środa, 21 grudnia 2011
„Miracle on Regent Street” - Ali Harris
Czas akcji – grudzień, ostatnie tygodnie przedświątecznych zakupów. Bohaterowie – Evie Taylor i niedoceniani pracownicy domu towarowego Hardy's. Styl – vintage. Co to za książka? To debiut Ali Harris, „Miracle on Regent Street”, zadziwiająco zabawna i ciepła opowieść o poszukiwaniu miłości i własnego stylu! Zapraszam tu!
W poszukiwaniu białych świąt
Film „Gospoda świąteczna” Marka
Sandricha z 1942 roku pamiętałam z jakiegoś pokazu „W starym
kinie” obejrzanego w dzieciństwie. Pamiętałam dwóch bohaterów,
którzy rywalizowali o dziewczynę i mnóstwo śniegu. Postanowiłam
go sobie przypomnieć ze względu na wyzwanie „Znalezione pod
choinką” i niezapomnianą piosenkę „White Christmas”.
Obejrzałam film już kilka razy w ciągu ostatnich dni i muszę
przyznać, że ma mnóstwo uroku.
Zapraszam, na recenzję tego filmu na mój blog.
Wieści William Whorton
Bardzo lubię prozę Whortona; przeczytałam prawie wszystkie napisane przez niego książki. Podobała mi się większość. Wieści są z racji tematu bardzo odpowiednią lekturą świąteczną. Akcja toczy się we francuskim starym ponad trzechsetletnim młynie w okresie świąt Bożego Narodzenia. Jest to opowiadanie, które opisuje historie sześciu członków rodziny. Każda historia opowiadana jest przez inną osobę, choć największą rolę pełni w niej ojciec rodziny, będący nie tylko jednym z bohaterów, ale i narratorem. Technikę opowiadania tej samej historii z różnych punktów widzenia przedstawia Wharton także w Tacie, jednej z moich ulubionych jego powieści.
Will - ojciec rodziny, który jest alter ego pisarza jest nauczycielem w amerykańskim College w Paryżu i filozofem. Wiecznie się zamartwia i wszystko analizuje. W sytuacji groźby rozpadu jego małżeństwa postanawia jeszcze raz przeżyć cudowne rodzinne święta, które ma nadzieję scalą to, co może niedługo ulec zniszczeniu. Ten z pozoru szalony pomysł zaproszenia na święta rodziny, która nie bardzo ma ochotę na ich spędzanie gdzieś na pozbawionym uroków cywilizacji odludziu (bez centralnego ogrzewania, ciepłej wody, telefonu czy telewizji) okazuje się impulsem do przemyśleń i podjęcia pewnych ważnych decyzji przez każde z dorosłych już dzieci.
Poza warstwą psychologiczną opowieści mnie spodobała się jej świąteczna oprawa. Kamienny młyn położony w pokrytej śniegiem dolinie nad zamarzniętym stawem w otoczeniu ośnieżonych drzew robi wspaniałe wrażenie. Na szybach młyna mróz wymalował lodowe inkrustacje. Ściany młyna zostały przyozdobione kilkunastoma metrami czerwonego aksamitu, stół pokryty obrusem z zielonego sukna i zastawiony wazonem z gałęziami ostrokrzewu. Wnętrze młyna zdobi ogromna, kilkumetrowa choinka. Kiedy Will maluje drewnianą podłogę czuję niemal zapach lakieru, a kiedy zapalają ogień w kominku i wspólnie śpiewają kolędy chciałabym znaleźć się tam wtulona w fotel i wpatrzona w ogień. Potem jest wspólne ubieranie choinki, przygotowywanie posiłku, zabawa w gospodzie, otwieranie prezentów, wspólne lepienie szopki ze śniegu. To co z punktu widzenia ojca rodziny jest fantastycznym współprzeżywaniem nastroju świąt, z punktu widzenia pozostałych członków rodziny jest obowiązkiem, koniecznością, ucieczką, rozterką.
Obok moja ubiegłoroczna choinka
To co tak mnie urzeka podczas czytania (mroźne, białe święta, pokryte grubą warstwą śniegu drzewa, lodowe sople) mogłoby nie być tak urzekające, gdybym znalazła się na miejscu bohaterów opowieści. Zimny, niedogrzany młyn, brak ciepłej wody, ogień, który dymi, zamiast grzać.
Kilkanaście lat temu spędzałam Sylwestra w domku na działkach. Nie był to co prawda stary kilkusetletni młyn, ale otoczenie było równie piękne. Było mroźnie, było biało, wokoło las, niedaleko zamarznięty staw. Niestety było też przeraźliwie zimno. Kilkanaście stopni ciepła, a jedyne źródło ogrzewania – koza, przez długi czas, nie chciało się rozpalić, zmarzłam wtedy na kość.
Wracając do lektury; jest tam też scena przedświątecznych zakupów, która mnie (zakupoholiczkę) wprawia w błogostan. Książka kończy się zupełnie inaczej niż się spodziewałam. Nie daje rozwiązania, ale daje nadzieję. Tym też jest dla mnie Wigilia. Nadzieją. Nadzieją na pojednanie, na odkupienie win, na lepsze czasy.
Will - ojciec rodziny, który jest alter ego pisarza jest nauczycielem w amerykańskim College w Paryżu i filozofem. Wiecznie się zamartwia i wszystko analizuje. W sytuacji groźby rozpadu jego małżeństwa postanawia jeszcze raz przeżyć cudowne rodzinne święta, które ma nadzieję scalą to, co może niedługo ulec zniszczeniu. Ten z pozoru szalony pomysł zaproszenia na święta rodziny, która nie bardzo ma ochotę na ich spędzanie gdzieś na pozbawionym uroków cywilizacji odludziu (bez centralnego ogrzewania, ciepłej wody, telefonu czy telewizji) okazuje się impulsem do przemyśleń i podjęcia pewnych ważnych decyzji przez każde z dorosłych już dzieci.
Poza warstwą psychologiczną opowieści mnie spodobała się jej świąteczna oprawa. Kamienny młyn położony w pokrytej śniegiem dolinie nad zamarzniętym stawem w otoczeniu ośnieżonych drzew robi wspaniałe wrażenie. Na szybach młyna mróz wymalował lodowe inkrustacje. Ściany młyna zostały przyozdobione kilkunastoma metrami czerwonego aksamitu, stół pokryty obrusem z zielonego sukna i zastawiony wazonem z gałęziami ostrokrzewu. Wnętrze młyna zdobi ogromna, kilkumetrowa choinka. Kiedy Will maluje drewnianą podłogę czuję niemal zapach lakieru, a kiedy zapalają ogień w kominku i wspólnie śpiewają kolędy chciałabym znaleźć się tam wtulona w fotel i wpatrzona w ogień. Potem jest wspólne ubieranie choinki, przygotowywanie posiłku, zabawa w gospodzie, otwieranie prezentów, wspólne lepienie szopki ze śniegu. To co z punktu widzenia ojca rodziny jest fantastycznym współprzeżywaniem nastroju świąt, z punktu widzenia pozostałych członków rodziny jest obowiązkiem, koniecznością, ucieczką, rozterką.
Obok moja ubiegłoroczna choinka
To co tak mnie urzeka podczas czytania (mroźne, białe święta, pokryte grubą warstwą śniegu drzewa, lodowe sople) mogłoby nie być tak urzekające, gdybym znalazła się na miejscu bohaterów opowieści. Zimny, niedogrzany młyn, brak ciepłej wody, ogień, który dymi, zamiast grzać.
Kilkanaście lat temu spędzałam Sylwestra w domku na działkach. Nie był to co prawda stary kilkusetletni młyn, ale otoczenie było równie piękne. Było mroźnie, było biało, wokoło las, niedaleko zamarznięty staw. Niestety było też przeraźliwie zimno. Kilkanaście stopni ciepła, a jedyne źródło ogrzewania – koza, przez długi czas, nie chciało się rozpalić, zmarzłam wtedy na kość.
Wracając do lektury; jest tam też scena przedświątecznych zakupów, która mnie (zakupoholiczkę) wprawia w błogostan. Książka kończy się zupełnie inaczej niż się spodziewałam. Nie daje rozwiązania, ale daje nadzieję. Tym też jest dla mnie Wigilia. Nadzieją. Nadzieją na pojednanie, na odkupienie win, na lepsze czasy.
"Matka Wszystkich Lalek" Monika Szwaja
"Matka Wszystkich Lalek" nawiązuje do świąt Bożego Narodzenia, dlatego polecam...
Monika Szwaja zabiera nas w niesamowitą podróż do Bretanii. Wspaniałe miejsce, które warto odwiedzić, zwiedzić, a nawet tam zamieszkać. Jednocześnie autorka opisuje nam nasze piękne Karkonosze, które mają swój urok i czar. Co łączy te dwa urocze zakątki pełne magii? Łączy je pewna niespełna 30 letnia Klara, a raczej z francuskiego Claire. Klara to wspaniała i utalentowana osoba, która wraz z rodzicami, siostrą i babcią mieszka na małej wysepce w Bretanii.
"Pointe du Raz jest najbardziej na południe wysuniętym cyplem półwyspu Finistere, ograniczającym z kolei od północy wielką i słynną ze sztormów Zatokę Biskajską. Powyżej Pointe du Raz był juz otwarty Atlantyk. Na przedłużeniu cypla, osiem kilometrów od jego końca, tkwiła w oceanie maleńka wysepka, Ile-de-Sein..."
Zachełmie, górska miejscowość, w której żyją wspaniałe osoby. Jedna z nich niestety jest umierająca, z ostatnią wolą do Bretanii wyrusza Egon i Erwin Zacharzewscy. Wiozą wiadomość, która zmieni życie niejednej osobie...
Monika Szwaja wspaniale wplata wątek wspomnieniowy, który wywołuje ogromne emocje. Poznajemy Elżunię, która w swoim życiu przeżyła niesamowite chwile pełne cierpienia, żalu, a chwilami szczęści...
Więcej TUTAJ_KLIK
Monika Szwaja zabiera nas w niesamowitą podróż do Bretanii. Wspaniałe miejsce, które warto odwiedzić, zwiedzić, a nawet tam zamieszkać. Jednocześnie autorka opisuje nam nasze piękne Karkonosze, które mają swój urok i czar. Co łączy te dwa urocze zakątki pełne magii? Łączy je pewna niespełna 30 letnia Klara, a raczej z francuskiego Claire. Klara to wspaniała i utalentowana osoba, która wraz z rodzicami, siostrą i babcią mieszka na małej wysepce w Bretanii.
"Pointe du Raz jest najbardziej na południe wysuniętym cyplem półwyspu Finistere, ograniczającym z kolei od północy wielką i słynną ze sztormów Zatokę Biskajską. Powyżej Pointe du Raz był juz otwarty Atlantyk. Na przedłużeniu cypla, osiem kilometrów od jego końca, tkwiła w oceanie maleńka wysepka, Ile-de-Sein..."
Zachełmie, górska miejscowość, w której żyją wspaniałe osoby. Jedna z nich niestety jest umierająca, z ostatnią wolą do Bretanii wyrusza Egon i Erwin Zacharzewscy. Wiozą wiadomość, która zmieni życie niejednej osobie...
Monika Szwaja wspaniale wplata wątek wspomnieniowy, który wywołuje ogromne emocje. Poznajemy Elżunię, która w swoim życiu przeżyła niesamowite chwile pełne cierpienia, żalu, a chwilami szczęści...
Więcej TUTAJ_KLIK
wtorek, 20 grudnia 2011
Powróćmy jak za dawnych lat...
Więcej o książce na moim blogu. Zapraszam.
Ekspres polarny (reż. Robert Zemeckis)
Każdy z nas miał kiedyś niezachwianą wiarę we wszystko, wróżki, zając wielkanocny, św. Mikołaj. Ta nasza pewność, radość gdy nadchodził czas spotkania ich. Z czasem co niektórzy tą wiarę tracą, zabiera ją nam dorosłość oraz brak wyobraźni. A co jeśli brak wiary sprawia, że zanika wszystko?
„Ekspres polarny” to historia ośmioletniego chłopca, który przestaje wierzyć w tak ważną osobistość jaką jest św. Mikołaj. Wszystko jednak się zmienia gdy w Wigilię budzi go pociąg zatrzymujący się obok jego domu, okazuje się, że dojedzie nim na Biegun Północny. Początkowo niezbyt dowierza Konduktorowi, ale po namyśle wsiada do pociągu. I tak zaczyna się jego przygoda podczas, której pozna nowych przyjaciół, a także nauczy się kilku ważnych rzeczy. Co ważne spotka też Mikołaja ;).
Z tego co wyczytałam film powstał na podstawie książeczki, która liczyła sobie zaledwie 29 stron. Reżyser musiał się napracować przy tworzeniu. I jak dla mnie to jest kawał dobrej roboty. Bajka uczy i bawi, brak tu jakiś scen przemocy, które teraz bardzo często się pojawiają. Jest tu przekaz o wybaczaniu, wierze, przyjaźni. Wszystko ładnie wplecione w fabułę. „Ekspres polarny ogląda się z ciekawością i przyjemnością. ;).
poniedziałek, 19 grudnia 2011
Krallowych świąt

Dziś nie będzie ani o książce, ani
o filmach. Będzie za to o wspaniałym świątecznym rozkołysaniu. Jak zapewne wiecie teoretycznie nasze
kolędy zarezerwowane są na samo Boże Narodzenie. Na szczęście
jest sporo piosenek, które wprowadzają w odpowiedni klimat.
Osobiście bardzo lubię te stare, pochodzące z amerykańskich
filmów złotego okresu Hollywood. Do tej pory najbardziej ceniłam
je w wykonaniach oryginalnych, ale niedawno odkryłam płytę
„Christmas Songs” Diany Krall z 2005 roku. Fakt, mam lekkie
opóźnienie, ale jak powszechnie wiadomo, lepiej późno niż wcale.
Ciut więcej o tej płycie na moim blogu. Zapraszam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




