mieszkania pełnego książek ucieka do zimnego pokoju hotelowego, by być bliżej śledztwa oraz w dalszym ciągu rozpamiętywać śmierć braciszka, swój brak zainteresowania i bycia przy swoich dzieciach, gdy schodziły na złą drogę.
Mimo że w kryminale oczekuje się ostatecznego rozwiązania zagadki śmierci, to jednak dostarczona po drodze porcja emocji, życiowych problemów każe na nowo spojrzeć na każdy los osobno, by nie tylko potępić, ale i zrozumieć błędne wybory, miotanie się z własną słabością, tkwienie w sytuacji bez wyjścia, marazmie życiowym. W powieściach Indriðasona świat nie jest piękny i optymistyczny.
______________________
Arnaldur Indriðason, Głos /Röddin, przeł. Jacek Godek, wyd. II, s. 344, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2012.

sobota, 24 grudnia 2011

Stroik świąteczny

Dzisiaj Wigilia, więc i dekoracje świąteczne już są w naszych domach. Prezentuję mój tegoroczny stroik świąteczny.



Wszystkim uczestnikom projektu oraz tym,którzy chętnie tu szukają inspiracji lekturowych, życzę zdrowych i pogodnych świąt Bożego Narodzenia. Niech przyszły rok obdarzy nas kolejną porcją lektur o tych świętach.

czwartek, 22 grudnia 2011

Zajazd "Jerozolima"

Samotność jest zawsze samotnością wobec kogoś. To właśnie jest ważne, kto jest nieobecnym w naszej samotności. Gdy jest to samotność od ludzi w ogóle, wtedy jest to tylko pustka.
Czym innym jest samotność wobec kogoś najbliższego, jedynego. Jego nieobecność wypełnia tę samotność, nadaje jej barwę. Nawet bolesna tęsknota jest jakąś formą obecności."

Cytat z Notatnika Anny Kamieńskiej łączy się z nastrojem początkowym kolejnej (piątej) powieści Marthy Grimes Zajazd "Jerozolima". Nasz znajomy nadinspektor Richard Jury szczególnie odczuwa swoją samotność w czasie przedświątecznym. Pięć dni przed Bożym Narodzeniem znalazł się w okolicach Newcastle, gdyż został zaproszony do swojej kuzynki, jedynej rodziny. Odpowiednim miejscem do spojrzenia w głąb siebie jest cmentarz. Tam spotyka kobietę zainteresowaną napisem na płycie nagrobnej. Zawiera znajomość z Helen Minton, jedną z tych kobiet, których uroda z wiekiem nabiera szlachetności. Rozmowa sprawia, iż Jury ma nadzieję na kontynuowanie tej znajomości. Tymczasem Helen zostaje otruta, a nadinspektor jest zainteresowany wyjaśnieniem sprawy, mimo ze tylko miejscowa policja ma prawo do prowadzenia śledztwa.
(...)
Ciąg dalszy w Niecodzienniku Literackim. Zapraszam.

piątek, 9 grudnia 2011

Święta w domu sióstr

Najtrudniej  ocenić książkę, o której czytało się wiele pochlebnych opinii, wręcz czytelnicy jej pożądali, kiedy była nieosiągalna w księgarniach. Łatwo wtedy o rozczarowanie, gdy w rezultacie nie sprostała wymaganiom postawionym przed rozpoczęciem czytania. Tak jest z Domem sióstr Charlotte Link. Właściwie jest to powieść w powieści, przekładana jak placek świąteczny. Ale po kolei.
 
Białe Boże Narodzenie jak z piosenki jest oczekiwane jako dopełnienie świątecznego wystroju - na zewnątrz biało, w domu ciepło, przytulnie i... smacznie. Oczekuje się specyficznej atmosfery sprzyjającej wzmocnieniu więzi, ułożenia problemów osobistych po wyjaśnieniach, podejmowania ważnych decyzji. Z tą myślą niemieckie małżeństwo prawników wynajęło dom na odludziu w Yorkshire. Miał to być też prezent Barbary dla Ralpha z okazji czterdziestych urodzin. Tymczasem zanosi się na zimę stulecia. Ludzie z miasta nie są zapobiegliwi i przewidujący, więc Wigilia wita ich śnieżycą, ścianą śniegu i odcięciem od świata z brakiem zapasów żywności. Parę kromek chleba, jajek, marmolady, nieco masła, kilka zwiędniętych ziemniaków, kawa i herbata to ich świąteczna i poświąteczna uczta wymagająca racjonowania. Są jak Robinsonowie, którzy muszą oswoić nową rzeczywistość. Między nimi na odludziu też nie układa się dobrze, nie potrafią przezwyciężyć urazów.
Właścicielka domu, siedemdziesięcioletnia Laura, wyjechała do siostry, ale nieustannie myśli o domu, bojąc się o coś, co może zostać przypadkowo odkryte.
W czasie wyprawy do szopy po drewno Barbara natyka się na skrzynkę zawierającą maszynopis dawnej właścicieli domu, Frances Gray, który nie jest typowym pamiętnikiem, lecz powieścią pisaną w trzeciej osobie, by mieć dystans do opisywanych spraw. Charlotte Link na przemian przedstawia dni świąteczne i końca roku 1996 oraz kolejne wydarzenia z życia Frances i jej rodziny oraz bliskich. Odkryta powieść to typowa saga rodzinna zaczynająca się na początku XX wieku, by potem przedstawić działalność sufrażystek, losy na froncie francuskim  I wojny światowej, skupić się na wydarzeniach II wojny światowej, ale widzianej z perspektywy prowincji. Wiele odcieni miłości, zazdrość, zdrada, nienawiść, przywiązanie do domu i ziemi, tajemnica, tworzyć ma tę smakowitą dla czytelnika część placka świątecznego. Postać autorki wspomnień jest silną osobowością, oschłą na zewnątrz, skrywającą swe uczucia i dlatego nie wzbudza sympatii podobnie jak i inne postacie. Wszyscy są irytujący swoim pogodzeniem się z losem, obłudą, bezradnością.  Tak bardzo pożądają szczęścia, ale nie potrafią całego życia, uwarunkowań rodzinnych i społecznych rzucić na jedną szalę i wygrać. "Prawda bywa okrutna, a czasem bolesna, ale przynajmniej jest prawdą. Dzięki niej cała sprawa ma jakiś sens." - pisze Frances w 1980 roku.
Wierzchnia warstwa ma połączyć dwie poprzednie, wprowadzić zagrożenie, zdynamizować ciągnącą się jak guma do żucia fabułę. No i otrzymujemy dawkę grozy oraz dość szybkie zakończenie. Uff!  Zakończenie jest słabszą stroną książki - zbyt pospieszne w wydarzeniach, ocenie nowej postaci, która odegra ważną rolę, jednak w paru wątkach otwarte, więc może pobudzać wyobraźnię. Wprawdzie książkę czyta się szybko, lecz nie zawsze pośpiech jest atutem.
______________________
Charlotte Link, Dom sióstr / Das Haus der Schwestern, przeł. Ryszard Wojnakowski, wyd. I, s. 640, Wydawnictwo /Sonia Draga, Katowice 2011.

środa, 30 listopada 2011

Szukając Noel

 
Wprawdzie czytałam tę powieść w lutym ubiegłego roku, ale  poprzez bombkę nawiązuje do Bożego Narodzenia, więc wklejam moją recenzję.

Richard Paul Evans wydaje się być specjalistą od rozwiązywania trudnych spraw życiowych metodami łagodnymi z  naciskiem na ufność, że los wynagrodzi zło i nieszczęścia, które dotknęły człowieka. "Pamiętam, że kiedy byłem jeszcze małym chłopcem, mama powtarzała mi często, iż każdy człowiek przychodzi na świat w jakimś celu. (...) Mimo to, gdy patrzę wstecz na własne życie, dostrzegam w nim wyraźne ślady nadprzyrodzonych ingerencji." - tak zaczyna drugą książkę na naszym rynku wydawniczym, która  również ma wątki osadzone w krajobrazie zimowym i podkreśloną rolę Świąt. Poprzednia, Stokrotki na śniegu, była współczesnym wglądem w Opowieść wigilijną Dickensa, tu zaś refrenowo pojawia się Czarnoksiężnik z krainy Oz. Szukanie prawdy w słowach prostych acz ważnych, w opowieściach moralizujących może być balsamem na duszę zbolałą. Okładka sugeruje takie remedium na przemyślenie wielu spraw gorącą czekoladę w filiżance w formie serca. W najnowszej powieści wiele osób ma dobre serce, ale trzeba do niego znaleźć odpowiedni kluczyk.

Mark Smart nie może porozumieć się z ojcem, więc wyjeżdża jak najdalej, by studiować, lecz musi naukę zawiesić, by zacząć pracować, toteż spóźniona wiadomość o śmierci ukochanej matki sprawia mu ból nie do zniesienia. Cóż to jest jednak wobec historii Macy Wood, która żyje i znosi przeciwności losu dzięki wierze, iż spotka swoją młodszą siostę, która tak jak i ona została oddana do adopcji. W śnieżną listopadową zawieruchę zaczyna się przyjaźń dwojga osób, które wzmacniają się wewnętrznie i wspierają w realizacji celów życiowych.
Mimo stereotypowej fabuły i przewidywalnego finału książka wciąga dzięki poruszanym tematom takim jak śmierć, śmiertelna choroba, rodzina zastępcza i adopcja, odnalezienie bratniej duszy, dojrzewanie do ponownego spojrzenia na  różne problemy rodzinne. Woźny i kelnerka spotykają się po to, aby zrozumieć siebie i innych. Symbolem tajemnicy jest świąteczna bombka z napisem Noel i ona jest wyjaśnieniem. Miejscami melodramatyczna opowieść o przyjaźni i dojrzewaniu do miłości powieść jest dla tych, którzy wierzą lub chcą wierzyć w cuda. "Bo każdy człowiek szuka przecież własnego domu."
______________________
Richard Paul Evans, Szukając Noel / Finding Noel, tłum. Bartosz Gostkowski, wyd. I, s. 304, Znak, Kraków 2011.

sobota, 15 stycznia 2011

Podsumowanie z bombką

Dzisiaj kończy się pierwsza edycja wyzwania, więc czas na podsumowanie.
Założenia wyzwania wypełniłam, gdyż:
  • przeczytałam literaturę o świętach. Zrecenzowałam "Morderstwo w Boże Narodzenie" Agathy Christe oraz opowiadanie Katarzyny Grocholi "Wigilia" zamieszczone w "Bluszczu". Wrzuciłam też swoją starszą recenzję z blogu: "Stokrotki w śniegu"Richarda Paula Evansa.
  • obejrzałam filmy ze świętami w tle i napisałam o nich na blogu. Były to filmy europejskie: polska "Hania" i włoskie "Zakochane święta".
  • napisałam o swojej muzycznej fascynacji świątecznej, czyli płycie Zbigniewa Preisnera.
Dziękuję Manii czytania za organizację wyzwania, a uczestnikom za ciekawe wpisy. Do przeczytania się za rok :-)

PS. Stwierdziłam, że w mojej bibliotece nie ma dużo książek ze świętami w tle. Proponuję, by w przyszłym roku każdy uczestnik wyzwania sfotografował swoją choinkę lub stroik - to może być taka prezentacja aktywnych uczestników wyzwania przed Wigilią lub w święta.

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Europejskie filmy na święta

Ostatnio obejrzałam w telewizji dwa filmy ze świętami w tle. Pierwszy nie zachwycił mnie. Była to włoska komedia romantyczna "Zakochane święta" , której reżyserem był Neri Parenti. Najlepsza w nim była zimowa sceneria Alp w szwajcarskim Gstaad. Są w nim ukazane perypetie trzech par: rozwiedzionych chirurgów plastycznych i towarzyszących im nowych partnerów, kierowcy samochodów wyścigowych i młodej Sybiraczki z "przypadkowym" udziałem córki tegoż ze swoim starszym partnerem oraz Sycylijki, która wygrała święta z ukochanym bohaterem serialu "Moda na sukces", Ridgem Forresterem, w telewizyjnym konkursie. Trochę gagów, wyrazistej mimiki, nieporozumień, hałasu i trzy typy zakończenia, w tym jedno wybuchowe, nie przykuwało uwagi. Najbardziej irytujący był Danny DeVito, jedna z amerykańskich gwiazd tego filmu. Moja ocena 2/10

Znacznie ciekawszy był polski film obyczajowy "Hania" reżyserowany przez  Janusza Kamińskiego specjalistę od oskarowych zdjęć do filmów hollywoodzkich. Zrobiony w stylu świątecznych filmów amerykańskich z Warszawą w tle oraz paroma wyrazistymi i przykuwającymi uwagę kadrami, muzyką Jana A.P. Kaczmarka jest obrazem z przesłaniem wykorzystującym aluzje do "Małego Księcia" i "Piotrusia Pana". Punktem wyjścia jest  historia o zagubienia się w świecie pracy, oddalania się uczuć, zaniechania pielęgnowania tychże w imię kariery. Przypadkowe spotkanie Janka, pedagoga z Domu Dziecka, wpływa na samodzielną decyzję Oli goszczenia w święta małego Kacpra, chłopca wrażliwego, który sprawi, że decyzje życiowe małżonków ulegną zmianie. Temat koncentruje się wokół prostych pytań i wyborów, które człowiek podejmuje lub decyduje się zaniechać albo odsunąć w bliżej nieokreśloną przyszłość. Film wzrusza i zawiera nie całkiem amerykański happy end.
Wyrazista Agnieszka Grochowska, której oczy są magiczne, zagubiony i oschły Łukasz Simlat, jako jej mąż, grafik komputerowy, oraz Maciej Stolarczyk jako Kacper są trafnie dobrani do swoich ról.
Film do oglądania. Moja ocena 7/10

czwartek, 23 grudnia 2010

Preisner na święta

Od czasu ukazania się płyty dołączonej wpierw do "Gazety Wyborczej"pt. Moje kolędy na koniec wieku, słucham jej wielokrotnie w każde święta, gdyż zawiera moje ulubione dźwięki i słowa. Mija właśnie dziesięć lat od czasu projektu zaczęcia nowego wieku wyjątkowymi pieśniami i piosenkami. Zbigniew Preisner pisał do słów Mariana Hemara, Agaty Miklaszewskiej, Szymona Muchy, Stanisława Balińskiego, Stanisława Skonecznego, Wandy Chotomskiej i Jana Nowickiego.
Gdzieś całą noc padał śnieg. Jednak z tego  będzie cud, więc: Śpij Jezu,śpij mój maleńki. Jest  czas rozpamiętywania wojennych Wigilii, ale i nieobecnego Piotra (Skrzyneckiego). Wszędzie są nieobecni, toteż i dla nich "Przyjdź na świat". Betlejem polskie jest zawsze zaśnieżone z nutą smutku, oglądania się wstecz. Ponad 2000 lat trwa nadzieja na lepszy świat. Jezus przybiera wygląd dzieciny z każdego miejsca na świecie, jest to czasem i złotowłosy chłopiec. "A nadzieja znów wstąpi w nas". "Daj Mu światło, bo tak łatwo zmylić ślad."