Dzień dobry, dzień dobry, dzień dobry :)
W tym roku nie muszę zdmuchiwać pajęczyn i przecierać kurzy, bo już to niedawno zrobiła jedna z uczestniczek pisząc o śpiewaniu kolęd :) To znak, że znów nadchodzi czas, by odkrywać na nowo ten cudowny świat wszystkiego tego, co związane z
najpiękniejszymi świętami w roku - Bożym Narodzeniem!
Oczywiście najpierw jednak - formalności ;) - trzeba podsumować poprzedni sezon :)
Aktywnie uczestniczyło 5 fantastycznych dziewczyn :) Ja muszę się wstydzić mając nadzieję na rehabilitację w tym sezonie ;)
Przeczytałyście wspólnie 8 książek, a Aine, którą ponownie chciałabym wyróżnić zaprosiła nas na cudowną podróż do dziecięcej krainy marzeń - Krainy Bombek!
Najaktywniejszą uczestniczką była Bujaczek (3 wpisy), na drugim
miejscu znalazły się Montgomerry i Aine (2), a na
trzecim pozostałe uczestniczki Kasiek i Karto_flana :) Bardzo Wam
dziękuję!!!
Na koniec, jak zwykle, mały wycinek ze statystyk (dla całego okresu) -
najwięcej wyświetleń, ponownie, mieliśmy w Stanach
Zjednoczonych (ponad 250 tys. wyświetleń), potem w kolejności w Polsce (ponad 80 tys.),
Francji, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Rosji, Chinach (!), Indiach (!),
Hiszpanii oraz Kanadzie.
Jeśli chodzi o popularność postów, to największą
(ponad 187 tys. wyświetleń!) cieszy się pierwszy historyczny wpis w adwentowym kalendarzu, na
drugim miejscu (ponad 112 tys.) przepiękny i mądry wpis Ysabell z 2010r.! "O świętach na smutno" , na podium znajduje się jeszcze, i tu niespodzianka - wstępniak po raz drugi autorstwa Joanny (ponad 15 tys. wyświetleń).
Kolejny raz bardzo, bardzo Wam dziękuję za ponowne wspólne przeżywanie świątecznego
okresu, a uroczyste ogłoszenie otwarcia kolejnego sezonu już niedługo, za niecały miesiąc - od 13 listopada
zapraszam do dzielenia się świątecznymi wrażeniami!
niedziela, 16 października 2016
niedziela, 11 września 2016
Kolędowanie
Chciałam tylko napisać, że ja już wczoraj śpiewałam sobie kolędy. Z tęsknoty... I przypominałam sobie, jak kolędowałam z bratem i przyjaciółmi. Byłam Gwiazdą (z folii aluminiowej) i deklamowałam tekst następujący:
JA JESTEM ICH GWIAZDĄ,
SZCZĘŚLIWIE ICH WIODŁAM,
BEZE MNIE BY PEWNIE GDZIEŚ W DRODZE ZBŁĄDZILI,
LECZ MI ZAUFALI
I W BLASK MÓJ WPATRZENI
DO MIASTA BETLEJEM SZCZĘŚLIWIE TRAFILI.
wtorek, 2 lutego 2016
Podarujmy miłość - nie tylko od święta
Wiem
że święta już dawno za nami, choinki rozebrane, ozdoby świąteczne
pochowane a my żyjemy szarą codziennością, ale czy miłością
powinno obdarowywać się tylko w ten magiczny czas? Moim zdaniem o
świętach, zimie można czytać zawsze, może nie czuje się tego
klimatu tak mocno jak w grudniu, ale jest on obecny. Możemy
ochłodzić się czytając o zaspach śnieżnych i mrozie w upalną
wiosnę lub lato albo ogrzać smutną duszę lub pocieszyć złamane
serce w każdą porę roku opowieściami o miłości i odnajdywaniu
siebie.
Dwunastu
autorów, dwanaście opowiadań, dwanaście różnych historii, które
łączy czas świąteczno-sylwestrowy oraz miłość, nadzieja i
dobroć. Nigdy nie wiadomo kiedy zderzymy się z miłością. Może
przyjść powoli, niezauważona, cierpliwie czekająca aż osoba
znana od kilku lat zauważy, że ona jest tuż obok. Początkiem
uczucia może być także zwykła, ale jakże uciążliwa awaria
prysznica. Czasem wystarczy uczestnictwo w przygotowaniach do
jasełek, praca kucharza w malutkiej miejscowości czy też zamiana
biletów lotniczych. Przypadek, zbieg okoliczności? Kolej losu?
Myślę, że to nieistotne gdy w grę wchodzi te magiczne uczucie.
Cała recenzja na Zapatrzona w książki.
czwartek, 28 stycznia 2016
Sabrina Jeffries, Czar wigilijnej nocy.
Jako, że mamy jeszcze okres bożonarodzeniowy (do 2 lutego), to kolejną książkę, jaką przeczytałam był Czar wigilijnej nocy Sabriny Jeffries. To pierwsze moje spotkanie z twórczością tej autorki i zapewniam, że nie ostatnie. Po pierwsze dlatego, że pomysł na powieść i jej konstrukcja mi się podobała, a po drugie dlatego, że Czar wigilijnej nocy to szósty tom cyklu Diablęta z Hallstead Hall. Jakby nie liczyć zostało mi pięć do przeczytania, a zaspokojenie ciekawości zobowiązuje.
Pierce Waverley, ośmioletniego dziedzica hrabiego Devonmonta, poznajemy w kwietniu 1803 roku podczas pobytu w szkole w Harrow. Akurat dzieci opuszczają szkolę na przerwę wakacyjną. Pierce również czeka na rodziców, ale zamiast nich pojawia się krewny Tytus Waverley, syn stryjecznego dziadka Isaaca. Chłopiec nie za bardzo rozumie, dlaczego nie może pojechać do rodzinnej posiadłości Montcliff. Tytus stara mu się wyjaśnić decyzję rodziców w sposób delikatny, ale nie na wiele się to zdaje. Przez kolejne lata Pierce będzie spędzał wszystkie święta i wakacje nie w domu z rodzicami, ale w Waverley Farm u swoich krewnych. Po śmierci Tytusa i jego żony, nad wychowaniem ich dzieci i w dalszym ciągu Pierce’a, będzie czuwał general Isaac. W ciągu kolejnych lat chłopiec nie widział żadnego z rodziców. O ile mógł zrozumieć zimnego i samolubnego ojca, to nie potrafił wybaczyć matce, która nawet nie odpisywała przez lata na jego listy, a w dodatku upokorzyła po raz kolejny, gdy ten pojawi się w rodzinnej posiadłości po uzyskaniu pełnoletności. Z rodzicielką zobaczy się dopiero na pogrzebie ojca, gdy już prawomocnie będzie hrabią Devonmontem. Przez kolejne dwa lata nie będzie jednak utrzymywał z matką żadnych kontaktów i nie otworzy żadnego od niej listu. Owszem, Pierce zadbał o potrzeby matki, zapewnił jej dostatnie życie w starym dworze Monticliff. Nie życzył sobie jednak widoku matki, gdy przebywał w nowym pałacu na terenie posiadłości. Nawet damę do towarzystwa zatrudnił dla niej jedynie listownie biorąc pod uwagę jej referencje.
Tak, Pierce wyrósł na zimnego, pozbawionego serca i niezdolnego do głębszych uczuć mężczyznę. Co więcej przez lata szargał reputację nazwiska, aby okryć wstydem rodzinę, która go porzuciła. Gdy jednak w grudniu 1826 roku dostaje od pani Camilli Stuart ekspress z Monticliff informujący go o chorobie matki, decyduje się wyjechać tamże natychmiast. Gdy na miejscu okazuje się, że to jedynie podstęp damy do towarzystwa matki, Pierce planuje wyjechać do Londynu następnego ranka. Camilla postanawia jednak zrobić wszystko, aby wykorzystać, choć jeden dzień na to, by zbliżyć do siebie zatroskaną matkę i niegodziwego jej zdaniem syna. Zawiera, więc z hrabią szczególny układ, który wpłynie nie tylko na niego, ale również na nią i przyniesie za sobą reperkusje o różnych odcieniach emocji.
Czar wigilijnej nocy to powieść, której akcja właściwie zamknięta jest w obrębię posiadłości Monticliff. Liczba postaci również została ograniczona jedynie do kilku osób. Czytelnik skupia się więc jedynie na głównych bohaterkach, ich rozterkach i skrywanych tajemnicach. Sabrina Jefferies sprawnie wykorzystuje swoje pisarskie atuty. Camilla nie jest może najpiękniejsza, ale to kobieta dowcipna, inteligentna, zuchwała, bezczelna i bezpośrednia. Pierce, który w dzieciństwie został pozbawiony miłości rodzicielskiej, to tylko z pozoru zimny drań. Przede wszystkim w rzeczywistości pragnie poznać prawdziwy powód odrzucenia go przez rodziców.
W książce jest nawiązanie do poprzednich części cyklu Diabląt z Hallstead Hall, ale nie odnoszę się do nich, z prostej przyczyny nieznajomości tychże książek. Nie wiem więc na ile Czar wigilijnej nocy ma coś wspólnego z rodziną Sharp’ów oprócz tego, co zostało wspomniane w tej książce.
Moim zdaniem jest to dobra lektura akurat na okres zimowych świat, bowiem autorka w subtelny sposób włata w fabułę początki bożonarodzeniowych tradycji: ubierania choinki, wieszania skarpet, przynoszenia przez Mikołaja prezentów czy też organizowania świątecznych jarmarków. To opowieść o rodzinnych poplątanych więzach. Oczywiście jak na romans historyczny przystało Sabrina Jeffries nie stroni tu od namiętnych scenek, aczkolwiek nie jest to rażąca jakaś przypadłość. Nie wiem również jednak, na ile jej zamiłowanie w opisywaniu hot scenes uwidocznione jest w innych powieściach. Przeczytam parę, to zapewne wyrobię sobie odpowiednie zdanie w tej kwestii. Niemniej Czar wigilijnej nocy uważam za lekturę godną uwagi w obrębie romansów historycznych.
Sabrina Jeffries, Czar wigilijnej nocy, wydawnictwo BIS, wydanie 2015, tytuł oryginalny: It's Was a Night After Christams, tłumaczenie Dorota Jankowska - Lamacha, cykl: Diablęta z Hallstead Hall (kontynuacja lub jak kto woli TOM 6), okładka miękka, stron 364.
* opinia ukazała się na blogu Słowem malowane w dniu 28 stycznia 2016 r.
wtorek, 29 grudnia 2015
Święta w męskim wydaniu
„-
Życie jest krótkie. Czy naprawdę chcesz przeżyć je tak, aby tego
później żałować? Wkrótce może być za późno na to, żeby coś
zmienić”. [1]
Okres
świąteczny to dla większości kobiet nieustający wyścig z
upływającym w zastraszającym tempie czasem. Aby święta miały
swój magiczny klimat do zrobienia jest cała masa czasochłonnych
rzeczy - ozdobienie domu, ubranie choinki, wypisanie i wysłanie
kartek, kupienie prezentów, przygotowanie ciast, ciasteczek, innych
potraw i wiele, wiele innych rzeczy. Wszystko jest zazwyczaj na
głowie kobiet i bagatelizowane przez mężczyzn... Więc może by
tak ogłosić strajk?
Joy
jest jedną z kobiet należących do Klubu Robótek Ręcznych, która
w przeciwieństwie do swojego męża - Boba - uwielbia święta.
Kiedy poraz kolejny marudzi i nie docenia wspólnie spędzonego czasu
z rodziną żony ta postanawia zrobić strajk. W ten sposób chce mu
udowodnić, że rodzinne świętowanie nie jest takie złe, a
przygotowywanie to nie kwestia pięciu minut a wielu godzin ciężkiej
pracy, którą trzeba pogodzić z pracą zawodową i domowymi
obowiązkami. Kiedy dowiadują się o tym inne kobiety z klubu,
dołączają do strajku i mówią swoim znajomym. Jaki obrót
przyjmie strajk? Czy mężczyźni zrozumieją co chcą udowodnić im
kobiety? A może i one same wyniosą z tego jakąś lekcje?
Z
Sheilą Roberts spotkałam się już przy okazji czytania jej Uliczki
aniołów i bardzo mi się ta
książka podobała dlatego też bez wahania sięgnęłam po Strajk
na Boże Narodzenie, tym
bardziej, że idealnie pasuje do świątecznego okresu.
Co
prawda nie jest to nic nowego czy wyróżniającego się czymś
nadzwyczajnym, ale Sheila Roberts posiada talent do pisania takich
ciepłych, wzruszających oraz zabawnych opowieści tak by ciekawić
i nie nużyć. Fabuła wymyślona przez autorkę wciąga niemal od
samego początku i zapowiada niezłą zabawę. Strajk
na Boże Narodzenie,
to nie tylko zabawna historia o tym jak mężczyźni wbrew sobie przejęli świąteczne obowiązki swoich żon (oj czasem można było
się uśmiać z ich poczynań), ale również ukazanie tego co w tym
czasie powinno liczyć się najbardziej czy też uważanie próba
przekonania iż nie wszystko musi być perfekcyjnie, czasem warto
włączyć innych do przygotowań nawet gdyby miało coś wyglądać
inaczej niż w wyobraźni. Ważnym przesłaniem jest także fakt, że
nie można na siłę zmieniać drugiego człowieka i że w związku
ważna jest sztuka kompromisu. Akcja toczy się niespiesznie, ale na
brak wrażeń narzekać nie można, bo dzieje się naprawdę dużo.
Pomimo
dużej ilości bohaterów nie miałam żadnych problemów z
przypisaniem imion do poszczególnych osób, nie tylko dzięki różnym
historiom, ale również poprzez odmienne osobowości. Sheila Roberts
stworzyła różnorodne postacie, które różniły się od siebie
czym tylko można. Ponadto wszyscy wzbudzali sympatie oraz chęć
obcowania z nimi. Podobało mi się w nich, że nie byli oni idealni
pod względem charakteru ani wyglądu, tylko zwyczajni, co sprawiało,
że byli bardziej realni.
Nie
wątpiłam w to, że czytając Strajk
na Boże Narodzenie
będę się dobrze bawić. Dzięki tej książce poczułam chociaż
namiastkę prawdziwej magi świąt, pośmiałam się, powzruszałam i
doszłam do pewnych wniosków. Podobał mi się klimat powieści,
poruszone w niej tematy, bohaterowie oraz to, co Sheila Roberts
próbuje przekazać. Bez wątpienia sięgnę po kolejne jej pozycje.
Oczywiście
polecam, Sheila Roberts i Strajk
na Boże Narodzenie jest
idealnym pomysłem na spędzenie wolnego czasu w okresie świątecznym.
Napisana lekko i zabawnie oraz z przesłaniem, ale bez moralizowania.
Z pewnością się nie zawiedziecie.
[1]Sheila
Roberts, Strajk na Boże
Narodzenie, s. 250
Autor:
Sheila Roberts
Tytuł:
Strajk na Boże Narodzenie
Wydawnictwo:
Świat Książki
Data
wydania: 2011-11-16
Kategoria:
obyczajowa
ISBN:
978-83-7799-385-9
Liczba
stron: 352
Ocena:
7/10
piątek, 25 grudnia 2015
7 Tajemnic Świętego Mikołaja
Święty Mikołaj - jedna z najbardziej tajemniczych postaci dzieciństwa. Któż z nas nie zastanawiał się jak to możliwe, że w jedną noc odwiedza dzieci w tylu krajach? Jak podrzuca prezenty? Jak wygląda jego codzienne życie?
Na te i inne pytania możemy szukać odpowiedzi w książce Adama Zabokrzyckiego. Nie oczekujcie jednak, że każda tajemnica zostanie wyjaśniona od A do Z.
Dowiecie się jaki jest stosunek Mikołaja do najnowszych zdobyczy techniki, co najchętniej je na śniadanie, że uwielbia spacery po lesie i grzybobranie.
Poznacie nieodłącznych współpracowników Świętego - krasnoludki, renifery, szefa Straży Leśnej Północ - kruka Artura, listonosza - niedźwiedzia Bruna oraz inne zwierzęta zamieszkujące Laponię.
Razem ze Świętym Mikołajem weźmiecie udział w akcji ratowania małego wielorybka, który z powodu odpływu utknął w ujściu rzeki Kemi oraz wyruszycie na niebezpieczną wyprawę mającą na celu uniemożliwienie przestępcom wyrzucenia do morza u wybrzeży Grenlandii toksycznych odpadów.
![]() |
| [1] |
Nie może również zabraknąć wizyty w fabryce, gdzie trwa wytężona praca przy produkcji zabawek dla dzieci z całego świata. Pewne sprawy pozostaną jednak zagadką i nawet namowy Wielkiego Bruna nie pomogą, by Święty Mikołaj uchylił ciut więcej niż rąbek tajemnicy.
Mniej więcej w połowie książki poznajemy też dzieci z Polski. Sympatyczne przedszkolaki toczą zażarte dyskusje na temat Świętego Mikołaja, zaś rodzeństwo z Nowego Sącza, Adaś i Marta odwiedzają na Mazurach kuzynów Dominika i Zosię. Tam, w nocy z 5 na 6 grudnia, postanawiają (wzorem Kudłatego i Scoobie-Doo) zastawić na białobrodego pułapkę. Czy to jednak dobry pomysł podglądać Mikołaja?
Dopóki jest tajemnica, jest radość. Jak tajemnica zostanie odkryta, radość może zniknąć... [2]
Po pełnym wrażeń weekendzie w Olecku, Adaś i Marta wracają z rodzicami do Nowego Sącza i rozpoczynają przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia. Przy pomocy starszej siostry Adaś pisze list do Świętego Mikołaja z bardzo nietypową prośbą. Czy spełnienie marzenia chłopca będzie możliwe? Decyzję o tym musi podjąć Rada Starszych - przedstawiciele wszystkich mieszkańców Laponii...
![]() |
| [3] |
Ogromną zaletą 7 Tajemnic Świętego Mikołaja jest umieszczenie w niej typowo polskich tradycji i zwyczajów, co pozwala dziecku odnaleźć w książce znane mu sytuacje. Są Mikołajki 6 grudnia, uroczysta wieczerza wigilijna z tradycyjnymi potrawami, prezenty pod choinką, kolędy, pasterka. Wzajemne odwiedziny rodzin na Mazurach na początku grudnia i w Nowym Sączu na Święta, są okazją do zaprezentowania podobnych, a jednak odmiennych tradycji. Na przykład czy wiecie jaka jest różnica miedzy gwiazduchami a herodami?
Drugą cechą książki Adama Zabokrzyckiego, która na plus wyróżnia ją spośród podobnych pozycji o Świętym Mikołaju, jest przybliżenie małemu czytelnikowi Laponii nie tylko jako zimowego królestwa latających reniferów i krasnoludków, ale ukazanie rzeczywistego piękna jej przyrody oraz umieszczenie akcji w konkretnych miejscach. Autor kładzie też duży nacisk na konieczność ochrony natury i nienachalnie, choć przekonująco, edukuje dzieci.
Książka jest ślicznie wydana, na kredowym papierze z uroczymi ilustracjami Marty Długołęckiej. Na Święta idealna!
[1] Adam Zabokrzycki, il. Marta Długołęcka 7 Tajemnic Świętego Mikołaja, Siedmioróg, Wrocław 2013, str. 8-9
[2] jw. str. 76
[3] jw. str.70-71
czwartek, 24 grudnia 2015
Święta już tuż, tuż!
Pięknych, cudownych, rodzinnych, pachnących, kolorowych świąt Bożego Narodzenia dla wszystkich uczestników i sympatyków naszego wyzwania!
Wesołych Świąt :)
Wesołych Świąt :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



