niedziela, 25 grudnia 2011

Kartki z pamiętników - Wigilie polskie


Pewnie niemal wszyscy z was znają bloga "Płaszcz zabójcy", będący wyborem fragmentów listów i pamiętników. Wczorajszy, świąteczny odcinek poświęcony był "wigiliom polskim", czyli temu, jak Polacy świętują niezależnie od szerokości geograficznej i okoliczności życiowych.
W odcinku fragmenty zapisków i korespondencji: Seweryna Korzelińskiego (z Australii, 150 lat temu), Zofii Wańkowiczowej, Marii Ginter (z Pawiaka) oraz Zdzisława Beksińskiego. Zapraszam (link).

sobota, 24 grudnia 2011

Holiday (2006) - reż. Nancy Meyers

Iris (Kate Winslet) jest od kilku lat szaleńczo zakochana w mężczyźnie, który jak się okazuje, właśnie postanowił się zaręczyć. Bynajmniej nie z nią. Amanda (Cameron Diaz) właśnie dowiedziała się o niewierności mężczyzny, z którym od kilku lat dzieli mieszkanie... i życie. Obie, nie potrafiąc odnaleźć się w obecnej sytuacji postanawiają odmienić swój los, rozpoczynając o zmiany miejsca zamieszkania. Przynajmniej na jakiś czas. Ot, choćby na dwa tygodnie, w okolicach Świąt Bożego Narodzenia...

Resztę można przeczytać u mnie.

Pięknych Świąt!

Wszystkim Uczestnikom, Sympatykom i Czytającym życzę cudownych, ciepłych świąt, dużo prezentów pod choinką, wielu pyszności na wigilijnych stołach, a także wiele czasu dla Was, dla Waszych rodzin, żebyście mogli go spędzić razem :)

Stroik świąteczny

Dzisiaj Wigilia, więc i dekoracje świąteczne już są w naszych domach. Prezentuję mój tegoroczny stroik świąteczny.



Wszystkim uczestnikom projektu oraz tym,którzy chętnie tu szukają inspiracji lekturowych, życzę zdrowych i pogodnych świąt Bożego Narodzenia. Niech przyszły rok obdarzy nas kolejną porcją lektur o tych świętach.

piątek, 23 grudnia 2011

Nasze polskie wigilie w opowiadaniach


Nasze polskie, tradycyjne święta... Pachnące barszczem, karpiem, makowcem, chlebem... Takie spokojne, rodzinne, magiczne. Wigilijny stół, rozświetlony blaskiem świec i choinki... Dzieci - biegające wokół prezentów, chichoczące po kątach... Czy to wszystko można zamknąć w książce? Można...
Nasze polskie wigilie to zbiór opowiadań, któremu udało się uniknąć doszukiwania się problemów tam, gdzie nich nie ma – to wspaniała skarbnica historii, które ukazują nasze polskie zwyczaje, tradycyjne, pachnące święta w gronie najbliższych, często będące powodem do refleksji i zadumy. Czytając te opowiadania, w nasze serca wlewa się nadzieja i radość świąt – właśnie za to przyznaję tej pozycji pierwsze miejsce. Poznając naszych rodzimych autorów w końcu mogę poczuć magiczny klimat polskiej wigilii w literaturze! Opowiadania są zróżnicowane, nie wszystkie muszą być pogodne – ale znajdujemy w nich spokój, urok świąt i piękno naszej polskiej zimy, którą tak bardzo kocham… Polecam gorąco czytanie tej książki w grudniu. Gwarantuję, że od razu zachce się wam stroić dom i pichcić w kuchni. BRAWO dla redaktorów zbioru za wybór tak świetnych, klimatycznych opowieści.
Kto zaszczycił nas obecnością? Lista autorów jest długa, natykamy się między innymi na Wojciecha Cejrowskiego, któremu udało się zagrać na czułych strunach:
Kilka lat temu mieszkałem w bloku, gdzie większość stanowili ludzie w podeszłym wieku. Wielu z nich samotnych, owdowiałych. (…) W przedświąteczną niedzielę za pozwoleniem proboszcza powiedziałem z ambony kilka słów – takie moje skromne kazanko. I stało się: następnego dnia na klatce bloku, w którym mieszkałem widzę kartkę:
Sąsiedzie, jeżeli masz spędzić Wigilię samotnie – zapraszam do siebie, o godzinie 19. Przynieś, co tam masz uszykowane, albo nie przynoś nic, jeśli nie masz. Siądziemy razem, podzielimy się opłatkiem, pośpiewamy, pogadamy. Podpisano: Jadwiga, spod numeru 19.
(…) Sprawcie, by pusty talerz przy Waszym stole nie stał pusty – niech się wypełni treścią. (…) Sprawcie cud.
Nie wiem, czy Cejrowski przeżył tą historię, czy zasłyszał, czy wymyślił, ale jest to piękne świadectwo i wzruszający pomysł.
Zachwyciła mnie także Małgorzata Kalicińska, swoim opowiadaniem Wracam do mamy Nie czytałam nic, co rozgrywało się nad rozlewiskiem, ale w świątecznym opowiadaniu czuję chłód polskiej zimy na wsi, kiedy wszystko jest białe, spokojne, uśpione i tak radosne. Bohaterka wsiada w pociąg, by spędzić święta tam, gdzie jest najlepiej – u mamy. Ach, to wspomnienie dzieciństwa, które budzi się w nas w każde Boże Narodzenie:
Zobaczyłam zza krętu światła naszego domu. Zawsze jak go widzę, drżę z radości. Mój dom dzieciństwa. Moja, niegdyś bezpieczna arka! Jakoś mi ulżyło…
I tak bohaterka budzi się rano we własnym pokoju, piecze pyszności na święta, tradycyjny, polski chleb. Ten dom PACHNIE, ma w sobie magię świąt, która obezwładnia i odbiera nam troski:
 - Mamo, a choinkę mamy?
(…)
W lesie leży śnieg, taki czysty, nietknięty. Jest już tak… popołudniowo.
(…)
Hanka z mamą ubierają choinkę. No, jasne. Do sylwestra będzie ubrana na biało. Trzydziestego pierwszego mama przebierze ją na kolorowo i tak postoi jeszcze dwa tygodnie.
Być może to tylko moja przypadłość, ale z wiekiem staję się w święta coraz bardziej sentymentalna i tradycyjna. Kiedyś wolałam amerykańskie piosenki od kolęd, dzisiaj odwrotnie. Mimo wszystko jestem taka, jak mama i święta też muszą być takie, jak mama… Właśnie to znajduję w zbiorze opowiadań Nasze polskie wigilie. Obowiązkowa lektura w grudniu, przystanek w biegu, aby przypomnieć sobie – po co one właściwie są?

czwartek, 22 grudnia 2011

O świętach Bożego Narodzenia w Bullerbyn i nie tylko...

W ostatnich dniach trudno mi było znależć wystarczająco dużo czasu na czytanie, więc musiałam zadowolić się tylko małym co nieco : fragmentami "Dzieci z Bullerbyn " o świątach Bożego Narodzenia. Nie będę opisywać treści książki Astrid Lindgren, bo z pewnością wszyscy ją znają. To jedna z moich ulubionych dziecięcych lektur, a w przedświątecznym tygodniu czyta mi się o Bożym Narodzeniu w Bullerbyn szczególnie sympatycznie. Mimo iż rzecz dzieje się w Szwecji i dosyć dawno, to odnajduję w opisywanych historiach atmosferę świąt z mojego wczesnego dzieciństwa. Dzięki książce przypominam sobie, co wtedy czułam : ubierając choinkę, lepiąc papierowe łańcuchy, czekając przyjazdu taty ( bo pracował z dala od domu i przyjeżdżał tylko na weekendy, a czasami rzadziej ), spoglądając na niebo w poszukiwaniu pierwszej gwiazdki, dzieląc się opłatkiem i wyglądając na Świętego Mikołaja, a potem rozpakowując prezenty.

Dawno, dawno temu... gdy w domach na święta nie uświadczyło się sztucznych choinek, a w telewizji ( o zgrozo ! ) mieliśmy tylko dwa kanały - w tych dziwnych czasach święta były najpiękniejsze.W mojej ( mocno wybiórczej ) pamięci Boże Narodzenie zawsze było białe, obsypane śniegiem i szczypiące mrożnym powietrzem.

" Już od początku grudnia Lasse co dzień powtarzał w drodze do szkoły :
- Zobaczycie, że na święta nie będzie śniegu !
Robiło mi się przykro za każdym razem, gdy tak mówił, gdyż bardzo pragnęłam, żeby był śnieg. Ale jeden dzień upływał za drugim, a nie spadł nawet najmniejszy płatek, Aż tu, wyobrażcie sobie, właśnie w samym tygodniu przedświątecznym, gdy siedzieliśmy w szkole i zajęci byliśmy rachunkami, Bosse krzyknął :
- Spójrzcie! Śnieg pada !
I rzeczywiście padał. Ucieszyliśmy się tak bardzo, że zaczęliśmy krzyczeć : hurra ! "


Najprzyjemniejszą częścią przygotowań, w których ochoczo brałam udział, było ubieranie choinki ( na szczęście większość szklanych bombek jeszcze się zachowało i również w tym roku wisi na choince ). A kiedy w końcu upłynęły dni przedświątecznej krzątaniny ( dla mnie przyjemne, dla mamy pracowite ) i wreszcie nadchodziła Wigilia - rozpoczynał się czas wyczekiwania na pierwszą gwiazdkę. Oj, dłużyło mi się owo oczekiwanie, dłużyło !

" A potem nie pozostawało nam już nic innego jak CZEKAĆ ! Lasse powiedział, że te godziny po południu w dzień wigilijny, gdy się tylko chodzi i czeka, i czeka, to jest coś takiego, od czego ludzie siwieją. "
" W końcu jednak nadszedł wieczór wigilijny i jedliśmy kolację przy rozsuwanym świątecznym stole w kuchni. "


Wreszcie mogliśmy podzielić się opłatkiem. Szczerze powiem, że będąc dzieckiem kulinarnych wysiłków mamy nie doceniałam. To, na co przez cały czas czekałam, miało wydarzyć się po wieczerzy. Dziwnym zbiegiem okoliczności, zawsze gdy zjawiał się Mikołaj, taty nie było - chwilę wcześniej musiał wyjść na podwórko. Biedny tata ! - myślałam ( dopóki wreszcie go nie zdemaskowałam ) - Przegapić  wizytę takiego niezwykłego gościa to prawdziwy pech !

Jak każdy lubię sobie czasami ponarzekać : na komercjalizację świąt, na kolejki w sklepach, na brak pieniędzy i czasu ( a tyle jest przecież do zrobienia ) i w ogóle, że z tymi świętami to wiele hałasu o nic, bo przecież święta, święta i po świętach... W przypadku Bożego Narodzenia górę jednak bierze moja sentymentalna natura. Lubię wracać myślami do małej dziewczynki, którą kiedyś byłam - o oczach ogromnych jak spodki na widok niezwykłego, brodatego przybysza z workiem na plecach. I właśnie owego świątecznego zachwytu , zdumienia i entuzjazmu tej małej dziewczynce najbardziej zazdroszczę.
I mogłabym ciągnąć swoje wynurzenia jeszcze dłużej, ale i czasu trochę mało, a i czytelników  też nie chcę moją ckliwością zamęczać - kończę zatem nie nadużywając Waszej cierpliwości.
Wesołych Świąt !


Tekst został wcześniej zamieszczony na moim blogu : Morze książek

Informacje o zamieszczonym zdjęciu - żródło : www.flickr.com, właściciel zdjęcia : The Texas Collection, Baylor University, licencja Creative Commons.

Astrid Lindgren, Dzieci z Bullerbyn, Instytut Wydawniczy Nasza Księgarnia, 1982, s. 390

Zajazd "Jerozolima"

Samotność jest zawsze samotnością wobec kogoś. To właśnie jest ważne, kto jest nieobecnym w naszej samotności. Gdy jest to samotność od ludzi w ogóle, wtedy jest to tylko pustka.
Czym innym jest samotność wobec kogoś najbliższego, jedynego. Jego nieobecność wypełnia tę samotność, nadaje jej barwę. Nawet bolesna tęsknota jest jakąś formą obecności."

Cytat z Notatnika Anny Kamieńskiej łączy się z nastrojem początkowym kolejnej (piątej) powieści Marthy Grimes Zajazd "Jerozolima". Nasz znajomy nadinspektor Richard Jury szczególnie odczuwa swoją samotność w czasie przedświątecznym. Pięć dni przed Bożym Narodzeniem znalazł się w okolicach Newcastle, gdyż został zaproszony do swojej kuzynki, jedynej rodziny. Odpowiednim miejscem do spojrzenia w głąb siebie jest cmentarz. Tam spotyka kobietę zainteresowaną napisem na płycie nagrobnej. Zawiera znajomość z Helen Minton, jedną z tych kobiet, których uroda z wiekiem nabiera szlachetności. Rozmowa sprawia, iż Jury ma nadzieję na kontynuowanie tej znajomości. Tymczasem Helen zostaje otruta, a nadinspektor jest zainteresowany wyjaśnieniem sprawy, mimo ze tylko miejscowa policja ma prawo do prowadzenia śledztwa.
(...)
Ciąg dalszy w Niecodzienniku Literackim. Zapraszam.