sobota, 12 stycznia 2013

Uroki życia



Były dwa, równorzędnie główne powody, dla których obejrzałam ten film. Pierwszy to Meave Binchy, na podstawie książki której go zrealizowano. Drugi - wyzwanie świąteczne.

Kate, właścicielka przepięknego domu położonego nad rzeką, prowadzi w nim dom starców. Grozi jej bankructwo - potencjalnych pensjonariuszy odstrasza "urocza" czwórka mieszkańców. Pewnego dnia odwiedza ją młodsza siostra licząc na to, że pomagając zarobi na podróż dookoła świata. Niestety, tuż przed świętami Kate musi wyjechać, a Ellie musi zaopiekować się domem i jego mieszkańcami. Nie jest to łatwe...

Z mądrego, ciepłego opowiadania o magii Bożego Narodzenia zrobiono równie ciepły i mądry film. Może wydarzenia w nim nie są realistyczne, ale przecież czasami człowiek chciałby uwierzyć, że ludzie są dobrzy, że zmiana jest czymś co przychodzi wtedy, gdy się chce i nie wymaga ciężkiej pracy, a serdeczność otwiera serca i pozwala dojrzeć ludzi takimi jakimi są naprawdę. Chciałby? Jeśli tak - obejrzyjcie ten film:-)

piątek, 11 stycznia 2013

Stokrotki z śniegu - Richard Paul Evans


Swego czasu było o tej książce głośno. Później okazało się, że na tylnej okładce znalazł się fragment opinii Kalio, co napełniło mnie nadzieją, bo jeśli jej się coś podobało, to istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że i mnie to zauroczy. A jeszcze później, w pewnej księgarni, wzięłam Stokrotki w śniegu do rąk i zaczęłam czytać, tak mocno się wciągając, że postanowiłam zabrać je ze sobą do domu. Po powrocie do domu zaś odłożyłam tę powieść na półkę, stwierdzając, że musi poczekać na odpowiedni, idealny dla niej moment. Bo jak już pewnie większość z was wie, Stokrotki w śniegu, to książka, którą najlepiej przyswaja się w ciepłym pokoju, z kubkiem gorącej czekolady w dłoni, podczas gdy na zewnątrz hula wiatr i pada śnieg.

Całość recenzji do przeczytania tutaj 

czwartek, 10 stycznia 2013

W księżycową jasną noc


Zazwyczaj staram się, by lektura książki poprzedzała oglądanie filmu. Tym razem zrobiłam odwrotnie, ale nie czuję, by wybrana przeze mnie kolejność w jakikolwiek sposób zubożyła treść opowiadanej historii.


Młodzi żołnierze amerykańscy ze specjalnej grupy, do której wcielano mężczyzn o bardzo wysokim IQ, zostają wysłani do pałacyku myśliwskiego w głębi lasu, gdzie mają tworzyć czujkę wojska. Nędznie wyposażeni, zdezorientowani co do tego, gdzie tak naprawdę są, docierają do właściwego miejsca i choć pustkowie wokół nich budzi najgorsze lęki, to jednocześnie - z dala od zwierzchników, przemoczonych namiotów, kiepskiego jedzenia - warunki życia zdecydowanie mają lepsze niż dotychczas. Pewnego dnia spotykają żołnierzy niemieckich i to zaczyna się właściwa historia...


Treść powieści Wiliama Whartona została na potrzeby filmu delikatnie odchudzona. W książce znaleźć można było więcej informacji, które pozwalały na pełniejsze poznanie poszczególnych bohaterów. Ich osoby  stawały się dzięki literackim opisom bardziej wielowymiarowe niż te, które poznaliśmy w filmie. Przeszłość bohaterów warunkowała ich nastawienie do wojny, ludzi, a doświadczenia sprzed wojny (najczęściej młodzieżowe, by nie rzec nastoletnie) wciąż wybrzmiewały w postępowaniu młodych żołnierzy.

Jedno z wydarzeń historii opowiedzianej w "W księżycową jasną noc" sprawia, że cieszę się z obejrzenia filmu. Wiem, że samo przeczytanie o tym w książce nie uświadomiłoby mi jak wiele szacunku i przywiązania łączyło Amerykanów. Mówię - to dla tych, którzy czytali i widzieli - o scenie kąpieli.

"W księżycową jasną noc" zrobiło na mnie duże wrażenie.

środa, 9 stycznia 2013

Boże Narodzenie



Wzruszająca historia. Wzruszająca tym bardziej, że prawdziwa.

Grudzień 1914 roku zastał żołnierzy niemieckich, brytyjskich i francuskich w okopach całej Europy. Historia opowiedziana w filmie wydarzyła się w dniu poprzedzającym Boże Narodzenie we Flandrii. Żołnierze wrogich armii postanowili na wigilijną noc zaprzestać ataków, postanowili potraktować dosłownie zawołanie o pokoju na świecie, który ma nastać wraz z Narodzeniem Dzieciątka. To, że walka została przerwana, a żołnierze wspólnie śpiewali kolędy miało swoje konsekwencje.

Film pokazuje inną, niż znana nam współcześnie Europę. Inną nie tylko dlatego, że ogarniętą wojną. Inną, bo   z ludźmi honorowymi, ludźmi, którzy cenili siebie wzajemnie, nawet jeśli byli wrogami. Ludzie, dla których życie innych warte było szacunku także wtedy, gdy je odbierali.

wtorek, 8 stycznia 2013

Nick Hornby "Byl sobie chlopiec"

Ksiazke postanowilam przeczytac po obejrzeniu filmu w jeden z zimowych wieczorow. Film znany mi i ogladany chetnie nawet po raz kolejny. Lekkie kino, o jednak nielekkich problemach dwoch bohaterow- nastoletniego Marcusa i 36-letnego Willa- mieszkancow Londynu, ktorych polaczyla chlopieca przyjazn. Swiadomie nie napisalam "meska przyjazn", gdyz przyjazn chlopieca jakos lepiej mi tu pasuje. Zreszta kto tu jest mezczyzna, a kto chlopcem?
Nie inaczej jest z ksiazka- warto przeczytac. Naprawde porusza i z musza do zastanowienia sie. Film ma nieco inne zakonczenie- mniej ciezkie. Jednak zakonczenie ksiazki nic a nic nie umuje z jej tresci, moze nawet jest nieco "glebsze".
Will ma 36 lat i zyje ze sposcizny po swoim ojcu, ktory stal sie slawny dzieki jednemu Bozonarodzeniowem przebojowi "Sanki Sw. Mikolaja". Will nie pracuje i ogolnie nie robi nic- jakby na przekor calemu swiatu, a zwlaszcza wlasnemu ojcu, ktory, choc juz nie zyje pozostawil pietno na jego psychice. Pewnego dnia Will wpada na szalenczy pomysl- postnawia wymyslic sobie malego synka i zapisac sie do klubu dla samotnych rodzicow, bo samotne matki wydaj mu sie atrakcyjnymi kobietami i partnerkami. W ten sposob poznaje Marcusa i Fione- matke i syna o nieco ekscentrycznych pogladach i sposobie bycia. Fiona walczy z depresja, a Marcus ze strachem o matke, ze strachem przed jej samobojczymi probami. Dodatkow ma sporo problemow w nowej szkole. Okazuje sie, ze beztroski i nieco "pusty" Will ma mu wiele do zaoferowania. A Will odkrywa, ze to dzieki Marcusowi jego zycie stalo sie cos warte.
Palecam zarowno ksiazke, jak i film. Teraz: w okresie Bozonarodzeniowym.
Byl sobie chlopiec (About a Boy)- 2002, rez. Chris Weiz, Paul Weiz.



Will- Hugh Grant
Marcus- Nicolas Hoult
Fiona- Toni Collette
Rachel- Rachel Weisz

Bajkowe Boże Narodzenie



Opowieść o tym jak wiele dobrego w ludziach budzi atmosfera Bożego Narodzenia w iście hollywoodzkim stylu.

Młoda kobieta wychowuje dwoje dzieci swojej tragicznie zmarłej siostry i jej męża. Nastolatek wciąż się buntuje, a jego młodsza siostra tęskni za rodzicami i nieco kapryśnie reaguje na sytuację domową. Ich ciotka, rozmiłowana w starociach trafi pracę i w przeddzień Bożego Narodzenia są skłóceni i niepewni sytuacji finansowej. I w ten oto niezbyt szczęśliwy dzień u drzwi rodziny staje kamerdyner dziadka dzieci. Okazuje się, że ich ojciec był synem księcia i dziadek zażyczył sobie teraz poznać wnuki. Ciotka jedzie z nimi, a na miejscu... No, cóż - trafiają do świata jak z bajki.

Aby nie było zbyt słodko (bo generalnie jest i to bardzo) w filmie posłużono się kolejnym stereotypem; zestawiono zachowania nieokrzesanych Amerykanów i zachowania dystyngowanych Europejczyków. 

Typowo świąteczne filmidło, które można obejrzeć, ale niekoniecznie trzeba.

sobota, 29 grudnia 2012

Miłość na święta?



„- Kocham cię, Dylanie.
- Ja też cię kocham.
- Jesteś cudownym człowiekiem.
- Wiem o tym.
- I bardzo skromnym…
- Jaki sens ma fałszywa skromność?”*

            Traumatyczne przeżycia pozostają w człowieku na zawsze. Powodują, że jakaś część duszy pozostaje zamknięta dla otoczenia i innych ludzi. Czasem zdarza  się jednak, że pojawia się ktoś, kto znajduje klucz do tego zamkniętego obszaru i nawet gdy wydaje się, że nie chcemy by go uwalniać, on to czyni. Powoli, tak by wszystko było do tej pory zamknięte i gromadzone, odeszło, a wraz z tym ból i niepewność.

            Emily od roku jest sama po tym jak narzeczony nie zjawił się w dniu ślubu w kościele. Po tym upokorzeniu wyjechała z rodzinnego Belfastu i mieszka teraz w Londynie oraz  pracuje w magazynie o dekoracji wnętrz. Pewnego dnia zabrała się za odgruzowywanie mieszkania, czyli pozbycie się zbędnych rzeczy i oddać je na dary do jakiegoś sklepu, który po sprzedaży przeznacza pieniądze na szczytne cele. Tam poznaje Dylana, idealnego mężczyznę, któremu od razu się spodobała. Zaczynają się spotykać, ale czy Emily zapomni o tym co ją spotkało i da się ponownie ponieść emocją? Czy tym razem dobrze wybierze?

            W okresie świątecznym czuję potrzebę sięgnięcia po literaturę choć trochę związaną z tym magicznym czasem. Tym bardziej gdy zdarzają się chwilę gdzie nie czuję owej magii chociaż bardzo bym chciała. Tym razem padło na „Zimowy ślub” Owens, polecony mi w tamtym roku. Z opisu wynikało, że będzie to książka lekka i przyjemna, czyli akurat.

            Książka nie jest pozbawiona wad, bo czasem odnosiłam, że dialogi bywały sztuczne i trochę przesłodzone, ale nie było to żadną przeszkodą. Prawdę mówiąc niezbyt zwracałam na to uwagę i z wielką przyjemnością oddawałam się lekturze. Spodobało mi się w tej publikacji to, że Autorka nie stworzyła żadnego melodramatu. Emily dużo przeszła i potrzebowała czasu by to przetrawić, ale gdy była z Dywanem nie miotała się, nie zrywała i nie wracała setki razy. Było widać, że nie oczekuje zbyt wiele od życia i cieszy się z tego co ma. Może właśnie dlatego tak łatwo zjednywała sobie ludzi, nie można było jej nie polubić. Tak samo było z Dywanem, który z miejsca zdobył moją sympatię. Ujął mnie jego charakter i sposób w jaki postępował z Emily oraz jej rodzicami. Lekka i przyjemna historia, która zaczyna się w Wigilie. Duża dawka romantyzmu, zabawne dialogi, barwne opisy pokrytego śniegiem Londynu. Przedstawienie życia Emily tak jakby mogło dziać się to naprawdę. Bez wyolbrzymiania i tego, że ktoś jest biedny, a ktoś bogaty.

            Jestem oczarowana lekkim piórem Owens. Tym jak pisze i tworzy, co prawda była to moja pierwsza jej książka, ale na pewno nie ostatnia. Cenie sobie powieści, które wciągają od pierwszych stron i sprawiają, że nie idzie się od nich oderwać. Jak już wspominałam prędzej fabuła jako całość  nie zaskakuje, ale zdarzały się momenty niepewności tego co będzie. Każda kobieta potrzebuje chwili relaksu, w której będzie mogła pomarzyć o swoim księciu z bajki i ta powieść to umożliwia. Wczułam się w emocje, które odczuwała główna bohaterka i przeżywałam wszystko razem z nią. Wydaje się nie wyróżniać niczym specjalnym, ale ma w sobie coś co sprawiło, że przepadłam z nią na kilka dobrych godzin.

            „Zimowy ślub” to pozycja, która wzrusza i bawi oraz pozwala zapomnieć o troskach dnia codziennego. Lekki styl pisania, barwne opisy i otulające jak puchowa kordełka słowa sprawiają, że chce się więcej i więcej. Polecam!

*str. 269
Autor: Sharon Owens
Tytuł: Zimowy ślub
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: listopad 2011
Liczba stron: 288