niedziela, 11 grudnia 2011

Doskonałe święta?




Święta Bożego Narodzenia to niezwykły i magiczny czas. Rodzinne spotkania, choinka, światełka, Mikołaj, śnieg, smakołyki w tym czasie są wszędzie. Dlatego też święta to bardzo ciężki czas dla ludzi samotnych. Zupełnie inaczej czuje się człowiek, który sam idzie przez oświetlone świątecznymi lampkami ulice na świąteczne zakupy i sam musi oglądać wszystkie świąteczne programy, reklamy i filmy. I nawet jeśli nie lubi świąt i chciałby ich nie dostrzegać, nie ma takiej szansy.

Jak w takim razie poradzić sobie w Boże Narodzenie? Zapraszam do przeczytania o filmie "Przetrwać święta" Mike'a Mitchella na moim blogu.

Spędźmy święta w Lost River ;)

A Redbird Christmas
Literackie, 2005
Literatura amerykańska
Liczba stron: 234
10/10

Fannie Flagg jest autorką, o której każdy chociaż słyszał. Jej "Smażone zielone pomidory" to bestseller, który wielu przeczytało. Pisarka urodziła się w 1944 roku, w Alabamie. Mając 19 lat zaczęła produkować programy telewizyjne, następnie dala się poznać jako aktorka i znakomita pisarka uwielbiana przez czytelników z całego świata.

Jak myślicie: Co robi samotny, rozwiedziony mężczyzna, dysponujący bardzo skromnymi oszczędnościami i mający przed sobą zaledwie kilka miesięcy życia?
A. poddaje się smutkowi i przygnębieniu?
B. kupuje skrzynkę piwa jako jedyną osłodę tej ponurej sytuacji?
C. wyjeżdża do Lost River, małego miasteczka w Alabamie, poznaje jego nieco zwariowanych i sympatycznych mieszkańców, próbuje pomóc małej niepełnosprawnej Patsy oraz zaprzyjaźnia się z małym ptaszkiem o imieniu Jack i... czeka na cud?
Oswald, bohater książki Fannie Flagg, wybrał rozwiązanie C. (I zdradzę Wam sekret: To właśnie była najlepsza odpowiedź!!!).

Pewnie gdyby nie wyzwanie czytelnicze Znalezione pod choinką nie sięgnęłabym po tę książkę. I powiem Wam szczerze, że wiele bym straciła, bo była to cudowna podróż do malutkiego miasteczka Lost River.
Nie można powiedzieć, że Lost River jest zapomniane. Nie ma tam pustostanów, zapuszczonych ogrodów, wszędobylskich chwastów. Dom Kultury nie jest ruiną, jedyny sklep nie został opuszczony. Wręcz przeciwnie - Lost River tętni życiem. Sklep Roya ma się świetnie, dookoła piękne ogrody, zadbana rzeka, o Dom Kultury dbają Groszki. To właśnie do tego miejsca przybywa umierający (choć ciągle trwający wśród żywych) Oswald T. Campbell.
Oswald to przyjemny facet koło pięćdziesiątki. Rozwiedziony, należy do AA. Kiedy dowiaduje się o chorobie dzwoni do Lost River, miasteczka z broszurki z początków XX wieku. Okazuje się, że jedyny miejscowy hotel spłonął w 1911 roku. Ale sympatyczni mieszkańcy pomagają Oswaldowi lokując go u Betty Kitchen.
"Boże Narodzenie w Lost River" to niezwykła książka. Pełna nadziei, ciepła, wiary, dobra i miłości. Tej ostatniej tu szczególnie dużo, ale w taki spokojny, nienarzucający się sposób. Frances nie spodziewa się, że ponownie odnajdzie miłość. Mildred przejdzie uczuciową przemianę i wyjedzie z mężczyzną z miasteczka. Roy także odżyje pod względem miłości.
W Lost River zdarzy się niejeden cud. Kreole przejdą na drugą stronę rzeki, w dziwny sposób spełni się życzenie małej Patsy. Spadnie także śnieg, co już samo w sobie jest niezwykłe. Choć książka jest trochę przewidywalna, nie umniejsza to piękna powieści.
Gorąco polecam książkę na te dni przed Bożym Narodzeniem. Kiedy ja ją czytałam w tle świątecznie zawodził Elvis Presley. Coś pięknego.

Recenzję znajdziecie także na moim blogu

"Coming Home" - Patricia Scanlan


Zapraszam do przeczytania moich wrażeń z lektury książki Patricii Scanlan - "Coming Home" - czekają na was irlandzka gościnność, tradycja i rodzinne święta. Moim zdaniem to idealna lektura na świąteczne popołudnie!

Więcej tutaj.

piątek, 9 grudnia 2011

Święta w domu sióstr

Najtrudniej  ocenić książkę, o której czytało się wiele pochlebnych opinii, wręcz czytelnicy jej pożądali, kiedy była nieosiągalna w księgarniach. Łatwo wtedy o rozczarowanie, gdy w rezultacie nie sprostała wymaganiom postawionym przed rozpoczęciem czytania. Tak jest z Domem sióstr Charlotte Link. Właściwie jest to powieść w powieści, przekładana jak placek świąteczny. Ale po kolei.
 
Białe Boże Narodzenie jak z piosenki jest oczekiwane jako dopełnienie świątecznego wystroju - na zewnątrz biało, w domu ciepło, przytulnie i... smacznie. Oczekuje się specyficznej atmosfery sprzyjającej wzmocnieniu więzi, ułożenia problemów osobistych po wyjaśnieniach, podejmowania ważnych decyzji. Z tą myślą niemieckie małżeństwo prawników wynajęło dom na odludziu w Yorkshire. Miał to być też prezent Barbary dla Ralpha z okazji czterdziestych urodzin. Tymczasem zanosi się na zimę stulecia. Ludzie z miasta nie są zapobiegliwi i przewidujący, więc Wigilia wita ich śnieżycą, ścianą śniegu i odcięciem od świata z brakiem zapasów żywności. Parę kromek chleba, jajek, marmolady, nieco masła, kilka zwiędniętych ziemniaków, kawa i herbata to ich świąteczna i poświąteczna uczta wymagająca racjonowania. Są jak Robinsonowie, którzy muszą oswoić nową rzeczywistość. Między nimi na odludziu też nie układa się dobrze, nie potrafią przezwyciężyć urazów.
Właścicielka domu, siedemdziesięcioletnia Laura, wyjechała do siostry, ale nieustannie myśli o domu, bojąc się o coś, co może zostać przypadkowo odkryte.
W czasie wyprawy do szopy po drewno Barbara natyka się na skrzynkę zawierającą maszynopis dawnej właścicieli domu, Frances Gray, który nie jest typowym pamiętnikiem, lecz powieścią pisaną w trzeciej osobie, by mieć dystans do opisywanych spraw. Charlotte Link na przemian przedstawia dni świąteczne i końca roku 1996 oraz kolejne wydarzenia z życia Frances i jej rodziny oraz bliskich. Odkryta powieść to typowa saga rodzinna zaczynająca się na początku XX wieku, by potem przedstawić działalność sufrażystek, losy na froncie francuskim  I wojny światowej, skupić się na wydarzeniach II wojny światowej, ale widzianej z perspektywy prowincji. Wiele odcieni miłości, zazdrość, zdrada, nienawiść, przywiązanie do domu i ziemi, tajemnica, tworzyć ma tę smakowitą dla czytelnika część placka świątecznego. Postać autorki wspomnień jest silną osobowością, oschłą na zewnątrz, skrywającą swe uczucia i dlatego nie wzbudza sympatii podobnie jak i inne postacie. Wszyscy są irytujący swoim pogodzeniem się z losem, obłudą, bezradnością.  Tak bardzo pożądają szczęścia, ale nie potrafią całego życia, uwarunkowań rodzinnych i społecznych rzucić na jedną szalę i wygrać. "Prawda bywa okrutna, a czasem bolesna, ale przynajmniej jest prawdą. Dzięki niej cała sprawa ma jakiś sens." - pisze Frances w 1980 roku.
Wierzchnia warstwa ma połączyć dwie poprzednie, wprowadzić zagrożenie, zdynamizować ciągnącą się jak guma do żucia fabułę. No i otrzymujemy dawkę grozy oraz dość szybkie zakończenie. Uff!  Zakończenie jest słabszą stroną książki - zbyt pospieszne w wydarzeniach, ocenie nowej postaci, która odegra ważną rolę, jednak w paru wątkach otwarte, więc może pobudzać wyobraźnię. Wprawdzie książkę czyta się szybko, lecz nie zawsze pośpiech jest atutem.
______________________
Charlotte Link, Dom sióstr / Das Haus der Schwestern, przeł. Ryszard Wojnakowski, wyd. I, s. 640, Wydawnictwo /Sonia Draga, Katowice 2011.

czwartek, 8 grudnia 2011

Mandarynkowy lampion

Ze Świętami nierozerwalnie wiąże się także sezon na mandarynki !
Soczyste, słodkie , aromatyczne. Zajadają się nimi i mali i duzi.
A jakże piękne rzeczy z nich można zrobić ... :)

Święta z Anią i inne opowiadania na Boże Narodzenie

Moja ostatnia wizyta w antykwariacie zakończyła się zakupem tej oto książeczki : 


Prawdziwie szczęśliwy traf, bo ostatnio poszukiwałam czegoś o bożonarodzeniowej tematyce. " Święta z Anią i inne opowiadania na Boże Narodzenie " Lucy Maud Montgomery to ( jak tytuł wskazuje ) szesnaście opowiadań autorki. Dwa z nich pewnie znacie, bo pochodzą z " Ani Zielonego Wzgórza " i " Ani z Szumiących Topoli ", pozostałe czternaście to bliżej nieznane, pewnie nie tylko mnie, opowiadania zamawiane u autorki i publikowane przez kandyjskie czasopisma na przełomie 19-go i 20-go wieku.

Nie będę ukrywać, że najlepsze są właśnie opowiadania pochodzące z książek o Ani. Przyznam się szczerze, że dawno już do Ani nie wracałam ( pewnie kilka lat ), ale teraz mam wielką na to ochotę. Myślę, że nadchodzące święta będą doskonałą okazją, by odwiedzić Zielone Wzgórze. Pamiętacie, jak Ania marzyła o sukience z bufiastymi rękawami ? A jakie katorgi w sklepie przechodził nieśmiały Mateusz chcąc Ani kupić wspomnianą sukienkę ? Ja o tym pamiętałam, ale ZAPOMNIAŁAM, że Ania dostała ją w wigilijny poranek, a wieczorem wystąpiła w niej na uroczystym koncercie.

" Poranek wigilijny zastał świat w białej, cudnej szacie. Grudzień był bardzo łagodny i oczekiwano gwiazdki zielonej. Tymczasem w nocy spadł śnieg, który wystarczył, by całkowicie przeobrazić Avonlea. Ania zachwyconym wzrokiem patrzyła wokoło przez zamarznięte okno swego pokoiku. Sosny w Lesie Duchów stały cudne niby białe pióropusze; brzozy i dzikie wiśnie osypane były perłowym szronem; na zaoranym polach bruzdy pokryły się śniegiem. Powietrze, czyste i chłodne, sprawiało rozkosz. Ania zbiegła ze schodów, śpiewając wesoło, aż głos jej rozległ się po całym Zielonym Wzgórzu. "

"- Nie wiem, czy będę mogła jeść śniadanie- rzekła uszczęśliwiona Ania. - W tak niezwykłej chwili śniadanie wydaje się rzeczą zbyt prozaiczną. Wolę nasycić mój wzrok tą sukienką. Cieszę się tak bardzo, że bufiaste rękawy są jeszcze modne. Czuję, że nie potrafiłabym przeżyć tego, gdyby wyszły z mody, zanim doczekałabym się sukni z takimi rękawami. Nie umiałabym być zupełnie zadowolona."
- nie tęsknicie za podobnymi zdaniami wygłaszanymi przez Anię ? Ja się stęskniłam.

Drugie opowiadanie pochodzące z " Ani z Szumiących Topoli " opowiada o wizycie na Zielonym Wzgórzu Julianny Brooke ( niesympatycznej nauczycielki, z którą Ania pracowała w szkole ).

" Ania już jaśniała świąteczną radością. Zaczęła jaśnieć dokładnie w momencie, gdy pociąg ruszył ze stacji. Zostawiała za sobą ponure ulice, jechała do domu, do domu na Zielone Wzgórze. "

"- Na tej drodze jest takie jedno miejsce, w którym nagle czuję, że jestem w domu - powiedziała Ania. - O, tam, na szczycie następnego pagórka, skąd widać światła Zielonego Wzgórza. Marzę o kolacji, którą przygotowała dla nas Maryla. Już tu czuję, jak pachnie. Och, jak dobrze być znowu w domu !"

Czar Ani i Zielonego Wzgórza sprawił, że Julianna Brooke wydobyła się ze swojej brzydkiej, oschłej skorupy : " Inaczej patrzę na świat - myślała Julianna zasypiając. - Nie miałam pojęcia, że istnieją tacy ludzie."


Pozostałe opowiadania, choć do wspomnianych dwóch im sporo brakuje, mają swój staroświecki urok. Nawet ich namolne morały, od których już zdążyliśmy się odzwyczaić ( już nie pisze się tak dla dzieci ) bardzo nie rażą. Najbardziej spodobał mi się " Świąteczny koszyk ciotki Cyryli ". Opowiadanie, o tym jak tytułowy koszyk, a raczej jego smakowita zawartość sprawiła, że pasażerowie pociągu, który utknął w śnieżnych zaspach, mogli prawdziwie świątecznie spędzić Boże Narodzenie.

I takie to właśnie są opowieści. O Bożym Narodzeniu i jego wielkiej mocy : do zażegnywania konfliktów i sporów, do wydobywania z ludzi wszystkiego, co najlepsze. O świętach, jako okazji do robienia dobrych uczynków. Historie mniejszych i większych cudów. Wszak wszystko musi się dobrze skończyć, prawda ? Z sympatii dla Ani i kierując się duchem nadchodzących świąt - powiem tylko tyle, że miło się tę książkę czytało.  Było staroświecko, sentymentalnie, ale miło. I za Anią zatęskniło mi się przy okazji. Troszkę. ( No dobrze, bardziej niż troszkę.)

Recenzję opublikowałam wcześniej na moim blogu Morze książek . Mam nadzieję, że w ciągu najbliższych dni zamieszczę w "Znalezione pod choinką " kolejnego świątecznego posta - pomysł już jest.


Lucy Maud Montgomery, Święta z Anią i inne opowiadania na Boże Narodzenie, Galaktyka, 1996, s. 208

środa, 7 grudnia 2011

Kevin sam w domu

Rodzina McCallisterów na Święta Bożego Narodzenia wyjeżdża do Francji. Rodzinka prawie spóźniła się na samolot, w wyniku całego zamieszania zapomnieli o 8-letnim Kevinie. Od tej pory musi sobie sam radzić w domu. Dwóch złodziei już czyha, żeby okraść dom państwa McCallisterów. Jednak nie wiedzą o tym, że ktoś został w domu. Kevin bawiąc się w dorosłego zastawia na nich pułapki.

Któż z nas nie zna Kevina McCallistera? Gdy wczoraj w mojej klasie rozeszła się fama o tym, że Polsat puszcza o 20:00 słynnego Kevina każdy chwycił za telefon, by ustawić sobie przypomnienie. I prawdę mówiąc, nie dziwię im się - sama go uwielbiam i oglądam przy każdej świątecznej okazji.
Mimo że film widziałam kilkanaście razy, zawsze tak samo się z niego śmieję. Śmieję się gdy Kevin robi zakupy, gdy ucieka przed starszym panem ze sklepu, gdy udaje mu sie wykiwać dwójkę sprytnych złodziejaszków. Najgłośniej się śmiałam przy scenie, w której Kevin straszy gościa od pizzy, że nafaszeruje go ołowiem. Tak, ten film jest niesamowicie optymistyczny.
W filmie są także momenty ściskające za serce. Piękna dla mnie jest scena , w której starszy pan Marley godzi się z synem i ściska w ramionach wnuczkę. Także moment, w którym w drzwiach staje cała rozgadana rodzina McCallisterów jest świetny. Kevin odzyskuje to czego tak bardzo nie chciał dwa dni wcześniej. Tą odzyskaną rzeczą jest rodzina.
Uwielbiam postacie złodziejaszków - Harry'ego i Marva. Oboje są fantastycznie wykreowani i nie wyobrażam sobie, by ktoś zupełnie inny miał się pojawić w tych rolach. Oni są jedyni, oni także stanowią klimat tych świąt.
Lubię oglądać ten film ze względu na jego prawdziwie świąteczno-zimowy klimat oraz z e względu na jakąś taką samoustaloną tradycję. Nie wyobrażam sobie okresu Gwiazdkowego bez Kevina.
Ja tradycję oglądania Kevina uczciłam, a Wy? ;)