sobota, 29 grudnia 2012

Miłość na święta?



„- Kocham cię, Dylanie.
- Ja też cię kocham.
- Jesteś cudownym człowiekiem.
- Wiem o tym.
- I bardzo skromnym…
- Jaki sens ma fałszywa skromność?”*

            Traumatyczne przeżycia pozostają w człowieku na zawsze. Powodują, że jakaś część duszy pozostaje zamknięta dla otoczenia i innych ludzi. Czasem zdarza  się jednak, że pojawia się ktoś, kto znajduje klucz do tego zamkniętego obszaru i nawet gdy wydaje się, że nie chcemy by go uwalniać, on to czyni. Powoli, tak by wszystko było do tej pory zamknięte i gromadzone, odeszło, a wraz z tym ból i niepewność.

            Emily od roku jest sama po tym jak narzeczony nie zjawił się w dniu ślubu w kościele. Po tym upokorzeniu wyjechała z rodzinnego Belfastu i mieszka teraz w Londynie oraz  pracuje w magazynie o dekoracji wnętrz. Pewnego dnia zabrała się za odgruzowywanie mieszkania, czyli pozbycie się zbędnych rzeczy i oddać je na dary do jakiegoś sklepu, który po sprzedaży przeznacza pieniądze na szczytne cele. Tam poznaje Dylana, idealnego mężczyznę, któremu od razu się spodobała. Zaczynają się spotykać, ale czy Emily zapomni o tym co ją spotkało i da się ponownie ponieść emocją? Czy tym razem dobrze wybierze?

            W okresie świątecznym czuję potrzebę sięgnięcia po literaturę choć trochę związaną z tym magicznym czasem. Tym bardziej gdy zdarzają się chwilę gdzie nie czuję owej magii chociaż bardzo bym chciała. Tym razem padło na „Zimowy ślub” Owens, polecony mi w tamtym roku. Z opisu wynikało, że będzie to książka lekka i przyjemna, czyli akurat.

            Książka nie jest pozbawiona wad, bo czasem odnosiłam, że dialogi bywały sztuczne i trochę przesłodzone, ale nie było to żadną przeszkodą. Prawdę mówiąc niezbyt zwracałam na to uwagę i z wielką przyjemnością oddawałam się lekturze. Spodobało mi się w tej publikacji to, że Autorka nie stworzyła żadnego melodramatu. Emily dużo przeszła i potrzebowała czasu by to przetrawić, ale gdy była z Dywanem nie miotała się, nie zrywała i nie wracała setki razy. Było widać, że nie oczekuje zbyt wiele od życia i cieszy się z tego co ma. Może właśnie dlatego tak łatwo zjednywała sobie ludzi, nie można było jej nie polubić. Tak samo było z Dywanem, który z miejsca zdobył moją sympatię. Ujął mnie jego charakter i sposób w jaki postępował z Emily oraz jej rodzicami. Lekka i przyjemna historia, która zaczyna się w Wigilie. Duża dawka romantyzmu, zabawne dialogi, barwne opisy pokrytego śniegiem Londynu. Przedstawienie życia Emily tak jakby mogło dziać się to naprawdę. Bez wyolbrzymiania i tego, że ktoś jest biedny, a ktoś bogaty.

            Jestem oczarowana lekkim piórem Owens. Tym jak pisze i tworzy, co prawda była to moja pierwsza jej książka, ale na pewno nie ostatnia. Cenie sobie powieści, które wciągają od pierwszych stron i sprawiają, że nie idzie się od nich oderwać. Jak już wspominałam prędzej fabuła jako całość  nie zaskakuje, ale zdarzały się momenty niepewności tego co będzie. Każda kobieta potrzebuje chwili relaksu, w której będzie mogła pomarzyć o swoim księciu z bajki i ta powieść to umożliwia. Wczułam się w emocje, które odczuwała główna bohaterka i przeżywałam wszystko razem z nią. Wydaje się nie wyróżniać niczym specjalnym, ale ma w sobie coś co sprawiło, że przepadłam z nią na kilka dobrych godzin.

            „Zimowy ślub” to pozycja, która wzrusza i bawi oraz pozwala zapomnieć o troskach dnia codziennego. Lekki styl pisania, barwne opisy i otulające jak puchowa kordełka słowa sprawiają, że chce się więcej i więcej. Polecam!

*str. 269
Autor: Sharon Owens
Tytuł: Zimowy ślub
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: listopad 2011
Liczba stron: 288

"9 wigilii" antologia

Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 224
Moja ocena : 5/6

Można powiedzieć, że lekturę "9 wigilii" na czas świąteczny zaplanowałam już parę lat temu. Kupiłam sobie książkę latem, po jakieś okazyjnej cenie, stwierdzając, że na zimę będzie w sam raz. Nie określiłam tylko na którą zimą, bo książka przeleżała na mojej półce ponad 4 lata.
W końcu wyzwanie trójkowe zmobilizowało mnie do poznania wigilii w 9 różnych wersjach, widzianych oczyma takich autorów jak: Joanna Szczepkowska, Stefan Chwin, Wojciech Kuczok, Jerzy Pilch, Paweł Huelle, Antoni Libera, Natasza Goerke, Łukasz Dębski, Agnieszka Kołkowska.

Nie wiem jak Wam, ale mnie nazwiska tych autorów w ogóle nie kojarzą się z cukierkowymi, świątecznymi opowiadaniami. I moje skojarzenie, a właściwie jego brak, było jak najbardziej słuszne. Przedstawione w zbiorze historie zawierają oczywiście motyw świąt, ale nie są to opowiastki ociekające lukrem, jak w świątecznej reklamie coca-coli.

Niektóre opowiadania wzruszają, inne skłaniają do zadumy, jeszcze inne, mimo że zawierają motyw świąt, poruszają zupełnie inne tematy. Jak wypada charakterystyka poszczególnych opowiadań?

Najbardziej przypadło mi do gustu ostatnie opowiadanie, napisane przez Panią Joannę Szczepkowską. Mam straszny sentyment do Autorki, już dobre piętnaście lat temu czytałam w Wyborczej jej tematyczne felietony. Dlatego, chyba trochę subiektywnie wyróżniam jej historię "Okno dla anioła", przedstawiającą historię niespodziewanego, wigilijnego gościa.
W drugiej kolejności podobało mi się opowiadanie "I gęsi, i żurawie" Jerzego Pilcha. Atmosfera świąteczna w biednej wsi, ukazana została przez pryzmat jej mieszkańców, którzy w swym gronie mają jednego wyjątkowego osobnika. Bardzo nietypowa ta świąteczna opowieść, ale o jakimś takim niesamowitym klimacie. Jeżeli to jest typowe dla twórczości Pilcha, to proszę o więcej :)
Trójkę moich faworytów w tym zbiorze zamyka opowiadanie "Niech się panu darzy..." Antoniego Libera. W tej historii pojęcie cudu bożonarodzeniowego, nabiera nowego znaczenia. Świetna opowieść, szkoda tylko, że taka krótka.

Pozostałych sześć opowiadań zrobiło na mnie mniejsze wrażenie, ale nie da się ukryć, że są one przykładem dobrej, polskiej literatury. Opowiadanie Wojciecha Kuczoka "Opowieść wigilijna" jest chyba najbardziej wzruszające i nostalgiczne. "Czwarty, który nie zdążył" Agnieszki Kołakowskiej, to historia czwartego wędrowca, który miał dotrzeć do Betlejem i na własne oczy zobaczyć narodzenie Proroka.
"Franz Carl Weber" Pawła Huelle porusza wątek wspomnień, związanych z czasem świątecznym, który przeplatany jest wciągającą historią, prawie szpiegowską. "Malarz duchów" Nataszy Goerke to obraz z pograniczy snów i jawy. "O mówieniu ludzkim głosem" Łukasza Dębskiego pokazuje, jakie znaczenie mogą mieć święta dla porzuconych dzieci. Bardzo wzruszająca opowieść, choć momentami napisana bardzo brutalnym językiem.
"Puste krzesło przy wigilijnym stole" Stefana Chwin to obraz samotności i skomplikowanych relacji w związku. Czas świąteczny sprzyja zmianom, które radykalnie wpłyną na bohaterów opowiadania.

"9 wigilii" to antologia świąteczna, ale nieco inna od tych, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Jeżeli chcecie poznać trochę inny odcień świąt, zapraszam do lektury.
Książkę przeczytałam w ramach grudniowej Trójki e-pik oraz wyzwania Znalezione pod choinką.

środa, 26 grudnia 2012

Kolędujmy

Jak pisałam, płyty z piosenkami świątecznymi w obcych językach są przede wszystkim na czas przedświąteczny, teraz słucham  kolęd. Ich żywot muzyczny jest krótki, ale zawsze pożądany. W tym roku słucham krążka, który dla mnie jest nowością*, mimo że wydano go w 1999 r. - mówię o Annie Marii Jopek Dzisiaj z Betleyem. Trzynaście kolęd i jedna piosenka zimowa bardziej do posłuchania niż śpiewu są interesująco zaaranżowane przez wymienionego w tytule Pawła Betleya i AMJ. Słucha się przy świecach i oświetlonej choince tekstów znanych podanych tradycyjnie, również jazzująco, ale i rodzinnie w duecie z ojcem, solistą "Mazowsza", Stanisławem Jopkiem (dzisiaj już nieżyjącym). Klamrowo (na rozpoczęciu i zakończeniu) dochodzą dźwięki sunących sań i ciężkich odgłosów kopyt, a jako przeciwwaga - odgłosy z Ziemi Świętej. Tak to połączyły się dwa miejsce, dwa postrzegania tradycji świętowania. Z ulubionych wykonań wymienię Hej, w Dzień Narodzenia i Mizerną cichą. Z kolei Dzisiaj w Betlejem i Mędrcy świata są jak wokalno-muzyczne spektakle w teatrze wyobraźni. Kameralna i klimatyczna płyta niesie w sobie radość świętowania, ociepla więzi międzyludzkie. Cenię ją za cały układ, a nie parę kolęd jak to bywało przy innych płytach. To śpiew  w różnych krajobrazach muzycznych. Polecam, jeżeli ktoś jej nie ma w swojej płytotece.
Oryginalna okładka również przyciąga uwagę.
____________
* Myślę o płycie jako całości, gdyż niektóre z kolęd słyszałam w radiu.

"Choinka" Hans Christian Andersen

W te swieta chcialabym wam przypomniec przepiekna bajke H.Ch.Andersena. Kilka dni temu uslyszalam ja na plycie.

Choinka


Daleko w lesie rosła śliczna mała choinka; wybrała sobie piękne miejsce, 
słońce miało do niej dostęp, powietrza było dużo i wszędzie dookoła niej 
rosło wielu jej starszych towarzyszy: sosny i świerki; ale mała choinka 
chciała tylko rosnąć, nie myślała o gorącym słońcu ani o świeżym 
powietrzu, nie zwracała uwagi na wiejskie dzieci, które biegały rozmawiając 
i zbierając poziomki czy maliny; dzieci przychodziły z pełnym dzbankiem, 
układały jagody na trawie, a potem siadały obok choinki i mówiły: 

- Jakie to śliczne, maleńkie drzewko! - choinka nie lubiła tego. 
Następnego roku była już znacznie wyższa, a gdy znowu upłynął rok, 
urosła jeszcze bardziej; sądząc po ilości słojów, można było wiedzieć, ile 
ma lat. 

- Ach, gdybym już była taka duża jak inne drzewa! - wzdychała mała 
choinka. - Mogłabym wtedy rozpostrzeć szeroko gałęzie i patrzeć w daleki 
świat. Ptaki wiłyby gniazda pośród moich gałęzi, a wiatrowi, gdyby zawiał, 
kłaniałabym się wytwornie głową, zupełnie tak samo jak inne drzewa! 

Nie cieszyło jej słońce ani ptaki, ani różowe obłoki, które przepływały 
wysoko nad nią co rano i co wieczór. 

Kiedy nadchodziła zima i wszystko wokoło przykryte było iskrzącym się, 
białym śniegiem, zdarzało się, że zając przeskakiwał przez choinkę (o, 
jakież to było irytujące!). Ale przeszły dwie zimy i na trzecią zimę drzewo 
zrobiło się takie duże, że zając musiał je okrążać. 

"Ach, rosnąć, rosnąć, być dużą, dorosłą to jedyne szczęście na świecie!" - 
myślała choinka. 

Na jesieni przychodzili zawsze drwale i ścinali niektóre z dużych drzew, 
zdarzało się to co roku i młoda choinka, która była teraz zupełnie duża, 
drżała, bo wielkie, wspaniale drzewa padały na ziemię z trzaskiem i 
hukiem. Odrąbywano gałęzie i drzewa leżały teraz nagie, wąskie i długie; 
trudno je było poznać, a potem ładowano je na wóz i konie wywoziły je z 
lasu. 

Dokąd je wieźli? Co je czekało? 

Na wiosnę, kiedy przylatywały jaskółki i bocian, choinka pytała: 

- Czy wiecie, dokąd je zabrano? Czy nie spotkałyście ich? Jaskółka nic nie 
wiedziała, ale bocian słuchał w zamyśleniu, kiwał głową i mówił: 

- Tak, wydaje mi się, że wiem; kiedy leciałem z Egiptu, spotkałem wiele 
nowych okrętów; na okrętach były wspaniałe maszty, wydaje mi się, że to 
były one, pachniały sosną; pozdrawiałem je wielokrotnie, ale one stały 
tak dumnie, takie wyprostowane! 

- Ach, gdybym to ja już była dość duża na to, aby jeździć po morzach! 
Jakie ono właściwie jest, to morze, i jak wygląda? 

- To za trudne do wytłumaczenia! - powiedział bocian i odleciał. 

- Raduj się twoją młodością! - mówiły promienie słoneczne. - Ciesz się z 
tego, że jesteś młoda, że rośniesz! 

Wiatr całował choinkę, rosa płakała nad nią łzami, ale drzewo nie 
rozumiało tego wcale. 

Kiedy nadeszło Boże Narodzenie, ścięto dwa młode drzewka, może 
mniejsze, a może w tym samym wieku co choinka, ale ona nie miała ani 
chwili spokoju, tylko ciągle chciała w świat. Tym młodym drzewkom, a były 
to najpiękniejsze, nie odrąbano gałęzi, położono je na wozie i konie 
wywiozły je z lasu. 

- Dokąd je zabierają? - pytała choinka. - Nie są większe ode mnie, jedna 
była nawet o wiele ode mnie mniejsza. Dlaczego zostawiono im wszystkie 
gałęzie? Dokąd je wiozą? 

- Wiemy, wiemy! - ćwierkały wróble. - Zaglądaliśmy w mieście do okien! 
Wiemy, dokąd one jadą! Wiozą je do największych wspaniałości, jakie 
sobie można wyobrazić! Zaglądałyśmy do okien i widziałyśmy, że 
zasadzono je pośrodku ciepłego pokoju i ozdobiono najpiękniejszymi 
przedmiotami, złoconymi jabłkami, piernikami, zabawkami i tysiącem 
świeczek! 

- A potem? - pyta choinka i drżała wszystkimi gałązkami. - A potem? Co 
się dzieje potem? 

- Więcej nie widziałyśmy. Ale to było cudowne! 

"Czy i ja jestem stworzona, aby pójść tą promienną drogą? - myślała 
choinka. - To jeszcze lepiej niż pływać po morzu! Jakże cierpię z tęsknoty! 
Żeby już nadeszło Boże Narodzenie! Oto jestem już duża i rozrośnięta, 
tak jak te, które wywieziono zeszłego roku! Ach, gdybym już była na 
wozie! Gdybym już była w tym ciepłym pokoju wśród przepychu i 
wspaniałości. A potem? Tak, potem będzie coś jeszcze piękniejszego, po 
co by mnie tak stroili? Potem musi się stać coś wspanialszego, 
większego - ale co? Ach, jakże cierpię, jakże tęsknię, nie wiem sama, co 
się ze mną dzieje!" 

- Ciesz się ze mnie! - mówiło powietrze i światło słoneczne. - Ciesz się, że 
jesteś młoda, świeża i stoisz na wolności. 

Ale choinka nie cieszyła się wcale; rosła i rosła, latem i zimą była zielona, 
ciemnozielona; ludzie, którzy ją widzieli, mówili: "To piękne drzewo!" A na 
Boże Narodzenie ścięto ją pierwszą. Siekiera przecięła ją głęboko aż do 
szpiku, choinka upadła z jękiem na ziemię, czuła ból, omdlenie i nie 
mogła wcale myśleć o swoim szczęściu; była zmartwiona, że musi porzucić 
miejsce rodzinne, rozłączyć się z pniem, z którego wyrosła: wiedziała, że 
już nigdy nie zobaczy swych drogich, starych towarzyszy, małych 
krzaczków i kwiatów, które dookoła niej rosły, może nawet i ptaków. 
Odjazd wcale nie był przyjemny. 

Choinka ocknęła się, kiedy wypakowano ją razem z innymi drzewami na 
podwórzu i kiedy usłyszała, jak jakiś człowiek powiedział: 

- Ta jest wspaniała, tylko ta nam się przyda. 

Potem przyszło dwóch służących w pięknej liberii i zaniosło choinkę do 
wielkiej, pięknej sali. Naokoło na ścianach wisiały portrety, a obok 
wielkich, kaflowych pieców stały wielkie chińskie wazy z lwami na 
pokrywach; stały tam bujające fotele, sofy kryte jedwabiem, wielkie stoły 
pokryte albumami i zabawki, które kosztowały sto razy po sto talarów 
(tak przynajmniej mówiły dzieci). Wstawiono choinkę w skrzynię do 
śmieci, napełnioną piaskiem, którą dla niepoznaki pokryto dookoła 
zielonym suknem, i postawiono ją na dużym barwnym dywanie. Ach, 
jakże drzewko drżało! Co się teraz stanie? Przyszli lokaje i pokojówki i 
zaczęto przystrajać choinkę. Powiesili na jej gałązkach małe siateczki, 
wycięte z kolorowego papieru; każda napełniona była cukierkami; złocone 
jabłka i orzechy zwieszały się jak przyrośnięte, a do gałęzi przymocowano 
przeszło sto czerwonych, niebieskich i białych świeczek. Lalki, które 
wyglądały jak żywi ludzie (choinka nie widziała takich nigdy przedtem), 
kołysały się wśród zieleni, a na szczycie drzewa umocowano wielką, złotą 
gwiazdę - to było wspaniałe, niewypowiedzianie wspaniałe! 

- Dzisiaj wieczór - mówili wszyscy - dzisiaj wieczór zabłyśnie! 

"Ach - myślała choinka - żeby to już był wieczór! Kiedyż już zapalają się 
choinki? A co potem będzie? Czy przyjdą drzewa z lasu, aby mnie 
oglądać? Czy wróble przylecą do okien? Czy wrosnę tu na zawsze i będę 
stała zimą i latem, wystrojona?" 

Tak, czekała z upragnieniem, ale bolała ją bardzo kora z niecierpliwości, 
a bóle kory są tak przykre dla choinki jak bóle głowy dla nas. 

Wreszcie zapalono świeczki. Jaki blask! Jak cudownie! Gałęzie choinki 
drżały, tak że od jednej ze świeczek zapaliła się zielona gałązka; 
porządnie ją zabolało. 

- Boże święty! - zawołały pokojówki i ugasiły prędko ogień. Teraz choinka 
nie odważyła się już drżeć! O, jakie to było przykre! Bała się, że zgubi coś 
ze swoich ozdób, była zupełnie oszołomiona tym całym blaskiem - oto 
otworzyły się szeroko drzwi i do pokoju wtargnęła cała gromada dzieci tak 
gwałtownie, jak gdyby miały przewrócić drzewko; dorośli wchodzili 
spokojniej; dzieci stały oniemiałe, ale trwało to tylko chwilkę, potem 
zaczęły się znowu cieszyć, aż rozbrzmiewało, tańczyły dookoła drzewka i 
zrywały jeden podarek po drugim. 

"Co one robią? - myślało drzewko. - Co się jeszcze teraz stanie?" Świeczki 
wypaliły się do końca, a gdy tylko która się wypaliła, gaszono ją 
natychmiast, a potem pozwolono dzieciom zrywać wszystko, co było na 
choince. Rzuciły się na nią, tak że aż trzeszczały wszystkie gałęzie; gdyby 
jej szczyt ze złotą gwiazdą nie był przywiązany do sufitu, przewróciłaby się 
na pewno. 

Dzieci tańczyły ze swymi pięknymi zabawkami, nikt nie patrzył już na 
choinkę z wyjątkiem starej niani, która podeszła i zaglądała pomiędzy 
gałązki, ale tylko po to, aby zobaczyć, czy nie zapomniano tam jeszcze 
jakiejś figi lub jabłka. 

- Bajkę, bajkę! - wołały dzieci i ciągnęły małego, grubego człowieczka do 
choinki, człowieczek usiadł akurat pod samą choinką. 

- Będzie nam miło wśród zieleni - powiedział - choinka także posłucha 
bajki, ale opowiem wam tylko jedną historię. Czy chcecie posłuchać bajki 
o Ivede-Avede, czy o Klumpe-Dumpe, który spadł ze schodów, ale mimo 
to spotkały go zaszczyty i zdobył rękę księżniczki? 

- Ivede-Avede! - krzyczały jedne dzieci. - Klumpe-Dumpe! - wołały inne; 
było tyle hałasu i krzyku, tylko choinka milczała i myślała sobie: 

"Czyż dla mnie nie ma tu nic do roboty, zupełnie nic?!" Ale przecież 
spełniła już swe zadanie. 

Mały człowieczek opowiedział bajkę o Klumpe-Dumpe, który spadł ze 
schodów i w końcu zdobył rękę księżniczki. A dzieci klaskały w ręce i 
wołały: - Jeszcze! Jeszcze! - Chciały także usłyszeć drugą bajkę, ale 
usłyszały tylko tę jedną o Klumpe-Dumpe. Choinka stała cicha i 
zamyślona, ptaszki w lesie nigdy nie opowiadały jej nic podobnego o 
Klumpe-Dumpe, który spadł ze schodów, a jednak zdobył 
księżniczkę. "Więc to tak, tak dzieje się na świecie - myślała choinka i 
wierzyła, że tak było naprawdę, opowiadał to przecież taki miły pan. - 
Tak, tak, któż to może wiedzieć. Może i ja spadnę ze schodów, a potem 
dostanę księcia za męża." I myślała z radością o tym, że na drugi dzień 
ubiorą ją w świeczki, zabawki, złoto i owoce. 

"Jutro już nie będę drżała - myślała choinka - będę się cieszyła całym 
sercem z mego szczęścia. Jutro usłyszę znowu bajkę o Klumpe-Dumpe, 
może także tę drugą o Ivede-Avede." 

I przez noc całą drzewko stało ciche i zamyślone. 

Rano przyszli służący i pokojówka. 

"Zaraz zaczną mnie na nowo stroić" - myślało drzewko. Ale wyciągnięto je 
z pokoju na strych, gdzie nie zaglądał ani jeden promyk słońca. "Co to 
ma znaczyć? - myślała choinka. - Co mam tu robić? Co ja tu usłyszę?" 
Oparła się o ścianę i rozmyślała... A miała dość czasu, bo upływały dni i 
noce, nikt do niej nie wchodził, a kiedy nareszcie ktoś przyszedł, to 
jedynie po to, aby wstawić do kąta parę wielkich skrzyń; drzewko stało 
ukryte: pewnie wszyscy o nim zapomnieli. 

"Teraz tam na dworze jest zima - myślała choinka. - Ziemia jest twarda i 
przykryta śniegiem, ludzie nie mogą mnie zasadzić i dlatego muszę tu 
czekać aż do wiosny w tym schronieniu. Jakże to świetnie obmyślone! Jacy 
ludzie są dobrzy! Gdyby tu tylko nie było tak ciemno i tak strasznie 
samotnie! Gdyby tu się zjawił przynajmniej jakiś mały zajączek. Jakże 
tam było przyjemnie w lesie, kiedy leżał śnieg i przelatywał zając; tak, 
nawet kiedy przeskakiwał przeze mnie, ale wówczas nie lubiłam tego. Tu 
na strychu jest tak strasznie samotnie". 

- Pip! pip! - pisnęła w tej chwili mała myszka i wyskoczyła z kąta, a za nią 
biegła druga. Obwąchały drzewko i wsunęły się pomiędzy gałęzie. 

- Jakże tu okropnie zimno - powiedziały obie małe myszki. - Gdyby nie 
to, byłoby tu dobrze, prawda, stara choinko? 

- Nie jestem wcale stara - powiedziała choinka. - Znam dużo, dużo drzew 
o wiele starszych ode mnie! 

- Skąd się tu wzięłaś i co potrafisz? - pytały myszy. Były takie strasznie 
ciekawe. - Opowiedz nam o najpiękniejszym miejscu na świecie. Czy byłaś 
tam? Czy byłaś w spiżarni, gdzie leżą na półkach sery, gdzie spod sufitu 
zwisają szynki, gdzie się tańczy na świecach łojowych i gdzie się wchodzi 
chudym, a wychodzi tłustym? 

- Nie znam tego miejsca - powiedziała choinka. - Ale znam las, gdzie 
świeci słońce i śpiewają ptaki! - I potem opowiedziała wszystko o swojej 
młodości, a małe myszki jeszcze nigdy niczego podobnego nie słyszały, 
więc słuchały uważnie i mówiły: 

- Jakże ty dużo widziałaś. Jakże byłaś szczęśliwa! 

- Ja? - śmiała choinka i myślała o tym, co sama opowiedziała. - Tak, były 
to w istocie szczęśliwe czasy. - A potem opowiedziała o wieczorze 
wigilijnym, kiedy ozdobiono ją piernikami i świeczkami. 

- O - powiedziały małe myszki - jakże byłaś szczęśliwa, stara choino! 

- Nie jestem wcale stara - powiedziała choinka. - Dopiero tej zimy 
przybyłam z lasu. Jestem w najlepszych latach. Przestałam tylko dalej 
rosnąć. 

- Jak ślicznie opowiadasz! - powiedziały myszki i następnej nocy przyszły 
z czterema innymi myszami, które także chciały słuchać, co drzewo 
opowiada, a im więcej choinka opowiadała, tym wyraźniej przypominała 
sobie sama wszystko i rozmyślała: "Były to jednak wesołe czasy. Ale 
mogą jeszcze wrócić, mogą wrócić. Klumpe-Dumpe spadł ze schodów, a 
pomimo to ożenił się z księżniczką, a może i ja dostanę księcia." 

A potem pomyślała o małym, ślicznym dębie w lesie, który mógłby jej 
zastąpić pięknego księcia. 

- Kto to jest Klumpe-Dumpe? - pytały małe myszki. Więc choinka 
opowiedziała im całą bajkę, pamiętała każde słowo, a małe myszki miały 
ochotę skakać z radości aż pod sam wierzchołek choinki. Następnej nocy 
przyszło o wiele więcej myszy, a w niedzielę nawet dwa szczury, ale te 
powiedziały, że bajka nie jest zajmująca, co bardzo zmartwiło małe 
myszki, bo wobec tego bajka przestała im się podobać. 

- Czy pani umie tylko tę jedną bajkę? - pytały szczury. 

- Tylko tę jedną - odpowiedziała choinka. - Usłyszałam ją tego 
najszczęśliwszego wieczora, ale wtedy nie myślałam o tym, jaka jestem 
szczęśliwa! 

- To bardzo nudne opowiadanie. Czy pani nie umie opowiedzieć jakiejś 
bajki o słoninie lub o łojowych świecach? Żadnej bajki spiżarnianej? 

- Nie - powiedziało drzewko. 

- Wobec tego dziękujemy - oświadczyły szczury i wróciły do swego 
towarzystwa. 

Małe myszki odeszły w końcu także i choinka westchnęła: 

- Było jednak bardzo przyjemnie, kiedy te wesołe małe myszki siedziały 
dookoła mnie i słuchały, co im opowiadam. I to przeszło! Ale będę o tym 
myślała i będę się cieszyła myślą, że mnie stąd zabiorą. 

Kiedyż to się stało? Tak, pewnego ranka przyszli jacyś ludzie i zaczęli 
porządkować strych. Odstawili skrzynie, wyciągnęli choinkę i rzucili ją co 
prawda dość ostro na ziemię, ale służący ściągnął ją natychmiast po 
schodach, tam gdzie był jasny dzień. 

"Teraz znowu zaczyna się życie" - pomyślała choinka, czuła świeże 
powietrze, pierwszy promień słońca, i oto była na podwórzu. Wszystko 
odbyło się tak szybko, choinka zapomniała zupełnie spojrzeć na siebie 
samą, było tyle do oglądania wokoło niej. Podwórze przylegało do 
ogrodu, gdzie wszystko kwitło; róże pięły się na niskich sztachetach i były 
takie świeże i pachnące; kwitły lipy, a wokoło fruwały jaskółki i ćwierkały: 

- Ćwir, ćwir, przyjechała nasza ukochana! - ale nie miała na myśli choinki. 

"Teraz będę żyła" - cieszyła się choinka i rozpostarła swoje gałęzie 
szeroko, gałęzie były zeschłe i żółte, a ona sama leżała w kącie 
pomiędzy chwastami i pokrzywami. Na jej wierzchołku tkwiła gwiazda ze 
złotego papieru i błyszczała w jasnym blasku słońca. 

Na podwórzu bawiło się kilkoro dzieci spośród tej wesołej gromadki, która 
na Boże Narodzenie tańczyła wokoło drzewka i tak się nim cieszyła. Jedno 
z najmniejszych podbiegło i zerwało złotą gwiazdę. 

- Patrzcie, co tam zostało jeszcze na tej szkaradnej, starej choinie! - 
powiedział chłopiec i zaczął deptać gałęzie, aż trzeszczały pod jego 
butami. 

A choinka spojrzała na piękne, pachnące kwiaty w ogrodzie, spojrzała na 
siebie samą i zatęskniła do ciemnego kąta na strychu; myślała o swojej 
młodości w lesie, o wesołym wieczorze wigilijnym i o małych myszkach, 
które tak chętnie słuchały bajki o Klumpe-Dumpe. 

- Skończyło się, skończyło! - powiedziała biedna choinka. - Dlaczego nie 
cieszyłam się wtedy, kiedy jeszcze było z czego? Skończyło się! 
Skończyło! 

Przyszedł parobek i porąbał drzewo na małe kawałki, leżała ich już cała 
wiązka. Paliła się jasnym płomieniem pod wielkim kotłem do warzenia 
piwa i choinka wzdychała głęboko, każde westchnienie brzmiało niby 
krótki wystrzał i zwabiło dzieci bawiące się na podwórzu; usadowiły się 
przed ogniem, patrzały w płomień i wołały: - Piff! Paff! - Przy każdym 
trzasku, który był głębokim westchnieniem, myślała choinka o letnim dniu 
w lesie i zimowej nocy, kiedy błyszczały gwiazdy, myślała o wieczorze 
wigilijnym i o Klumpe-Dumpe, jedynej bajce, którą usłyszała i którą 
potrafiła opowiedzieć, a potem spaliła się do reszty. 

Chłopcy bawili się na podwórzu, a najmniejszy z nich miał na piersi złotą 
gwiazdę, która zdobiła choinkę owego najszczęśliwszego wieczoru. 

Teraz się to skończyło i drzewka już nie ma, cała bajka się skończyła, 
skończyła tak, jak się kończą wszystkie bajki na świecie.
 
Tekst bajki z portalu: www.poema.pl
 
 
zdjecie: http://poradniaonline.wordpress.com/cytaty/

"Noelka" Małgorzata Musierowicz


To były moje pierwsze Święta z „Noelką”. W przedświątecznej gorączce, zmęczona pakowaniem prezentów, pieczeniem i gotowaniem, spojrzałam na moją półkę z książkami szukając takiej, która gwarantowałaby uśmiech i odprężenie. „Noelka”! Moja przygoda z „Jeżycjadą” skończyła się na piątym tomie, ale postanowiłam przeskoczyć tom szósty i świątecznie spotkać się z bohaterami tej książki. To była bardzo dobra decyzja. Z rozczuleniem wędrowałam po poznańskich ulicach, razem z rozpieszczoną Elką i Tomciem (który już urósł od „Kłamczuchy”, więc zwą go teraz po prostu Tomkiem).
W wigilijny wieczór zajrzałam do wielu domów, w tym do domu Bobcia, czyli ekstrawaganckiego Baltony, a przede wszystkim do domu szalonej rodziny Borejków. Cudnie było się przekonać, że nie w każdym domu wszystko jest „normalnie”, bo i u mnie często nie bywało, zamiast podniosłej atmosfery, dzień był istnym szaleństwem, wypełniony bieganiem pomiędzy kuchnią i pokojem z choinką oraz często zapomnianymi sprawunkami.

Ta wigilijna wędrówka z Aniołkiem i Gwiazdorem przypomina nam,  jak różne są  rodziny i jak różne są wigilie. Są i takie, w których główną rolę pełnią prezenty, wystrojeni rodzice i dzieci zapominają, co jest istotą Świąt, co jest esencją rodziny i bycia razem. Są także domy, w których jest biednie, prezenty skromne,  ale podarowane z głębi przepastnych serc, w którym znajdziemy tony miłości dla obdarowywanego. Tam świętuje się na całego. Jest też dom Borejków. Dom, który jeśli się go odwiedzi, to nie chce się opuszczać. Tam miłość fruwa w powietrzu, a ciepło serc rozgrzeje i wprawi w dobry humor dosłownie każdego. Do tego domu pod byle pretekstem chce się wpadać codziennie, a nawet kilka razy dziennie, aby nawdychać się tej świątecznej atmosfery i przekonać się, że najważniejszą rzeczą na świecie jest rodzina.

Bożonarodzeniową, zatem magiczną, metamorfozę Elki obserwowałam z uśmiechem. Jeżeli coś może rozkruszyć lód w sercu, to właśnie te Święta i spotkanie odpowiednich osób. Jakże symboliczna jest scena w podziemiu, kiedy Elka spotyka ponownie Tempertulę i prosi o przebaczenie, które zostaje udzielone bez jednego słowa. W wigilię wszystko może się zdarzyć, a ja, i to dziecko, które ciągle mieszka we mnie, bardzo pragnę wciąż w to wierzyć.  „Noelkę” zaś wpisuję do mojego kanonu lektur obowiązkowych na Boże Narodzenie.



____________________

Małgorzata Musierowicz, Noelka, Wydawnictwo Akapit Press, Łódź, s. 186.

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Kalendarz adwentowy - 24



Wszystkim współautorkom oraz czytelnikom "Znalezione pod choinką"
chciałabym życzyć zdrowych, pogodnych świąt,
spędzonych w sposób, który najbardziej Wam odpowiada,
takich, żeby można je było długo wspominać,
po prostu
Pięknego Bożego Narodzenia!

niedziela, 23 grudnia 2012

Kalendarz adwentowy - 23





BOŻE NARODZENIE W INNYCH KRAJACH


W przedostatniej kartce w czwartą i ostatnią niedzielę Adwentu krótko o zwyczajach świątecznych w innych krajach.
ANGLIA: typowy świąteczny obiad to indyk z żurawinami, pieczone ziemniaki sos chlebowy, brukselka gotowana, pieczone kasztany, a na deser Christmas pudding. Pudding ten przygotowuje się na kilka tygodni przed świętami, żeby dojrzewał, a jedną z tradycji jest ukrywanie w nim np. monety. Do tradycyjnych potraw należą też mince pies, dawniej z nadzieniem mięsno-bakaliowym, teraz chyba już raczej tylko bakaliowym. A co się pije? Oczywiście eggnog, czyli coś jakby ajerkoniak.

HOLANDIA: święta zaczynają się o północy 24 grudnia. I choć Holendrzy nie zasiadają do wigilijnej kolacji, to czekają do tej północy właśnie, aby zjeść specjalnie upieczony chleb, ciastka z migdałami i wypić ciepłe kakao lub herbatę.

FRANCJA: we Francji królują w tym okresie gęsie wątróbki. Ale Francuzi mają wieczerzę wigilijną, chociaż już po pasterce. A tradycyjną potrawą - wypiekiem jest bûche de Noëlczyli "Polano Bożego Narodzenia" - rolada w polewie czekoladowej, która spływając powinna zostawiać sęki.

SZWECJA: Szwedzi zasiadają do wigilijnego stołu punktualnie o 15 - jak głosi podobno plotka, zwyczaj ten został narzucony przez telewizję ;) Na stole królują ryby, szynki, dziczyzna (łosie lub reny) oraz nie może zabraknąć kulistych pulpecików.

NIEMCY: głównym świątecznym posiłkiem jest śniadanie 25 grudnia. W Niemczech na święta piecze się pierniki w tym najsławniejsze norymberskie. Dużą popularnością cieszą się też wyroby z marcepanu.

Ale nie tylko w Europie obchodzi się Boże Narodzenie - jeszcze huczniej i dłużej, bo na wiele dni przed uroczyste obchody zaczynają się w Kolumbii, Meksyku czy Boliwii. Pochody, procesje, szopki i ... tańce, bo tańce są formą swoistej modlitwy w tamtych kręgach kulturowych.

A może znacie jakieś tradycje z innych krajów?


Tekst opracowano na podst.:
"Polskie tradycje świąteczne" Hanna Szymanderska, wyd. Świat Książki, Warszawa 2008, rozdział "WIGILIA I BOŻE NARODZENIE" strony 109-120.